34-letni Marcin R., oskarżony jest o to, że prowadząc pod wpływem alkoholu i środków psychotropowych wjechał samochodem w grupę chłopców, doprowadzając do śmierci 10-latka. Śledczy twierdzą również, że odjechał z miejsca tragedii i nie pomógł rannym. Mężczyzna wcześniej odpowiadał już za jazdę po alkoholu.
"Mogę tylko przeprosić..."
Po odczytaniu aktu oskarżenia. Mężczyzna zwrócił się do obecnych na sali sądowej pokrzywdzonych i bliskich zmarłego chłopca. Zapewniał, że "zdaje sobie sprawę, jak to wydarzenie wywróciło życie do góry nogami wszystkich".
- Mam świadomość tego, że skutki i konsekwencje tego dnia będą towarzyszyć każdemu z państwa, jak również mi, przez resztę życia. Tego nie da się wymazać. Każdego dnia myślę, w jaki sposób mógłbym zadośćuczynić państwu. Mogę tylko przeprosić, wyrazić żal, okazać skruchę - mówił w sądzie Marcin R. Po wygłoszeniu oświadczenia mężczyzna przyznał się do spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Nie zgodził się jednak z zarzutem ucieczki z miejsca zdarzenia i odmówił składania wyjaśnień.
Sąd zdecydował, że proces, że część procesu odbędzie się bez udziału mediów. Dotyczy to między innymi przesłuchania małoletnich, którzy zostali pokrzywdzeni w wypadku.
Tragedia pod Wejherowem
Do wypadku doszło 7 października 2025 roku na ulicy Kartuskiej w Łebieńskiej Hucie. Trzech chłopców jechało rowerami, a czwarty szedł poboczem, gdy nadjechał Marcin R. i rozpędzonym samochodem wjechał w grupę. Po zderzeniu z ludźmi odjechał z miejsca zdarzenia. Najmłodszy z chłopców, 10-latek, zginął na miejscu. Jeden z nastolatków stracił nogę. Dwóch kolejnych chłopców odniosło obrażenia głowy oraz kończyn. Policjanci zatrzymali podejrzanego kilka godzin później.
Jeśli sąd uzna Marcina R. za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów, może on trafić do więzienia na 20 lat.