Matka trafiła do aresztu, dzieci do ośrodka Jugendamtu. Jest decyzja niemieckiego sądu

Wyrok sądu
Pani Anna wraz z dziećmi od kilku lat mieszka w Szczecinie
Źródło: Google Earth
Sąd rodzinny w niemieckim Rostocku zadecydował w czwartek, że ostateczną decyzję o losie polskich dzieci, które po zatrzymaniu ich matki trafiły do ośrodka Jugendamt powinien podjąć polski sąd. Na razie jednak dzieci nie mogą jeszcze wrócić do Szczecina, gdzie mieszkały przez ostatnie lata i gdzie mogłyby być pod opieką babci.
Kluczowe fakty:
  • Pani Anna pojechała na wycieczkę do Berlina i została zatrzymana wraz z dziećmi przez niemieckie służby. Kobieta trafiła do aresztu, a trójkę dzieci w wieku od 9 do 14 lat umieszczono w niemieckim ośrodku Jugendamt.
  • Powodem jest konflikt rodzicielski. Śledczy z Kalifornii zarzucają Polce uprowadzenie dzieci. Z kolei adwokaci pani Anny informują, że wyjechała ze Stanów za zgodą męża - Malijczyka posiadającego amerykańskie obywatelstwo.
  • W 2023 roku polski sąd orzekł, że kobieta nie popełniła przestępstwa i odmówił ekstradycji do USA.
  • Polka zdecydowała się na wyjazd do Berlina, bo była przekonana, że jej sytuacja prawna jest już uregulowana.
  • Sąd Rodzinny w Rostocku postanowił właśnie, że o losie dzieci powinien zdecydować polski sąd.

Sąd w Rostocku zajął się sprawą trójki dzieci zatrzymanych w ośrodku Jugendamt w Greifswaldzie. Sprawa dotyczy dzieci pani Anny (imię zmienione – przyp. red.), której historię opisywaliśmy w TVN24+. W wyniku konfliktu rodzicielskiego kobieta jest poszukiwana przez USA w związku z podejrzeniem uprowadzenia dzieci do Polski.

W Polsce miała ochronę prawną, bo polski sąd stwierdził, że nie popełniła przestępstwa i odmówił jej ekstradycji do Stanów Zjednoczonych.

Sytuacja skomplikowała się, gdy 31 października pani Anna pojechała z dziećmi na wycieczkę do Berlina. Podczas kontroli granicznej okazało się, że Stany Zjednoczone wydały za Polką nakaz aresztowania. Niemieckie służby osadziły kobietę w areszcie, gdzie pani Anna oczekuje na decyzję w sprawie ekstradycji. Prawnicy kobiety zabiegają o to, by dzieci mogły wrócić do Szczecina, pod opiekę babci oraz by Polka odpowiadała z wolnej stopy. To może jednak potrwać nawet kilka miesięcy.

Tymczasem w czwartek sąd w Rostocku podjął decyzję w sprawie sytuacji dzieci. Możliwości było kilka. Opiekę można było powierzyć ojcu, babci lub pozostawić je na razie w ośrodku opiekuńczym.

Decyzja należy do polskich sędziów

Ostatecznie niemieccy sędziowie wybrali jeszcze inną opcję. Jak przekazali naszej reporterce adwokaci matki dzieci, decyzję o losie dzieci ma podjąć polska strona.

- Jest to pewne zwycięstwo. Co prawda dzieci muszą jeszcze pozostać w ośrodku Jugendamt, ale teraz o ich losie będzie decydował polski wymiar sprawiedliwości. O to wnioskowaliśmy od początku - powiedział mecenas Krzysztof Peśla, który reprezentuje panią Annę w Niemczech.

Na razie dzieci nie wrócą zatem do Szczecina, gdzie mieszkały przez ostatnie lata i gdzie mogłyby być pod opieką babci.

Posiedzenie przed Sądem Okręgowym w Szczecinie w ich sprawie odbędzie się 22 stycznia. Matka nie będzie na nie dowieziona. 

Pierwsze spotkanie od zatrzymania

Pani Anna była przywieziona do sądu dziś i za zgodą sędzi oraz w jej obecności mogła spotkać się z dziećmi. Według adwokatów trwało to kilka minut. Było to pierwsze spotkanie od zatrzymania, do którego doszło na początku listopada.

Na posiedzenie przyjechała również babcia - pani Maria. Liczyła, że będzie mogła zabrać dzieci ze sobą.

