- Łącznie na terenie szkoły jest ponad 500 osób. Schron jest na 100, więc sytuacja jak z Titanica - powiedział przed kamerą TVN24 Janusz Olczak, dyrektor I LO w Szczecinie,
W tej szczecińskiej szkole z lat 50. jest schron i wentylacja kryzysowa, pomieszczenia są jednak małe.
"Przez wiele lat uważaliśmy, że żyjemy w czasach pokoju"
Po tym, jak w czwartek na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu zawyły syreny, sprawdzamy, czy polskie instytucje są przygotowane na wypadek alarmu. Wojewodowie w całym kraju zapewniają, że miejsca schronienia wciąż powstają.
- Jest to rocznie ponad pięć miliardów złotych dla wszystkich województw, więc sytuacja będzie się zmieniać. Trzeba też podkreślić, że przez wiele lat uważaliśmy, że żyjemy w czasach pokoju - mówi Krystian Kłos, rzecznik wojewody pomorskiego.
Dyrektorzy szkół zarządzili ewakuacje
Czasy się jednak zmieniły. Po tym, jak na Lubelszczyźnie zawyły syreny, ewakuację zarządziła chociażby Sylwia Olejko, dyrektorka Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 5 w Zamościu. - Wszyscy bez paniki opuścili klasy i udali się do schronu - opowiada.
Prezydent Zamościa Rafał Zwolak ma obawy, że takie sytuacje będą się powtarzać. - Jestem dumny z dyrektorów i pracowników oświaty, że wszystko odbyło się tak jak powinno być. Tak naprawdę to było pierwszy raz. Jeżeli były jakieś nieprawidłowości, będziemy na to reagować - mówi prezydent.
Radni PiS krytykują
Według radnych miejskich PiS, procedury nie zadziałały w Lublinie. - Jedne szkoły zareagowały w taki sposób, inne w jeszcze inny - podkreśla Robert Derewenda.
A wtórująca mu radna Justyna Budzyńska mówi, że dzieci były przestraszone. - Słyszałam, że część dzieci mówiła, że nie wrócą do domu, bo zabiją ich bomby - twierdzi.
Ukryli się na parkingu pod sklepem wielkopowierzchniowym
Władze Lublina odpierają jednak te zarzuty. Mariusz Banach, zastępca prezydenta miasta, mówi, że nauczyciele ze szkół znajdujących się na przykład w pobliżu sklepów wielkopowierzchniowych z podziemnym parkingiem zaprowadzili tam w czwartek młodzież.
- Dla nich takie jest miejsce schronienia. Tam, gdzie nie ma takich miejsc, dzieci zostały sprowadzone do szatni - zaznacza wiceprezydent.
Władze miasta będą to jeszcze dokładnie sprawdzać, ale twierdzą, że jeśli były jakieś różnice czy odstępstwa w działaniu dyrektorów poszczególnych szkół, nie miały one znaczenia.
Białostocki szpital ma tunel
Swoje procedury mają też szpitale. - Jesteśmy w takim pomieszczeniu, które choć formalnie nie jest miejscem ukrycia, to spełnia te wymogi. To tunel, który ma trzy wyjścia - mówi Bogdan Kalicki, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Białymstoku.
W Hajnówce korzystają z doświadczeń Ukraińców
Natomiast pracownicy w szpitala w Hajnówce (Podlaskie) uczestniczą w konferencjach, podczas których strona ukraińska opowiada o swoich doświadczeniach.
- To bardzo interesujące. Staramy się przenosić te procedury i szkolenia do naszej jednostki. Robimy to oddolnie - zaznacza Tomasz Musiuk, zastępca dyrektora szpitala.
Również "oddolnie" każdy z nas powinien sprawdzić, gdzie może się schronić.