W Holandii rozpoczęła się pięcioletnia inwentaryzacja pszczół (Anthophila) i bzygowatych (Syrphidae). Owady te są zapylaczami, odrywają ważną rolę w naszym życiu. Bzygowate są podobne do os i pszczół, należą do rzędu muchówek. Eksperci, na zlecenie ministerstwa rolnictwa, przyrody i jakości żywności, będą liczyć owady w 150 miejscach w kraju. Liderem i kierownikiem tego badania jest entomolog Theo Zeegers z Centrum Wiedzy o Owadach - EIS Kenniscentrum Insecten.
Jak napisał holenderski dziennik "de Volkskrant", liczenia odbywają się według ścisłego protokołu: w wyznaczonych dniach, przy ciepłej pogodzie, obserwatorzy przechodzą odcinki o długości kilometra i sprawdzają owady w promieniu półtora metra. W razie wątpliwości okazy trafiają do laboratorium w celu oznaczenia gatunku.
Policzą owady. Dlaczego?
Theo Zeegers uważa, że systematyczne liczenie jest konieczne, ponieważ w Holandii występuje około 350 gatunków pszczół i 320 gatunków bzygowatych, a ich sytuacja dynamicznie się zmienia. Ze wstępnych badań wynika, że na niektórych stanowiskach liczebność bzygowatych spadła w ciągu ostatnich 30 lat aż o 50-90 procent. To niepokojące dane, bo pszczoły są najważniejszą grupą owadów zapylających. Naukowcy podkreślają, że mimo rozpoczęcia pięcioletniego monitoringu nie należy odkładać ochrony owadów na później. Zdaniem Zeegersa głównymi przyczynami spadku liczebności są: nadmiar azotu, pestycydów, zmiany klimatu, w tym susza, oraz utrata siedlisk, zwłaszcza na terenach rolniczych.
Holenderscy badacze zwracają uwagę, że owady zapylające są kluczowe dla produkcji żywności. Gazeta "de Volkskrant" podaje, że około 85 procent upraw żywności zależy od zapylania przez owady. Bez nich z sadów i sklepów mogłoby zniknąć wiele owoców i innych produktów rolnych.
Jak pomóc zapylaczom?
Jak pomóc zapylaczom? Firma BeeGrateful, wywodząca się z projektu studenckiego Uniwersytetu Wageningen, monitoruje owady na terenach gminnych i przemysłowych. Z jej obserwacji wynika, że więcej zapylaczy występuje tam, gdzie obecne są zróżnicowane, rodzime rośliny kwitnące oraz naturalne miejsca gniazdowania, między innymi martwe drewno, trzcina, jeżyny i odsłonięte piaszczyste podłoże. Theo Zeegers i inni eksperci zaznaczają, że jednak samo "zazielenianie" terenów nie wystarcza. Krótko koszone trawniki lub nasadzenia zdominowane przez jeden gatunek roślin często nie zapewniają owadom odpowiedniej ilości pożywienia, schronienia ani miejsc rozrodu. Najlepsze efekty daje różnorodna roślinność z warstwą zielną, krzewami i drzewami. Zeegers wskazał jako pozytywny przykład rezerwat Bargerveen w Drenthe, gdzie prowadzono długotrwałe działania renaturyzacyjne, w tym zarządzanie wodą. W efekcie populacje pszczół i bzygowatych wzrosły tam wbrew ogólnokrajowemu trendowi. Entomolog podkreślił, że lokalne inicjatywy, choć cenne, nie wystarczą wobec skali problemu. Jego zdaniem potrzebne są zdecydowane działania władz. - Kryzys owadów jest tak duży, że jest zbyt złożony, by pozostawić go obywatelom - przekonuje Zeegers.