- Jestem zdruzgotana. Nikt nie bierze pod uwagę dobra dzieci, nie przejmuje się, że nie chodzą do szkoły, że mogą stracić rok. Dzieci miały nadzieję, że dziś pojadą z nami do domu. W dodatku nie mamy pewności czy 22 stycznia polski sąd ustanowi pieczę zastępczą. Nie jestem przekonana czy taka decyzja zapadnie już na pierwszym posiedzeniu - powiedziała kobieta w rozmowie z naszą reporterką Natalią Madejską.

- Posiedzenie 22 stycznia przez polskim sądem odbędzie się w ramach procesu rozwodowego, który został wznowiony. W ramach tego postępowania sąd zdecyduje też o losie dzieci - mówi mec. Michał Lizak, adwokat pani Anny. 

Była przekonana, że jej sytuacja jest uregulowana

Pani Anna jest Szczecinianką, a jej mąż jest obywatelem USA pochodzącym z Mali. Rodzinę założyli w Stanach Zjednoczonych. W 2020 roku pani Anna wróciła jednak do Polski. Według relacji babci, mąż miał do niej przyjechać, ale zrezygnował. Zaczął natomiast domagać się powrotu dzieci do USA. Przez lata przed polskim i amerykańskim wymiarem sprawiedliwości toczyło się w tej sprawie wiele postępowań karnych, rodzinnych i cywilnych.

Polskie sądy i prokuratura najczęściej stawały po stronie kobiety, mimo to pani Anna jest ścigana przez śledczych zza oceanu. Uważają oni, że Polka uprowadziła dzieci i pozbawiła ich ojca prawa do opieki nad nimi. Według kodeksu karnego Kalifornii za takie przestępstwo grozi do trzech lat więzienia. Jest jednak możliwość wymierzenia kary za każdy zarzut osobno, co skutkowałoby jej zsumowaniem. Strona amerykańska już w 2022 roku zwróciła się do Polski o wydanie kobiety. Sąd w Szczecinie stwierdził jednak prawną niedopuszczalność ekstradycji. Pani Anna była więc przekonana, że jej sytuacja prawna jest uregulowana.

W Polsce odbył się też proces cywilny w trybie konwencji haskiej (dokument regulujący cywilne aspekty uprowadzania dzieci za granicę - red.). Wytoczył go mąż pani Anny. Sąd pierwszej instancji przyznał mu rację i nakazał powrót małoletnich do USA. Kobieta odwołała się. Sprawa miała być rozpoznawana od nowa. Mężczyzna wycofał jednak pozew i również to postępowanie zostało umorzone.

Wszystkie te okoliczności wziął pod uwagę polski sąd, który rozpatrywał wniosek o wydanie matki za ocean. W styczniu 2023 sąd orzekł, że kobieta nie popełniła przestępstwa. Dodatkowo polski sąd rodzinny ustalił miejsce pobytu dzieci przy matce.

"Mamy do czynienia z trzema porządkami prawnymi"

Pewne jest, że Niemcy wiedzą o wcześniejszym procesie ekstradycyjnym w Polsce. Prokuratura w Rostocku weźmie pod uwagę ten fakt. Standardowo postępowanie ekstradycyjne trwa 40 dni, ale amerykańska prokuratura zawnioskowała o przedłużenie terminu o 20 dni. Niemiecki sąd się na to zgodził.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że Ambasada RP w Berlinie zna sprawę, monitoruje ją i podejmuje wszelkie możliwe kroki, a konsul jest w kontakcie z resortem sprawiedliwości, rodziną kobiety oraz władzami lokalnymi. 

- Jest to bardzo złożony przypadek - ocenił adwokat kobiety, mecenas Michał Lizak. - Z jednej strony elementarne poczucie sprawiedliwości zostało zachwiane. Uważamy, że pani Anna nie powinna tak długo przebywać w areszcie, a jej dzieci w ośrodku opieki. Oraz że powinny wrócić do Polski, gdzie żyły przez ostatnie pięć lat i świetnie się czuły. Z drugiej strony mamy do czynienia z trzema porządkami prawnymi: karnym, rodzinnym i cywilnym. Oraz z koniecznością rozpatrzenia tej sprawy zgodnie z procedurami międzynarodowymi.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
TVN24 HD

TVN24 HD
NA ŻYWO

TVN24 HD
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: