Funkcjonariusz SOP, który pod koniec stycznia zaatakował nożem swoją rodzinę, zabijając 4-letnią córkę, został wydalony ze służby. O sprawie jako pierwsze poinformowało RMF FM. Doniesienie rozgłośni potwierdził nam rzecznik SOP płk Bogusław Piórkowski.
W formacji prowadzone są obecnie czynności, które mają ustalić, w jaki sposób funkcjonariusz z tak wieloletnim doświadczeniem mógł dopuścić się tak brutalnego czynu. Analizie poddawany jest przebieg jego dotychczasowej, 23-letniej służby.
Wiadomo, że na początku października 44-latek przeszedł badania okresowe. Służył w Warszawie, "nie brał bezpośredniego udziału w żadnych czynnościach ochronnych najważniejszych osób w państwie".
Napastnik przyznał się do zarzucanych czynów
Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło 26 stycznia. 44-latek z żoną i z dziećmi przebywał w Ustce na urlopie u teściów. Przed tragedią zdążyli spędzić tam już kilka dni.
Byłemu już funkcjonariuszowi Służby Ochrony Państwa grozi dożywotnie pozbawienie wolności. Prokurator przedstawił Piotrowi K. zarzut zabójstwa córki oraz usiłowania zabójstwa kilku osób.
Wiadomo, że przyznał się do zarzucanego mu czynu. Śledczy nie ujawnili jednak treści jego wyjaśnień.
Sąd wydał decyzję, w której postanowił zastosować wobec Piotra K. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania okres trzech miesięcy.
"Nic nie wskazywało, że dojdzie do tragedii"
Funkcjonariusze policji przesłuchali już pokrzywdzonych teściów 44-latka. Mężczyzna składał zeznania w Sławnie, hospitalizowana kobieta w Słupsku. Prokurator okręgowy odniósł się do treści tych zeznań. Przyznał, że było to "ciężkie przesłuchanie" dla obojga. Z zeznań teściów 44-letniego Piotra K. wynika, iż "nic nie wskazywało na to, że nastąpi awantura, nie mówiąc już o takiej tragedii". - Tego wieczora grali w karty, 44-latek wypił śladowe ilości alkoholu. W pewnym momencie wyszedł do kuchni, wrócił z niej i zaatakował ich. Nie było żadnego "stresora", "zapalnika", który by wywołał taką jego reakcję. Zaatakował nagle - przekazał prok. Wegner.
Pytany, czy świadkowie wskazali, kto był celem ataku 44-latka, odpowiedział, że "w odczuciu jednego ze świadków głównym celem była żona mężczyzny", przy czym "intensywność oddziaływania na innych pokrzywdzonych też była mocna i duża". - Ilość zadanych ciosów wskazuje na bardzo silne wzburzenie, nie wiadomo, czym wywołane. Liczba tych ciosów jest niewytłumaczalna. Podobnie jak liczba osób, które sprawca zaatakował i które usiłował zaatakować, bo chłopcu udało się uciec. Tam była próba zadania ciosów w plecy - powiedział prok. Wegner. Dodał, że przesłuchani świadkowie ze względu na traumę, a także dynamiczność zdarzenia nie są w stanie określić chronologiczności kolejnych sekwencji. W ich ocenie "tam nie było wcześniej kłótni, denerwujących, stresujących sytuacji, grali w karty, przestali i taka sytuacja się wydarzyła".
Opracowała Natalia Grzybowska
Źródło: PAP/tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Mariusz Jasłowski