Wały przeciwpowodziowe "jak aspiryna". Polska hydrozagadka

[object Object]
Wały przeciwpowodziowe nie są skuteczną ochroną tvn24
wideo 2/11

Po kwietniowych suszach, w maju nadeszła fala gwałtownych opadów, a wraz z nią wiele podtopień. Jak Polska radzi sobie z tak zmienną sytuacją i co można zrobić, żeby poprawić gospodarkę wodną w kraju - tłumaczył w programie "Wstajesz i weekend" hydrolog, profesor Artur Matuszewski.

W połowie maja w kraju pojawiły się gwałtowne ulewy, które spowodowały mnóstwo podtopień i szkód.

W niektórych regionach sytuacja wciąż może być niebezpieczna. Profesor Artur Matuszewski przyznał, że najczęściej uważa się, że najlepszym i najprostszym sposobem na uniknięcie zalania jest wybudowanie wałów przeciwpowodziowych. Przytoczył maksymę hydrologa profesora Kazimierza Dębskiego, który twierdził, że działanie wałów przeciwpowodziowych jest porównywalne do działania aspiryny, która jedynie uśmierza ból.

- Nie rozwiązujemy problemu. To są dosyć proste, tanie budowle ziemne, które można łatwo wznieść, natomiast zawsze jest pewien margines ryzyka, że taka budowla może nie wytrzymać - ocenił gość. Wspomniał o sytuacji pogodowej w roku 2010, kiedy z powodu ulew w wielu miejscach wały przeciwpowodziowe nie były wystarczającym zabezpieczeniem.

- Z punktu widzenia wysokości, poprawności konstrukcji, były bez zarzutu. Natomiast okazało się, że właśnie ten wielki, wysoki, powtarzający się przepływ doprowadził do ich przerwania - podsumował.

Rzeźba terenu

Jak zaznaczył gość programu "Wstajesz i weekend", ukształtowanie terenu nie ma korzystnego wpływu na sytuację hydrologiczną w Polsce.

- Ten stopień wyrównania odpływu w Polsce jest niewielki. Jeżeli byśmy popatrzyli na to, ile wody nam odpływa z terytorium Polski do Bałtyku, to jest rzędu 58 kilometrów sześciennych. Natomiast to, co my możemy zgromadzić we wszystkich zbiornikach, które w Polsce mamy, to są to raptem 3 kilometry sześcienne - stwierdził.

- Jeśli są wysokie góry, jeżeli są miejsca do budowy wysokich zapór wodnych, to wtedy można duże ilości wody zgromadzić w tych zbiornikach. Popatrzymy na mapę ukształtowania terenu Polski - na południu mamy Karpaty, Sudety. I jakby się tak dokładnie przyjrzeć to można powiedzieć, że we wszystkich miejscach, gdzie potencjalnie można byłoby zbudować duże zbiorniki, to one już tam są - powiedział.

Jak dodał, ze względu na rzeźbę terytorium Polski w najbliższym czasie nie nastąpi żaden większy przełom w kwestii retencji wody.

"Trudne do wyobrażenia"

Z drugiej strony Polska jeszcze niedawno była narażona na niedobory wody w glebie. W kwietniu w wielu regionach opady nie przewyższyły 1 litra deszczu na metr kwadratowy. Jak prognozują naukowcy, pustynnienie Polski i Europy staje się realnym zagrożeniem.

- W przypadku Polski problem polega na tym, że zbiorniki mamy na południu kraju, natomiast większe kłopoty, jeśli chodzi o bilans wodny, o deficyt dla rolnictwa, są na nizinach - terenach Wielkopolski chociażby, czy Polski środkowej. W związku z czym przerzucanie wody z tych zbiorników na takie setki kilometrów jest trudne do wyobrażenia - ocenił.

Wody podziemne

Jak zaznaczył Magnuszewski, najwięcej wody w naszym systemie hydrologicznym gromadzi się w zbiornikach wód podziemnych w okresie półrocza zimowego. Wtedy zmniejsza się parowanie, a jednocześnie zwiększają się opady. W ten sposób powstaje nadwyżka wody. Opady wsiąkają do wód podziemnych i je zasilają, gromadząc zapas na półrocze letnie.

Hydrolog zauważył także, że najlepszą bazą dla prognoz dotyczących sytuacji hydrologicznej w Polsce są raporty Państwowego Instytutu Geologicznego.

- Jeżeli tam diagnoza jest taka, że są problemy z wodami podziemnymi, że są obniżone poziomy wód gruntowych, to można się spodziewać, że na koniec lata mogą być problemy w rzekach - wyjaśnił Magnuszewski. Jak dodał, najnowszy raport mówi o tym, że zasoby wód podziemnych są obecnie w dobrej kondycji.

Susza suszy nierówna

W kwestii wpływu niedoborów wody na rolnictwo, profesor Magnuszewski zaznaczył, że pojawiają się trzy różne rodzaje suszy, w zależności od jej przyczyny. W przypadku braku opadów przez kolejnych 20 dni, mówi się o suszy atmosferycznej.

- To jest szczególnie dotkliwe właśnie w okresie letnim, dlatego, że sumy parowania są wtedy bardzo wysokie i te dwadzieścia dni przerwy w opadach rzeczywiście stanowi poważny problem dla rolnictwa - mówił.

Do tego pojawiają się susze hydrogeologiczne, polegające na wyczerpaniu się zasobów wód podziemnych. Ostatnim rodzajem suszy jest susza glebowa, która występuje w wyniku wyczerpania zasobów wody w glebie.

Całość rozmowy zobaczysz tutaj:

Hydrolog prof. Artur Magnuszewski o sytuacji hydrologicznej w Polsce
Hydrolog prof. Artur Magnuszewski o sytuacji hydrologicznej w Polscetvn24

Autor: kw/ja / Źródło: TVN24, tvnmeteo.pl

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Pozostałe wiadomości