Żarty i fałszywe alarmy mogą kosztować życie. Dyspozytorzy 112 mówią wprost

Straż pożarna (zdjęcie ilustracyjne)
Fałszywe zgłoszenia na numer 112
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Jeden telefon wystarczy, by postawić na nogi policję, straż i pogotowie. Dyspozytorzy nie sprawdzają zgłoszeń. Opierają się wyłącznie na tym, co usłyszą, a fałszywe alarmy angażują wszystkie służby. Sprawdzamy, jakie są konsekwencje.

Każdy telefon na numer 112 traktują poważnie. Nawet jeśli po drugiej stronie ktoś żartuje albo podaje nieprawdziwe informacje.

- Każdy telefon osoby, która do nas dzwoni, traktujemy jak najbardziej poważnie. Bazujemy tylko i wyłącznie na informacjach, które nam poda. Na pewno zdarzają się fałszywe zgłoszenia, ale my historii zakończenia takich zgłoszeń nie znamy, bo mamy tylko ten pierwszy moment, gdzie zbieramy podstawowe dane, wysyłamy informacje do służb. Jak jest zgłoszenie medyczne, łączymy z dyspozytorem medycznym. Co się później dzieje? Nie wiemy - wyjaśnia w rozmowie z TVN24 Magdalena Wyszkowska-Wertman, koordynator Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Szczecinie.

Fałszywe zgłoszenia to codzienność

Operatorzy numeru alarmowego nie mają możliwości sprawdzenia, czy zgłoszenie jest prawdziwe. Działają natychmiast. I zawsze zakładają najgorszy scenariusz. Zdarza się, że już podczas rozmowy dyspozytorzy mają wątpliwości. W takich przypadkach sprawa trafia dalej.

- Piszemy pisma do policji, żeby się taką osobą zajęli. No bo to bardzo utrudnia nam pracę i przez fałszywe wezwania wysyłamy służby w miejsca, gdzie nie są potrzebne, a w inne miejsca, gdzie powinny pojechać, już nie pojadą. Takie osoby później są karane oczywiście mandatami albo są poważniejsze kary w zależności od danego przypadku - dodaje dyspozytorka numeru alarmowego 112.

Głupi żart może uruchomić wszystkie służby

Dyspozytorzy wskazują, że nawet ewidentne żarty muszą być traktowane jak realne zdarzenie.

- Konkretny przypadek to na przykład nastolatkowie, którzy zgłaszali nam codziennie, że jest pożar w wieżowcu na 10. piętrze w Szczecinie. Co się okazywało nieprawdą. Ale za każdym razem jechały wszystkie trzy służby, bo zgłaszający mówili tylko, że widzą płomienie, widzą dym. Nie wiadomo, co się stało. Gdzieś na ósmym piętrze w budynku, w mieszkaniu. My zawsze zakładamy najczarniejszy scenariusz, że są osoby ranne, że ktoś jest nieprzytomny, więc musi pojechać policja, straż pożarna i pogotowie, żeby zabezpieczyć rannego. Każda taka interwencja oznacza, że w tym czasie służby nie mogą pomóc gdzie indziej - tłumaczy Magdalena Wyszkowska-Wertman.

Straż pożarna (zdjęcie ilustracyjne)
Straż pożarna (zdjęcie ilustracyjne)
Źródło zdjęcia: Shutterstock

Brakuje narzędzi do namierzania

Operatorzy przyznają, że dziś nie są w stanie dokładnie ustalić lokalizacji rozmówcy. Liczą na rozwój systemu AML.

- To byłoby bardzo pomocne w przypadkach na przykład, gdzie mamy samobójców, którzy dzwonią do nas, rozmawiają z nami przez godzinę, ale nie chcą podać, gdzie są. Nie mamy tego namierzania co do metra. Bardzo trudno jest uratować życie takiemu człowiekowi. Chociaż on dzwoni i prawdopodobnie prosi o to. Mamy też tak zwanych, kolokwialnie mówiąc, grzybiarzy, którzy się gubią w lesie. Przeważnie to są osoby starsze. Albo dzieci, które dzwonią do nas o pomoc, bo na przykład gdzieś się zgubiły, potrzebują pomocy. Tak samo nie potrafią nam określić dokładnie, gdzie są. Tu też bardzo by nam się przydał taki system - mówi koordynatorka numeru 112.

Nie każdy fałszywy alarm jest efektem żartu. Często za zgłoszeniem stoją realne obawy osób zgłaszających.

- Zdarza się, że dzwonią zaniepokojone rodziny, które nie mają kontaktu z osobą z rodziny, osobą przeważnie starszą, schorowaną, która nie otwiera drzwi, nie odbiera telefonów. Wtedy też następuje wejście siłowe. Też przyjeżdżają wszystkie trzy służby - wyjaśnia.

Co grozi za fałszywe zgłoszenia?

Fałszywe wezwanie służb to wykroczenie. Przewiduje je art. 66 Kodeksu wykroczeń. Osoba, która umyślnie wprowadza w błąd służby lub blokuje numer alarmowy, może zostać ukarana aresztem, ograniczeniem wolności, albo grzywną do 1500 zł.

Jeśli skutkiem zgłoszenia była niepotrzebna interwencja służb, sąd może dodatkowo nałożyć nawiązkę do 1000 zł. W poważniejszych przypadkach, gdy ktoś na przykład wywoła panikę lub zgłosi nieistniejące zagrożenie, odpowiedzialność może być już karna i sprawca może trafić do więzienia.

W Polsce na numer alarmowy 112 wpływa średnio 50 tysięcy połączeń dziennie, co daje łącznie ponad 18 milionów zgłoszeń rocznie.

Źródło: TVN24
Czytaj także: