W sobotę, krótko przed północą, policjanci otrzymali zgłoszenie dotyczące zdarzenia na drodze ekspresowej S7 na wysokości miejscowości Lublewo w województwie pomorskim. Z informacji przekazanych służbom wynikało, że "grupa osób zatrzymała pojazdy w poprzek jezdni, całkowicie blokując ruch, a następnie użyła fajerwerków oraz rac dymnych".
Widać to dobrze na materiale filmowym, które opublikował i udostępnił nam portal Trojmiasto.pl.
Na miejsce skierowano funkcjonariuszy z Pruszcza Gdańskiego, Gdańska i Kartuz, a także policjantów oddziału prewencji. Nie zastano tam jednak osób, które miały brać udział w zdarzeniu. Dlatego - jak czytamy w policyjnym komunikacie - działania funkcjonariuszy zostały rozszerzone. Wszczęto alarm dla policjantów pionu kryminalnego oraz ruchu drogowego.
Policja apeluje do świadków
Teraz policjanci sprawdzają wszystkie informacje i okoliczności zdarzenia, by ustalić jego dokładny przebieg i zidentyfikować osoby biorące w nim udział.
- Apelujemy do świadków, w szczególności do kierowców poruszających się w tym czasie drogą S7, o zabezpieczenie ewentualnych nagrań z wideorejestratorów i kontakt z policjantami z Komendy Powiatowej Policji w Pruszczu Gdańskim lub najbliższą jednostką policji - podkreślił aspirant Karol Kościuk, rzecznik prasowy KPP w Pruszczu Gdańskim.
"Skrajna nieodpowiedzialność"
Sytuację skomentował ekspert od ruchu drogowego. To, co stało się na S7 nazywa "skrajną nieodpowiedzialnością".
- Wiemy, jak wiele wypadków jest spowodowanych zatrzymaniem samochodów, czy to na drodze ekspresowej, czy na autostradzie. Czy te zatrzymania wynikają z warunków ruchu, czyli zator, korek, czy czy po prostu z awarii pojazdu, to są to sytuacje niebezpieczne. W przypadku awarii wiemy na przykład, że należy zatrzymać pojazd możliwie najbliżej prawej krawędzi jezdni, opuścić go, przejść za bariery ochronne i dopiero stamtąd oczekiwać na pomoc drogową, bo tam jesteśmy najbardziej bezpieczni. Biorąc pod uwagę tę sytuację, możemy powiedzieć tylko tyle, że całe szczęście, że nikt nie ucierpiał - powiedział Jerzy Rudziński, zastępca dyrektora Pomorskiego Ośrodka Ruchu Drogowego do spraw egzaminowania.
Autorka/Autor: ng/ tam
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: Trójmiasto.pl