Pożar w Parku Narodowym Bory Tucholskie wybuchł w piątek, 17 kwietnia.
Pracownicy parku po oględzinach pogorzeliska zabezpieczyli ślady wskazujące na obecność ludzi w tym rejonie. W pobliżu jeziora Ostrowite znaleźli hamaki oraz kije do pieczenia kiełbasek, a analiza nagrań z fotopułapek wykazała, że w nocy z czwartku na piątek byli tam dwaj mężczyźni.
- Mamy mocne dowody na to, że do pożaru doszło z winy osób biwakujących w tym rejonie. Ognisko zostało rozpalone w miejscu niedozwolonym i było przysypane, ale niedokładnie. Kiedy zerwał się wiatr, ogień ponownie je rozniecił i doszło do pożaru. Ściółka leśna jest obecnie bardzo sucha, w naszym regionie nie odnotowaliśmy opadów od lutego. Prowadzimy obecnie działania wyjaśniające, rozmawiamy ze świadkami i analizujemy materiał z monitoringu. Wszystko wskazuje na nieostrożność, a nie na celowe działanie - wyjaśnił Janusz Kochanowski, dyrektor Parku Narodowego Bory Tucholskie.
Ogień pojawił się w miejscu zamkniętym dla turystów
Jak poinformowały władze parku w mediach społecznościowych, pożar nie był wynikiem zjawisk naturalnych czy awarii.. Ogień wybuchł w miejscu zamkniętym dla turystów, w obszarze ochrony zwierząt, z dala od szlaków turystycznych, dróg oraz linii energetycznych i kolejowych.
Według pracowników parku w pobliżu miejsca pożaru są zabudowania oddalone o około 800 metrów. Do walki z ogniem skierowano duże siły. W akcji brało udział kilkudziesięciu strażaków i pracowników parku. Wspomagały ich dwa samoloty. Gaszenie pożaru trwało kilka godzin, a działania były utrudnione przez trudny teren. Część sprzętu trzeba było przenosić ręcznie, a niektóre drzewa wycinać, by umożliwić prowadzenie akcji gaśniczej.
- Mieliśmy trochę szczęścia w nieszczęściu, bo zmienił się kierunek wiatru i zaczął wiać w kierunku wschodnim, kierując ogień w stronę jeziora. To zadecydowało o tym, że udało się zagasić pożar. Przy wietrze w kierunku zachodnim byłby znacznie większy kłopot - dodał Kochanowski.
Trzy doby trwało jeszcze dogaszanie zarzewi ognia i pilnowanie pogorzeliska.
Skutki będą odczuwalne przez lata
Pożar spowodował poważne szkody w przyrodzie. Spaliła się ściółka leśna, trzcinowiska oraz drzewa. Ogień objął teren będący ostoją zwierząt. Ucierpiały między innymi miejsca gniazdowania ptaków, w tym żurawi.
Przyrodnicy obawiają się także o lęgi bielików oraz o miejsca rozrodu wilków. Jak podkreślają, zwierzęta mogą omijać spalony teren przez najbliższe dwa-trzy lata.
Dyrekcja parku zapowiada, że w najbliższym czasie zapadnie decyzja, czy sprawa zostanie zgłoszona policji.
Sytuacja pożarowa w lasach jest obecnie bardzo trudna. W wielu regionach kraju ściółka leśna jest silnie wysuszona, a synoptycy zapowiadają, że najbliższe dni będą słoneczne i wietrzne, co zwiększa ryzyko kolejnych pożarów.