Najnowsze

Blisko cztery tysiące pożarów lasów od początku roku. "Być może będzie rekordowy"

Najnowsze

"Pamiętajmy o tym, aby nie blokować dróg dojazdowych" (archiwum)
"Pamiętajmy o tym, aby nie blokować dróg dojazdowych" (archiwum)tvn24
wideo 2/15

Od początku tego roku na terenie polskich lasów wybuchły blisko cztery tysiące pożarów, a kolejne nadleśnictwa zakazują wstępu ze względu na utrzymujące się wysokie ryzyko pożarowe. W ocenie naukowca z Instytutu Badawczego Leśnictwa ten rok może być rekordowy pod względem pożarów.

Na dużym obszarze kraju utrzymuje się trzeci - najwyższy - stopień zagrożenia pożarowego. W całej Polsce z powodu wysokiego ryzyka wybuchu pożaru już sześć nadleśnictw wydało zakaz wstępu do lasu, w tym pięć na Mazowszu.

Codzienne prognozy zagrożenia pożarowego w lasach monitoruje i sporządza Laboratorium Ochrony Przeciwpożarowej Lasu Instytutu Badawczego Leśnictwa. Zdaniem kierownika laboratorium, dr. hab. Ryszarda Szczygła, patrząc na mijające dziesięciolecie, ten rok "jest chyba najbardziej dramatyczny".

- Nawet w przypadku rozpoczęcia sezonu palności lasów, bo z dniem pierwszego stycznia, już mieliśmy pierwsze pożary - zwrócił uwagę. - Z tygodnia na tydzień to się nasilało, przyjmując może najdramatyczniejszy przebieg, jeśli chodzi o kształtowanie się zagrożenia, pod koniec marca i teraz w kwietniu - zaznaczył Szczygieł.

Jak poinformował, liczba tegorocznych pożarów lasów zbliża się do czterech tysięcy. Przy tym w kwietniu mieliśmy do czynienia z trzecim co do wielkości pożarem w historii - w Biebrzańskim Parku Narodowym, gdzie spłonęło ponad 5,5 tysiąca hektarów terenu. Rok zaczęliśmy bardzo źle. - Trudno się oprzeć wrażeniu, że być może będzie rekordowy pod względem pożarów. Nie napawa to optymizmem. Wyglądamy tego deszczu, a prognozy nie pokazują, że miałby się pojawić - powiedział naukowiec z IBL.

"Bardziej sucho być nie może"

Jednym z kryteriów, który decyduje o możliwości powstania pożaru, jest wilgotność materiału palnego - ściółki. Jak powiedział ekspert, teraz spada poniżej progu krytycznego, czyli 10 procent. Na początku tygodnia miało to miejsce w około 50 na 80 punktów pomiaru. Jednak w niektórych miejscach wilgotność spadła do poziomu czterech procent. - Bardziej sucho być nie może - podkreślił. - Sprzyja temu przede wszystkim nienotowana jak na tę porę roku susza, przez którą te efekty z poprzednich lat się sumują. Obniżył się bardzo drastycznie poziom wód gruntowych, nie ma opadów, bezśnieżne kolejne zimy - ta ostatnia była jedną z najcieplejszych. Nie ma wody, nie ma wilgoci. Jak jest suchy materiał, wystarczy przysłowiowa iskra, żeby ten pożar zainicjować - wyjaśnił Szczygieł.

HYDROLOG O SUSZY W POLSCE

Mapa zagrożenia pożarowego (bazapozarow.ibles.pl/zagrozenie)bazapozarow.ibles.pl/zagrozenie

Przyczyny naturalne to tylko jeden procent

Naukowiec zastrzegł, że lasy pomimo potencjalnego zagrożenia same się nie zapalą. - Nie ma u nas samozapalenia w lesie, pożaru od opakowań szklanych - tak jak to kiedyś lansowano taką hipotezę. Zawsze musi się pojawić człowiek z bodźcem cieplnym, który zainicjuje ten pożar - zaznaczył.

- Tu jest sprawa kluczowa dla ratowania tego, co się jeszcze da uratować - ostrożne, bezpieczne zachowanie się w lesie, w jego sąsiedztwie, z ogniem. W naszych warunkach geograficznych 99 procent przyczyn pożaru jest związana z celową bądź nieumyślną działalnością człowieka - zwrócił uwagę Szczygieł.

KONSEKWENCJE SUSZY W POLSCE Przyczyny naturalne pożarów to zatem tylko jeden procent. Pożar może spowodować wyładowanie atmosferyczne, jednak z uwagi na towarzyszące burzom opady rzadko do tego dochodzi. Ogień może też zainicjować uszkodzenie linii energetycznych przez przewracane przez wiatr, podczas wichury, drzewa.

Deszcz i jeszcze raz deszcz

Ekspert pytany o to, ilu dni deszczowych potrzeba, by sytuacja się zmieniła, odparł, że jak najwięcej. - Tutaj potrzebne by były długie okresy niepogody - dla przyrody to akurat dobra pogoda - kiedy padałby deszcz - wskazał.

Nie chodzi jednak o gwałtowne opady burzowe, bo wówczas nawet duża ilość wody po prostu spływa. Zagrożenia nie eliminują również śladowe opady rzędu 1-2 litrów wody na metr kwadratowy, ale jedynie zmniejszają je na jeden-dwa dni

- Chodzi o powolne mżawki, kapuśniak, który by stopniowo nawilżał ten materiał palny, tak by mógł wchłonąć tę wilgoć - tłumaczył naukowiec z IBL.

Według badaczy potrzeba co najmniej trzech miesięcy regularnych opadów deszczów, aby sytuacja w kraju się poprawiła. - Jak można się domyślić, to po prostu nierealne - podsumował Szczygieł.

Wskaźnik wilgotności gleby 27 kwietnia, warstwa 0-7 centymetrów (stopsuszy.imgw.pl)stopsuszy.imgw.pl

Autor: ps/aw / Źródło: PAP, tvnmeteo.pl

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Pozostałe wiadomości