Urzędnicy rozwiązali pikietę antyaborcyjną. Była skarga, jest decyzja sądu

Sąd po stronie miasta w sprawie pikiety antyaborcyjnej przed szpitalem
Tyszka: od polityków koalicji słyszymy cały czas "pigułka, aborcja, pigułka, aborcja"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Dominik Paszliński/www.gdansk.pl
Sąd Apelacyjny w Gdańsku prawomocnie uznał, że decyzja władz miasta o rozwiązaniu antyaborcyjnej pikiety przed Szpitalem św. Wojciecha na Zaspie była zgodna z prawem. Sprawa dotyczyła zgromadzenia z udziałem Kai Godek, które odbyło się w styczniu tego roku.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku oddalił zażalenie organizatorki antyaborcyjnej pikiety Kai Godek i utrzymał w mocy wcześniejsze orzeczenie. Tym samym prawomocnie uznał, że decyzja władz Gdańska o rozwiązaniu zgromadzenia przed Szpitalem św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie była zgodna z prawem.

Styczniowa pikieta pod Szpitalem św. Wojciecha w Gdańsku
Styczniowa pikieta pod Szpitalem św. Wojciecha w Gdańsku
Źródło zdjęcia: Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Sprawa dotyczyła pikiety zorganizowanej 18 stycznia tego roku przed szpitalem przez Fundację Życie i Rodzina. Tego dnia przed placówką spotkały się dwie grupy - uczestnicy zgromadzenia antyaborcyjnego z Kają Godek na czele oraz osoby biorące udział w kontrmanifestacji zorganizowanej w obronie personelu medycznego i prawa pacjentów do spokojnego korzystania z opieki zdrowotnej.

Pikiety antyaborcyjne przed Szpitalem św. Wojciecha na Zaspie odbywają się regularnie od grudnia, w każdą trzecią niedzielę miesiąca. Jak wskazywali przedstawiciele organizacji społecznych, uczestnicy tych zgromadzeń ustawiali się przy wejściu do budynku, korzystali z transparentów oraz megafonów.

Pikieta o burzliwym przebiegu

Styczniowa pikieta miała inny przebieg niż wcześniejsze zgromadzenia. Obok środowisk antyaborcyjnych pojawiła się kontrmanifestacja działaczy KOD oraz lewicy, w której uczestniczyła m.in. radna Jolanta Banach. Jej uczestnicy wyrażali sprzeciw wobec zaostrzania prawa aborcyjnego i podkreślali konieczność trzymania się zachodnich standardów cywilizacyjnych.

Według opisu Urzędu Miasta Gdańska, około godziny 13.30 część uczestników pikiety antyaborcyjnej miała ruszyć w stronę drugiej grupy. W obawie przed eskalacją przedstawiciel magistratu zdecydował o rozwiązaniu zgromadzenia ze względów bezpieczeństwa. Decyzję wyegzekwowała policja.

Jak argumentowali urzędnicy, protest zakłócał funkcjonowanie szpitala, utrudniał dojście do placówki, a hałas miał negatywnie wpływać na pacjentów. Organizatorzy nie zgodzili się z decyzją miasta i skierowali sprawę do sądu.

Sąd podtrzymał decyzję

Najpierw skargę oddalił Sąd Okręgowy w Gdańsku. W uzasadnieniu wskazano, że w tej sprawie kluczowe znaczenie miała ochrona zdrowia i bezpieczeństwa pacjentów przebywających w szpitalu. Od tego rozstrzygnięcia organizatorka wniosła zażalenie do Sądu Apelacyjnego.

Miasto od początku podkreślało, że nie miało możliwości zakazania legalnie zgłoszonego w trybie uproszczonym zgromadzenia przed jego rozpoczęciem.

- Wolność zgromadzeń jest fundamentem demokracji, ale nie oznacza zgody na łamanie prawa, zakłócanie porządku czy naruszanie bezpieczeństwa innych osób. Decyzja sądu uznaje nasze działania za przemyślane, zasadne i podjęte w trosce o bezpieczeństwo mieszkanek i mieszkańców - skomentowała decyzję sądu Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska.

Dodała, że jednocześnie urzędnicy "aktywnie postulują zmiany w prawie dotyczącym zgromadzeń, które pozwoliłyby lepiej chronić szczególnie wrażliwe miejsca, takie jak szpitale czy szkoły, przed organizacją zgromadzeń mogących zakłócać ich funkcjonowanie."

Apel o dalsze działania miasta

Do decyzji sądu odniosły się organizacje społeczne, które od miesięcy apelowały o działania w sprawie protestów antyaborcyjnych przed szpitalem. Federa Fundacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Fundacja Widzialne oraz inicjatywa Legalna Aborcja zwracały się w tej sprawie m.in. do miasta, Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Rzecznika Praw Pacjenta.

Jak podkreślili przedstawiciele tych organizacji, instytucje miały przerzucać między sobą odpowiedzialność i wskazywać inny podmiot, który powinien podjąć działania.

- Mamy nadzieję, że ta decyzja sądu zmotywuje miasto Gdańsk do podejmowania odważnych decyzji i rozwiązywania zgromadzeń, które stanowią zagrożenie życie i zdrowia dla pacjentek. Do tego momentu cały czas słyszałyśmy, że miasto czeka na wyrok sądu apelacyjnego. Czas na realne działania, aby zakończyć terroryzowanie pacjentek i pacjentów na Zaspie. Będziemy monitorować dalsze działania miasta i apelować o rozwiązywanie zgromadzeń - przekazała Aleksandra Łoboda, prezeska zarządu Fundacji Widzialne.

Przedstawiciele Fundacji Federa i Fundacji Widzialne wskazali również, że podczas dyskusji organizowanej przez Fundację Widzialne 14 sierpnia br. Piotr Borawski miał podkreślić, że miasto czeka na wyrok apelacyjny przed podjęciem dalszych działań w tej sprawie.

Źródło: Goofle Maps
Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: