Najnowsze

"Stan bezpośredniego zagrożenia życia". Coraz więcej dzieci choruje na PIMS

Najnowsze

PIMS - wieloukładowy zespół zapalny związany z COVID-19tvn24
wideo 2/10

Od przełomu października i listopada w naszym kraju gwałtownie przybywa dzieci cierpiących na PIMS. Objawy tego wieloukładowego zespołu zapalnego są bardzo pospolite, dlatego często zdarza się, że dzieci trafiają do szpitala już w bardzo ciężkim stanie. O ile w pierwszych dniach choroba przebiega łagodnie, potem chory staje się coraz bardziej osłabiony.

PIMS-TS (ang. paediatric inflammatory multisystem syndrome – temporally associated with SARS-CoV-2) to wieloukładowy zespół zapalny, występujący u dzieci w następstwie zakażenia koronawirusem. To nowa choroba - została opisana po raz pierwszy pół roku temu w Wielkiej Brytanii, potem w Stanach Zjednoczonych. W Polsce na ten moment odsetek chorych dzieci jest o wiele niższy, niż w wymienionych krajach. Jednak pacjentów przybywa, a u niektórych może dojść do bardzo ciężkich powikłań.

Czytaj więcej: czym jest PIMS i jak się objawia?

Doktor Magdalena Okarska-Napierała z Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego na antenie TVN24 przekazała, że zapadalność na tę chorobę gwałtownie wzrosła na przełomie października i listopada.

Szereg nieprawidłowości

Ekspertka zaznaczyła, że PIMS to wieloukładowy zespół zapalny po COVID-19.

- Ta choroba nie jest łatwa do zdiagnozowania na samym początku, bo objawia się po prostu wysoką gorączką, bardzo często objawami z przewodu pokarmowego: bólem brzucha, biegunką, wymiotami i do tego od razu może dołączyć się wysypka i zapalenie spojówek. Ale to nie są objawy alergiczne. Dzieci chorują na infekcje, więc na początku, na ogół są traktowane jako choroba infekcyjna, ale ta choroba z każdym dniem przybiera na sile, dziecko jest coraz bardziej osłabione i budzi coraz większy niepokój rodziców. I wtedy orientują się, że to jest jakaś inna choroba - mówiła Okarska-Napierała. Jak dodała, dopiero gdy objawy stają się silne, rodzice decydują się zabrać dziecko do szpitala.

Pediatra mówiła, że choroba wykazuje się specyficznym powiązaniem różnych nieprawidłowości. Pomocnym parametrem jest także potwierdzenie zakażenia koronawirusem, u dziecka lub osób z którymi miało kontakt.

- Ta choroba potrafi być bardzo groźna, stanowi stan bezpośredniego zagrożenia życia. Dziecko musi być leczone w szpitalu - opowiadała ekspert. Jak dodała, podstawowe leki, jakie są stosowane w tym przypadku, to dożylny wlew immunoglobulin i sterydoterapia. - Dzieci szczęśliwie na ogół bardzo dobrze reagują na leczenie - dodała.

Stan zdrowia gwałtownie się pogarsza

Ekspertka zaznaczyła, że ważne jest nieustanne monitorowanie stanu zdrowia dziecka. Jak dodała, PIMS dotyka przede wszystkim dzieci w wieku szkolnym, choć nie oznacza to, że młodsze osoby, czy nastolatki nie mogą zachorować.

- To jest już taka grupa wiekowa, w której choroby gorączkowe, wysypkowe zdarzają się już rzadziej, więc rodziców może to troszkę zdziwić - mówiła.

Lekarz dodała, że w pierwszych dniach PIMS przebiega na ogół spokojnie, mimo wysokiej gorączki. Od trzeciego dnia stan dziecka zaczyna się sukcesywnie pogarszać - staje się osłabione, może dojść do niewydolności serca.

- Większość dzieci szczęśliwie wychodzi z tej choroby szybko i bez szwanku. Po około tygodniu, dwóch tygodniach okresu hospitalizacji wychodzi ze szpitala na własnych nogach, w dobrym nastroju. [...] Natomiast są jednak dzieci, u których ten okres rekonwalescencji zajmuje więcej czasu i które są osłabione. Zwłaszcza dotyczy to tych pacjentów, którzy jednak byli leczeni na oddziale intensywnej opieki medycznej, pozostawali w śpiączce przez jakiś czas, czasami faktycznie ta rehabilitacja zajmuje więcej czasu. Należy wiedzieć, że oprócz ciężkiego stanu, choroba ta wiąże się z ryzykiem powstania tętniaków - opowiadała. Dlatego po przejściu PIMS dzieci muszą pozostawać pod opieką kardiologa.

Jedno na tysiąc

Okarska-Napierała powiedziała też, że koronawirus jest nieobliczalnym patogenem, który "ciągle nas zaskakuje i uczy pokory". Ciężkie przypadki COVID-19 u dzieci są prawdziwą rzadkością, jednak każde zakażenie SARS-CoV-2 niesie ze sobą ryzyko pojawienia się powikłań w postaci PIMS.

- Nie ma żadnych dokładnych danych na ten temat, ale prawdopodobnie potrzeba około tysiąca zakażonych dzieci, żeby jedno rozwinęło PIMS. Pytanie dlaczego, skoro to tak rzadkie powikłanie, tak dużo dzieci w tej chwili choruje w Polsce - powiedziała. Jej zdaniem to odzwierciedlenie nasilonej fazy epidemicznej w naszym kraju.

Całą rozmowę z ekspertką zobaczysz tutaj:

Dr Magdalena Okarska-Napierała o PIMStvn24

Autor: kw/dd / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock