Myśleli, że to wytwór sztucznej inteligencji. "W strumieniu jest mały krokodyl"

Krokodyl australijski
Trzymetrowy aligator błąkał się po ulicach miasta
Źródło: TampaPD
Chłopiec z Australii zaskoczył mamę, wysyłając jej nagranie krokodyla. Kobieta nie wierzyła synowi, dopóki nie wróciła do domu i nie przekonała się na własne oczy, że w strumieniu nieopodal rzeczywiście pływa gad. Błyskawicznie skontaktowała się ze służbami.

Do niecodziennego zdarzenia doszło w mieście Newcastle na wschodnim wybrzeżu Australii. 12-letni Lionel Saunders w sobotę 28 lutego zauważył metrowego, młodego krokodyla obok swojego domu. Chłopiec natychmiast zadzwonił do mamy, która na początku nie mogła uwierzyć w jego historię.

- Mój syn pokazał mi nagrania, by przekonać mnie, że to prawda, ale ja mu nie wierzyłam. To wyglądało jak krokodyl, ale pomyślałam sobie: "nie, to kłoda" - powiedziała Stephanie Kirsop. Dodała, że przez całą drogę do domu myślała, że to podstęp i syn chce ją nabrać.

W strumieniu pływał mały krokodyl

Gdy wróciła do domu, nie miała już jednak wątpliwości, że Lionel nie żartował.

- W strumieniu, do którego okoliczne dzieci chodzą czasem popływać i łowić ryby, jest mały krokodyl. Wow - nie kryła zdumienia Stephanie w rozmowie z agencją informacyjną Associated Press.

Stephanie zadzwoniła do służby ochrony przyrody, ale usłyszała, że te gady nie żyją w rejonie Newcastle, a około dwa tysiące kilometrów na północ. Przekazano jej kontakt do Australijskiego Parku Gadów, który hoduje krokodyle w kontrolowanej temperaturze. Stephanie wysłała zdjęcia i nagranie.

- Byłem trochę podejrzliwy, bo odbieramy mnóstwo telefonów. W dzisiejszych czasach ze sztuczną inteligencją to po prostu szaleństwo - powiedział Billy Collett, menedżer Australijskiego Parku Gadów. Dodał, że gad z nagrania wyglądał jak krokodyl australijski, nieco mniejszy i mniej niebezpieczny niż krokodyl różańcowy, także żyjący w Australii.

Prawdopodobnie był czyimś zwierzęciem domowym

Lokalna policja potwierdziła jednak obecność gada w strumieniu, więc zespół Colletta udał się na miejsce i w niedzielę złapał zwierzę, które rzeczywiście okazało się krokodylem australijskim.

- Chciałem go stamtąd wyciągnąć, bo zimą by padł - wyjaśnił Collett. Na półkuli południowej panuje teraz jesień.

Collett przekazał, że Australijski Park Gadów zajmie się krokodylem i zadecyduje, co z nim zrobić. Podsumował, że podejrzewa, że prawdopodobnie ktoś trzymał go w domu, ale wypuścił go, gdy zrobił się zbyt duży lub niebezpieczny.

Opracowali Franciszek Wajdzik i Krzysztof Posytek

Czytaj także: