Spacerkiem po ledwie zamarzniętym Morskim Oku. "Selekcja naturalna", "idioci", "współczuć ratownikom"

TVN24

Turyści wchodzą na taflę Morskiego Okatvn24
wideo 2/2

Nie wolno, a i tak wchodzą, choć lód na jeziorze cienki, "ledwo przy brzegach złapał". Turystów spacerujących po Morskim Oku nagrał pan Piotr z Krakowa, który wybrał się kilka dni temu w Tatry. TOPR ostrzega, a internauci komentują: "selekcja naturalna".

Jak na zimę jest dosyć ciepło. W Tatrach całkiem niedawno dopiero temperatura zaczęła spadać poniżej zera. Dziś, według TPN, w rejonie Morskiego Oka waha się od - 1 do - 2 stopni Celsjusza. Lód na jeziorze jest jeszcze cienki. Nie inaczej było 7 grudnia, kiedy został nagrany filmik z wędrującymi po tafli ludźmi.

- Jak już dłuższy czas są mrozy, to jest zupełnie normalne, że wchodzi się na taflę Morskiego Oka. Ale teraz pokrywa jest cienka, coś tam pewnie przy brzegach złapało dopiero. Nie da się ukryć, że to nie jest bezpieczne – mówi Kamil Suder, dyżurny Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w rozmowie z tvn24.pl.

I dodaje, że w tym sezonie TOPR nie dostał jeszcze zgłoszenia o turyście, który w tym miejscu wpadłby do wody.

A gdyby wpadł? Morskie Oko to największe tatrzańskie jezioro, w najgłębszym miejscu ma nawet 50 metrów. To, plus lodowata w grudniu woda, znacznie zmniejszają szanse na ratunek dla tego, pod kim załamałby się lód.

Turyści na ledwo zamarzniętym Morskim Oku
Piotr Żmuda - nagranie własne: 07.12.19

TOPR odradza, TPN zabrania

O ile TOPR przestrzega przed sprowadzeniem na siebie śmiertelnego niebezpieczeństwa, o tyle władze Tatrzańskiego Parku Narodowego wprost zabraniają wchodzenia na taflę górskich jezior.

"Tatrzańskie jeziora, w tym Morskie Oko, zaczęły zamarzać - jest na nich cienka warstwa lodu - zabrania się wchodzenia na taflę, ponieważ z łatwością może się załamać" – czytamy w opublikowanym we wtorek komunikacie.

TPN ostrzega też przed oblodzonymi szlakami i szybko zapadającym w grudniu zmrokiem.

W Tatrach obowiązuje pierwszy stopień zagrożenia lawinowego.

"Rozumu brak"

Zamieszczony w internecie film wzbudził zdumienie internautów. Niektórzy z nich wprost mówili o "selekcji naturalnej", inni proponowali duże kary finansowe dla osób wchodzących na taflę jeziora.

- Powinny być tabliczki z ostrzeżeniami: wejście na taflę grozi mandatem 500 zł, bo tylko potencjalna kara finansowa może przemówić do osób pozbawionych wyobraźni – stwierdził jeden z komentujących.

Inna osoba zaznaczyła, że "ma swój własny rozum i w życiu by tak nie zaryzykowała" - Jak widać na załączonych obrazkach, dużej części ludzkości rozumu po prostu brak. Współczuć można jedynie ratownikom, którzy w razie czego muszą narażać własne życie, by ratować tych idiotów – zauważyła internautka.

Mandaty? Bywają

Lekkomyślni turyści nie są rzadkim widokiem w Tatrach. W poprzednim sezonie ratownicy TOPR informowali między innymi o obywatelu Litwy, który z Giewontu schodził w samych skarpetkach, bo wcześniej jeden z butów spadł mu w przepaść oraz o grupie turystów, którzy próbowali zdobyć oblodzoną Kopę Kondracką, mając na nogach tylko adidasy. Pomocy wymagała też turystka, która zdecydowała się zdobywać Kasprowy Wierch (na którym temperatura wynosiła wówczas -21 stopni i wiał mroźny wiatr) w miejskich butach, dżinsach i cienkich rękawiczkach.

Gorąco odradzamy takie pomysły - podkreślają ratownicy TOPR
Paweł Dutka

Rok wcześniej inny turysta sfotografował w Tatrach Zachodnich kilka osób, które zjeżdżały z jednego ze szczytów na workach na śmieci. Ci z kolei tłumaczyli, że "na Zachodzie tak się po górach chodzi".

Często nieodpowiedzialni i źle przygotowani do wyprawy turyści są po prostu zwożeni przez TOPR w bezpieczne miejsce. Za akcje nie płacą, choć co roku pojawia się wiele głosów za tym, by działania ratunkowe wiązały się z konsekwencjami finansowymi.

Słabo przygotowanych turystów w Tatrach nie brakuje - ten próbował zdobyć Rysy w dresie i worku na śmieci, który miał go uchronić przed wilgocią (wideo archiwalne):

Ekstremalny poziom głupoty
tvn24

Zdarza się jednak, że nierozsądni miłośnicy gór ponoszą konsekwencje. Tak było w przypadku osób, które ignorowały zakaz wchodzenia do Jaskini Wielkiej Śnieżnej podczas akcji ratowania uwięzionych grotołazów. Wówczas posypały się mandaty – Tatrzański Park Narodowy nie podawał na jaką kwotę, ale zapewniał, że była ona "na tyle wysoka, by odstraszyć kolejnych śmiałków". Mandaty dostawali też ci, którzy po zeszłorocznej burzy i zamknięciu szlaku na Giewont usiłowali dostać się na szczyt.

Co roku beztroscy turyści zapewniają TOPR-owcom masę pracy (wideo archiwalne):

Autor: wini/i / Źródło: TVN24 Kraków