Sześć dni w lodowej szczelinie. "Napiłbym się małego Radlera"


- Najchętniej napiłbym się małego Radlera [połączenie piwa i lemoniady - red.] - powiedział 70-letni Bawarczyk po niemal tygodniu w lodowej szczelinie. Mężczyzna wpadł do niej podczas wycieczki po austriackich Alpach. Ku zaskoczeniu ratowników turyście niemal nic się nie stało.

Historia 70-letniego Niemca przypomina tę opowiedzianą w głośnym filmie Danny'ego Boyle'a "127 godzin". Tam uwięziony w szczelinie gór w Utah wspinacz Aron Ralston po tytułowych 127 godzinach decyduje się odciąć prawą dłoń, by się uwolnić.

W lodowej pułapce

70-latek swoją przygodę zakończył w mniej dramatyczny sposób, co nie oznacza, że jego życie znalazło się w mniejszym niebezpieczeństwie. Mężczyzna, jak sam relacjonował (co potwierdzają także wpisy w księgach wyjść ze schronisk), wpadł do lodowej szczeliny w Alpach Sztubajskich w Tyrolu 8 sierpnia. Mało uczęszczana okolica, wysokość ponad 3 tys. m, lodowa dziura szerokości barków i około 20 m w górę do wyjścia - mężczyzna szybko zdał sobie sprawę, że samemu nie da rady wyjść.

Na szczęście Niemiec był dobrze przygotowany do wycieczki i zachował spokój. Jak relacjonował, przez cały ten czas racjonował sobie czekoladę - nie więcej, niż kawałeczek dziennie - i pił wodę z lodowca. Starał się też nie stracić czujności i ucinał sobie tylko krótkie drzemki. Wiedział, że dłuższy sen może doprowadzić do poważniejszego wychłodzenia.

Na powierzchnię wyciągnęli go dopiero ratownicy we wtorek około godz. 14, po tym, jak wołanie o pomoc usłyszało trzech turystów poruszających się tym samym szlakiem, co kilka dni wcześniej 70-latek.

Duże to zbyt dużo

- Jestem Bawarczykiem i najchętniej napiłbym się małego Radlera - powiedział, gdy w klinice w Insbrucku lekarze zapytali go, co mogą dla niego zrobić.

Mężczyzna był wychłodzony, przeziębiony i trochę potłuczony, ale poza tym był w bardzo dobrym stanie, jak na kogoś, kto sześć dni spędził w lodowej szczelinie. - Zapytałem go, dlaczego nie napije się całego kufla - relacjonuje w austriackim "Kurierze" zastępca dyrektora kliniki Volker Wenzel. - Odpowiedział: to byłoby za dużo.

Autor: rs / Źródło: kurier.ar, welt.de

Pozostałe wiadomości