Naukowcy: wiemy, jak uratować Ziemię

Kometa Tempel 1

We wtorek zbliży się do nas wielka asteroida. Choć na razie nie ma niebezpieczeństwa, że 2005 YU55 uderzy w Ziemię, niewykluczone, że w przyszłości czeka nas spotkanie tego typu. Jeśli chcemy uniknąć losu dinozaurów, które zostały dosłownie "wymiecione" przez asteroidę 65 milionów lat temu, będziemy musieli któregoś dnia stawić czoła temu kosmicznemu zabójcy.

Na szczęście naukowcy wiedzą, jak to zrobić. - Faktycznie mamy możliwość, żeby ochronić Ziemię przed zderzeniem z asteroidą - na prezentacji w laboratoriach Caltech w Kalifornii, w końcu września mówił Rusty Schweickart, były astronauta i prezes Fundacji B612, której działanie ma na celu przewidywanie katastrofalnych w skutkach spotkań Ziemi z kosmicznymi skałami.

- Jesteśmy w stanie tak wpływać na Układ Słoneczny, żeby zwiększyć szanse ludzkości na przetrwanie - dodał Schweickart.

Oto kilka z technik, dzięki którym można "odsunąć" asteroidę od Ziemi.

"Grawitacyjny ciągnik"

Jeśli badaczom uda się wykryć niebezpieczną kosmiczną skałę na długo przed tym, jak znajdzie się niedaleko Ziemi, najlepsza opcją może okazać się wysłanie w jej kierunku bezzałogowej sondy. Spotka się ona z asteroidą i będzie towarzyszyć jej w podróży. Niewielkie przyciąganie wytwarzane przez wehikuł może stopniowo wywierać wpływ na asteroidę, kiedy razem będą przemierzać kosmos. W ciągu miesięcy lub nawet lat ten "grawitacyjny ciągnik" powinien zmienić orbitę asteroidy.

Ludzkość zdążyła już pokazać, że wie, jak przeprowadzić tego typu misję. Wiele sond kosmicznych spotkało się z asteroidami w przestrzeni kosmicznej, włączając w to należącą do NASA sondę Dawn, która aktualnie orbituje wokół planetoidy Vesta. W 2005 roku japońska sonda Hayabusa "zebrała" kilka kawałków z asteroidy Itokawa i przesłała je z powrotem na Ziemię do analizy badawczej.

Rozwiązania siłowe

Można też pokusić się o rozwiązanie siłowe, wysyłając sondę wprost na asteroidę. Po zderzeniu zmieni się orbita tego ciała niebieskiego. W 2005 roku astrofizycy NASA wysłali wehikuł w stronę komety Temple 1, żeby zmienić układ jej lodowych części składowych.

Asteroidę można też rozbić na drobne kawałki za pomocą broni jądrowej, jeśli ciało niebieskie okaże się zbyt duże, żeby dało się zmienić jego bieg. - Niestety, takie działanie może przynieść więcej szkód niż korzyści - przyznał Bill Nye, prezes Planetary Society. - Jeśli uderzylibyśmy w asteroidę, w kierunku Ziemi spadłoby wiele gigantycznych skał, a nie jedna - podkreślił.

"Rój lusterek"

Kolejna możliwość to wysłanie w przestrzeń kosmiczną sond-luster, które ułożone byłyby w kształt pszczelego roju. Te minisondy mogłyby odbijać światło słoneczne tak, żeby trafiało ono w jeden punkt skały, podgrzewając go tak mocno, że skała wyparuje.

- Projekt jest jeszcze w zbyt wczesnej fazie, żeby móc o nim mówić jak o rzeczywistym rozwiązaniu. Potrzeba nam pięciu lat, żeby go dopracować - oznajmił Nye.

"Pieczony ziemniak"

Nye podsunął jeszcze jeden pomysł na niedopuszczenie do tragedii. O wiele bardziej spektakularny.

- Istnieje możliwość przesunięcia asteroidy, dzięki "owinięciu" jej w odbijającą światło folię. Dokładnie w taki sam sposób, w jaki owija się pieczone ziemniaki. Fotony Słońca mogłyby odepchnąć asteroidę od Ziemi, tak jak odsuwają statki kosmiczne, wyposażone w słoneczne żagle - powiedział.

Najważniejsze jednak, co powinno się zrobić, żeby uniknąć zderzenia z asteroidą, jest wykrycie go odpowiednio długo przed spotkaniem.

- Potrzeba nam dekady, żeby móc ocalić ludzkość - stwierdzili zgodnie Schweickart i Nye.

Autor: map//ŁUD / Źródło: space.com

Pozostałe wiadomości