Dubois: czułem, jakby prokurator interesowało, na ile wiedza Birgfellnera może komuś zagrażać

TVN24

Jacek Dubois w "Faktach po Faktach"tvn24
wideo 2/38

W czasie drugiego przesłuchania Geralda Birgfellnera doszło do sporu o protokół. Twierdziliśmy, że zupełnie co innego powiedział klient, a co innego zostało umieszczone w protokole - powiedział w "Faktach po Faktach" pełnomocnik austriackiego biznesmena Jacek Dubois. Zaznaczył, że nie chodziło o to, żeby z protokołu zniknęło nazwisko Jarosława Kaczyńskiego.

"Gazeta Wyborcza" napisała w piątek o zeznaniach Geralda Birgfellnera złożonych w prokuraturze w poniedziałek 11 lutego. Dziennik podkreślił, że biznesmen wypowiadał cytowane w publikacji słowa pod groźbą odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania. Gerald Birgfellner miał zeznać w prokuraturze, że Jarosław Kaczyński nakłonił go do wręczenia koperty z 50 tysiącami złotych w gotówce, przeznaczonymi dla księdza Rafała Sawicza z rady fundacji, która jest właścicielem spółki Srebrna. Chodziło o sprawę budowy drapacza chmur w Warszawie - pisała w piątek "Wyborcza". Dziennik napisał w poniedziałek, że z jego informacji wynika, że zeznania na temat koperty stały się przedmiotem sporu między Birgfellnerem i jego prawnikami a prokurator Renatą Śpiewak, która prowadzi sprawę. "Najpierw prokuratura okręgowa zmieniła tłumaczkę. Potem usiłowano nakłonić Austriaka, by odwołał twierdzenie, że to Kaczyński polecił mu dać pieniądze dla księdza. Birgfellner odmówił podpisania takiej korekty protokołu" - czytamy w poniedziałkowej "GW".

"Co innego mówi nasz klient, co innego znajduje się w protokole"

Jeden z pełnomocników austriackiego biznesmena, mecenas Jacek Dubois, opowiedział w "Faktach po Faktach", co się działo podczas przesłuchań jego klienta.

Jak mówił, podczas pierwszego przesłuchania 11 listopada "pani prokurator dąży do dojścia do prawdy".

- Widzę profesjonalistę, który zadaje szereg pytań. Między innymi na skutek tych pytań ujawniamy pewne zdarzenia, które są przedmiotem naszej rozmowy. Nie zdążyliśmy wszystkiego omówić (...) po siedmiu godzinach się rozstajemy - relacjonował. Przesłuchanie było kontynuowane 13 lutego.

- Zupełnie zmienia się narracja. Zupełnie pani prokurator nie interesuje kwestia naszego zawiadomienia, tylko ja się czułem jakbyśmy byli poddani jakiemuś badaniu, na ile wiedza mojego klienta może komuś związanemu ze śledztwem zagrażać. Poczułem pierwsze zaniepokojenie - mówił Dubois.

- Potem dzieje się sytuacja, w której co innego mówi nasz klient, co innego znajduje się w protokole. W związku z tym zaczyna się walka o protokół, która trwa kilka godzin - dodał.

Pytany, na czym polegał spór, powiedział: "my twierdziliśmy, że zupełnie co innego powiedział klient, a co innego zostało umieszczone w protokole".

- Proszę pamiętać też, że tu jest tłumacz, więc tu dzieje się szereg okoliczności, natomiast ja nie oceniam winy, oceniam wynik końcowy – klient co innego mówi, co innego znajduje się w protokole - powtórzył.

Dopytywany, czy chodziło o to, żeby z protokołu zniknęło nazwisko Jarosława Kaczyńskiego, odparł: nie.

- Tam inaczej pewne zdarzenia opisał nasz klient, inaczej - w sposób spaczający całą relację - zostało to przekazane do protokołu - dodał mecenas Dubois.

Dubois: próba wywarcia wpływu na prokuraturę

Odniósł się do spotkania ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, do którego doszło 12 lutego. "Fakt" opublikował w czwartek zdjęcia przedstawiające przyjazd prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego do resortu sprawiedliwości na spotkanie z Ziobrą.

Minister przekonywał, że spotkanie dotyczyło projektowanych obecnie rozwiązań prawnych. Pytany przez dziennikarzy powiedział, że prezes PiS nie zapoznał się z aktami sprawy austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera lub jego zeznaniami.

- Niedopuszczalne jest by osoba, która odpowiada zwierzchnie za to śledztwo - jeszcze nie wszczęto postępowania - i osoba, której dotyczy zawiadomienie, spotykali się w takich okolicznościach - ocenił mecenas Dubois.

- Te wszystkie zdarzenia połączone razem powodują, że myśmy sobie zadali pytanie, czy system państwa funkcjonuje w zakresie wymiaru sprawiedliwości dobrze - dodał.

- Składamy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w piątek, w poniedziałek na Nowogrodzkiej odbywa się zebranie osoby, której to zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa dotyczy z premierem, z innymi osobami. Potem te osoby stają się medialnymi obrońcami nie wiedząc nic na ten temat. Potem dochodzi do spotkania ministra z osobą, której postępowanie dotyczy. To jest dla mnie przede wszystkim próba wywarcia wpływu na niezależny organ jakim jest prokuratura - ocenił mecenas.

"Widzimy olbrzymi konflikt interesów"

Odniósł się m.in. do wypowiedzi rzecznika ministerstwa sprawiedliwości Jana Kanthaka.

W poniedziałek w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Kanthak powiedział, że w jego ocenie zeznania Birgfellnera nie są mocne. - Na razie, w mojej ocenie, nie ma powodu, żeby wszczynać śledztwo - dodał.

- Jak można w takiej sprawie (nie wszczynać śledztwa - red.), kiedy zachodzą wątpliwości, chociażby (...) o tym, czy została naruszona ustawa o działaniach posła i senatora. Przecież jest mowa o tym, że poseł bierze jakieś pieniądze, których nie zgłaszał. Ja sobie nie wyobrażam, jak można nie wszcząć postępowania - powiedział Dubois.

- Widzimy olbrzymi konflikt interesów i brak jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych, które pozwalają nad tym zapanować, bo w sprawie decydują osoby, który mają partykularny interes, żeby zapadło konkretne, korzystne dla nich rozstrzygnięcie. Więc my krzyczymy do opinii publicznej – kontrolujmy to, co się dzieje z naszym krajem - mówił.

"Mamy odwołanie do niezawisłego sądu"

Pytany, czy jeśli prokuratura nie zdecyduje się na wszczęcie śledztwa, rozważa z klientem zwrócenie się do austriackiego wymiaru sprawiedliwości, powiedział, że jest zwolennikiem tego, żeby polskie sprawy załatwiać w Polsce.

- Jesteśmy jednak tak oparci na miłości do demokracji, że jesteśmy w stanie przy pomocy dziennikarzy, opinii publicznej doprowadzić do tego, żeby to było poddane właściwej kontroli prawnej, a nie kontroli politycznej - dodał.

- Jeżeli zapadnie decyzja, że nie zostanie wszczęte postępowanie, mamy odwołanie do niezawisłego sądu i mam nadzieję, że takie postanowienie nie utrzyma się w mocy, bo to po prostu byłoby kuriozum - ocenił mecenas Dubois.

CAŁY PROGRAM "FAKTY PO FAKTACH" TVN24

Autor: js/tr / Źródło: tvn24