Około 5500 lat temu społeczności zbieracko-łowieckie prosperowały nad jeziorem Bajkał na Syberii, korzystając z bogatych zasobów lokalnej flory i fauny. W pewnym momencie dotknęła je jednak zaraza, która znacznie zmniejszyła ich populację. Masowo umierały zwłaszcza dzieci i nastolatkowie.
Przetrzebiła populację łowców-zbieraczy
Wiemy to dzięki ustaleniom międzynarodowego zespołu naukowców, którzy przebadali DNA z ciał z czterech miejsc pochówku w pobliżu jeziora Bajkał. Stwierdzili obecność najstarszych znanych szczepów Yersinia pestis. To bakteria wywołująca dżumę - chorobę, która w kolejnych wiekach wielokrotnie prowadziła do ogromnych epidemii zabijających miliony ludzi.
Badacze dowiedli, że pierwotnym żywicielem bakterii były świstaki, a dżuma pojawiła się najpierw w Azji Środkowej lub Północno-Wschodniej. Zauważyli także, że na dwóch z czterech przebadanych cmentarzy dwie trzecie zmarłych miało poniżej 15 lat. Tak duża różnica w śmiertelności między młodszymi a starszymi członkami społeczności mogła wynikać z kilku czynników. Układ odpornościowy dzieci i nastolatków słabiej radzi sobie z zainfekowaniem przez niektóre typy bakterii, zaś dorośli mogli mieć przedtem kontakt z patogenem i nabyli odporność. Na dodatek naukowcy określili cechy genetyczne szczepu, które mogły czynić go niebezpieczniejszym dla młodszych osób - cech tych brak we współcześnie występującym szczepie.
- Te odkrycia radykalnie zmieniają nasze podejście do kwestii pochodzenia i wczesnego wpływu jednego z najpoważniejszych patogenów w historii ludzkości - powiedział Eske Willerslev, genetyk ewolucyjny z Uniwersytetu Kopenhaskiego i Uniwersytetu Cambridge, jeden z autorów badania opublikowanego w czasopiśmie "Nature".
CZYTAJ TAKŻE: Co mają ze sobą wspólnego wybuch wulkanu i epidemia dżumy?
Jest z nami dłużej, niż sądziliśmy
Ruairidh Macleaod z Uniwersytetu Oksfordzkiego, główny autor badania dodał, że dzięki rozwojowi metod umożliwiających badania starożytnego DNA wiemy, że dżuma towarzyszy nam dłużej, niż sugerowałyby zapisy historyczne. Długo uważano, że poważne epidemie tej choroby występowały dopiero po tym, jak ludzkość zaczęła zakładać osady i uprawiać rolę, a wczesne szczepy były stosunkowo niegroźne.
Nowe odkrycia przeczą tym tezom. W miejscach pochówku nad jeziorem Bajkał badacze wykryli bakterie Yersinia pestis w 18 z 46 zbadanych ciał, a to około 40 procent. To wyższy stosunek niż stwierdzono w niektórych średniowiecznych grobach ofiar choroby. MacLeod przyznał, że znalezienie dowodów na poważną epidemię dżumy w społecznościach łowiecko-zbierackich było dla badaczy "całkowitym zaskoczeniem".
To od nich zaraziliśmy się dżumą
Willerslev wyjaśnił, że patogen znaleziony na Syberii reprezentuję przejściową fazę - taką, która potrafi wywołać poważne skutki, ale nie posiada jeszcze pełnego zestawu adaptacji obserwowanych w późniejszych szczepach pandemicznych. Brakuje mu genu pozwalającego na skuteczne przenoszenie przez pchły oraz wywoływania bolesnych obrzęków opisywanych w średniowiecznych relacjach. W przeciwieństwie do późniejszych szczepów miał jednak zdolność do wywoływania poważnej reakcji zapalnej, na którą szczególnie podatne były dzieci, co tłumaczy ich wysoką śmiertelność.
- Jeśli dodamy do tego obecność innych genów, które sprawiają, że zachorowanie na dżumę ma ciężki przebieg, staje się jasne, że prehistoryczne szczepy dżumy były równie śmiertelne co późniejsze, choć w inny sposób - powiedział Macleod.
Badacze twierdzą, że łowcy-zbieracze mieli bliski kontakt ze świstakami - w innych miejscach pochówku naukowcy znaleźli wisiorki wykonane z przednich zębów tych zwierząt. Podejrzewają, że ludzie mogli zarazić się bakterią poprzez spożywanie surowego mięsa tego gatunku - to niebezpieczna praktyka, która w ostatnich latach doprowadziła w Mongolii do zarażenia się patogenem i śmierci dwóch osób. Gdy patogen przeniósł się na człowieka, prawdopodobnie rozprzestrzeniał się z jednej osoby na drugą drogą kropelkową, na przykład przez kasłanie, co tłumaczy, czemu w grobach odkryto wielu członków tych samych rodzin.