Są zagrożone, choć w Kenii rodzi się ich coraz więcej. Słonie w Afryce


Coraz więcej słoni rodzi się w Kenii, a działania przeciwko kłusownikom są coraz bardziej skuteczne. Ale to, co udało się w Kenii, nie udaje się w innych afrykańskich krajach. Regularnie spada populacja słoni na całym kontynencie. Zobacz materiał magazynu "Polska i Świat"

To już prawdziwy słoniowy baby boom. Tylko w tym roku w Kenii na świat przyszło 138 słoniątek. Dla tych zwierząt - od lat zagrożonych wyginięciem - jest wreszcie dobra wiadomość.

- Odnieśliśmy sukces w dziedzinie ochrony zagrożonych gatunków, liczba słoni w naszym kraju wzrosła - powiedział Najib Balala, minister turystyki i dzikiej przyrody Kenii.

Polityka antykłusownicza rządu

Populacja słoni żyjących w Kenii powoli odradza się. W ostatnich 30-tu latach ich liczba wzrosła do prawie 35 tysięcy.

- To cieszy, że w Kenii udaje się podwoić liczbę słoni, bo to jest sygnał, że jak chcemy to potrafimy. Tylko każda taka akcja wymaga bardzo wielu interesariuszy, którzy są w to zaangażowani - mówiła Katarzyna Karpa-Świderek z WWF Polska.

Właśnie wspólne działanie rządu oraz prozwierzęcych organizacji jest kenijskim przepisem na sukces. Postawiono na kampanie edukacyjne i budowanie przyrodniczej świadomości wśród mieszkańców. Odradzająca się populacja słoni to jednak przede wszystkim wynik restrykcyjnej polityki antykłusowniczej. Kilka lat temu Kenijczycy zaostrzyli prawo wprowadzając karę dożywocia za nielegalne polowanie na dzikie zwierzęta. - W skali Afryki, można powiedzieć, że jest to taka perełka. Kenia wprowadziła bardzo surowe kary za kłusownictwo. Jeszcze dwa, trzy czy cztery lata temu kłusowano rocznie 80-100 słoni w Kenii, w tym roku do sierpnia tylko siedem - wyjaśniał doktor Robert Maślak, biolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Rośnie handel zagrożonymi zwierzętami

Kraj oplotła sieć przyrodniczego monitoringu. Pozwala śledzić wędrówki słoni i wyłapywać w parkach narodowych nieproszonych gości. A na kłusowników czekają uzbrojeni strażnicy. Eksperci podkreślają jednak, że kenijski sukces nie oznacza jeszcze końca problemów. Bo w wielu krajach zwierzęta nadal są zabijane dla kości słoniowej. W tradycyjnej azjatyckiej medycynie to wciąż pożądany towar.

- Słonie niestety nie mogą spać spokojnie, nielegalny handel zwierzętami zagrożonymi wyginięciem cały czas rośnie. To jest tak dochodowy interes, że bardzo trudno go zahamować - tłumaczyła Anna Mękarska, prezes fundacji DODO.

Na razie to, co udało się w Kenii, nie udaje się w innych afrykańskich krajach. Regularnie spada populacja słoni na całym kontynencie. Jeszcze w latach 30-tych żyło ich tu 10 milionów - dziś zaledwie pół miliona. Rozwiązanie tego problemu to nie tylko kwestia lokalnej polityki. - My jako zwykli ludzie też nie powinniśmy pewnych rzeczy robić. Nie kupować pamiątek z kości słoniowej, jeżeli mówimy o ochronie słoni, nie jeździć na słoniach, nie korzystać z atrakcji z dzikimi zwierzętami - mówiła Katarzyna Karpa-Świderek z WWF Polska. Bez tego jeszcze długo nie znikną z listy ginących gatunków.

Zobacz cały materiał magazynu "Polska i Świat" o słoniach:

Autor: anw, Patryk Rabiega / Źródło: tvn24

Pozostałe wiadomości