Polskę ukochał ponad wszystko, niemieckiego zapomniał 1 września 1939 roku

TVN24

Narodowe Archiwum CyfrowePrezydent Ignacy Mościcki z komandorem Józefem Unrugiem

Niewiele osób zrobiło tak wiele dla polskiej marynarki wojennej i niewielu tak ostentacyjnie manifestowało swoją polskość, nawet w niemieckiej niewoli, jak on. Mimo to admirał Józef Unrug przez dziesięciolecia bardziej niż w Polsce znany był w Niemczech, jako Joseph Michael Hubert von Unruh. We wtorek spocznie na polskiej ziemi, którą wręcz obsesyjnie pokochał.

Rok 1940. Oflag Woldenberg – dziś Dobiegniew w województwie lubuskim. Niemiecki obóz jeniecki dla polskich oficerów. Generał major Jesko von Puttkamer, komendant obozu, zaprasza do gabinetu jednego z więźniów. Ku zdziwieniu mniej zorientowanych strażników odnosi się do niego z dużym szacunkiem.

Puttkamer mówi po niemiecku. Jeniec uparcie, przez tłumacza, odpowiada mu po polsku, choć z wyraźnym niemieckim akcentem. Komendant próbuje go przekonać, by w randze admirała wstąpił do Kriegsmarine. Józef Unrug odmawia.

Zresztą nie po raz pierwszy – takich rozmów miał już kilka, może kilkanaście. Z wysokimi oficerami niemieckiej armii i członkami swojej niemieckiej rodziny. Niezłomnie zawsze odpowiadał: nie. Po polsku, bo jak sam twierdził: 1 września 1939 roku zapomniał język niemiecki.

Zniechęcony długą i wyczerpującą wymianą zdań, Puttkamer rzuca na koniec: złego konia pan obstawił, admirale.

Admirał Unrug, spokojnym głosem odpowiedział: gonitwa jeszcze nie skończyła się, ale ja już wiem, jaki koń dobiegnie pierwszy do mety, panie generale.

Tak bardzo przekonany był o klęsce Hitlera.

Żołnierz arystokrata

Honor, upór przechodzący wręcz w zapiekłość, dryg i maniery żołnierza arystokraty oraz obsesyjnie wręcz okazywaną polskość. Polskość, która wcale nie była dla wszystkich oczywista. Z tego słynął.

Józef Unrug urodził się w 1884 roku w Brandenburgii na terenie Królestwa Pruskiego, jako Joseph Michael Hubert von Unruh. Matka - Izydora von Bünau, była saksońską hrabianką, której rodowe korzenie sięgały roku 1166. Ojciec - Tadeusz Gustaw von Unruh, był generałem pruskiej gwardii i wieloletnim adiutantem Fryderyka Wilhelma IV, brata cesarza Wilhelma I. To właśnie ze strony ojca miał mieć polskie korzenie.

Do dziś nie do końca wiadomo, czy rodzina Unrugów czy Unruhów, to zgermanizowana szlachta polska czy spolonizowana szlachta niemiecka. Pochodzili prawdopodobnie z terenów dzisiejszego województwa lubuskiego. W 1641 roku Jerzy Unrug, ówczesny starosta gnieźnieński, założył miasto Unrugowo, dziś znane jako Kargowo w powiecie zielonogórskim.

Tadeusz Unrug, choć przez wiele lat służył w armii niemieckiej, zmienił wyznanie z kalwinizmu na katolicyzm, a po przejściu na emeryturę osiedlił się koło Żnina (obecnie kujawsko-pomorskie). Zgłębiał polskie korzenie, a jego starsi bracia brali udział w powstaniach: wielkopolskim 1848 roku i styczniowym w 1863.

Kapitan bez statku, ale z ojczyzną

W domu, do młodego Józefa ojciec mówił po polsku, matka po niemiecku, a między sobą komunikowali się po francusku. Uczył się również angielskiego. Józef znał dobrze te cztery języki, choć polski był jego piętą achillesową i do końca życia nie wyzbył się niemieckiego akcentu.

Ojciec był przeciwny, by syn poszedł w jego ślady. Gdy ten obwieścił, że chce wstąpić do marynarki wojennej, ten miał nawet wydziedziczyć go z praw do majątku. Józef dopiął jednak swego – w 1907 ukończył Akademię Morską w Kilonii. Ojciec zmarł kilka miesięcy wcześniej.

Józef miał opinię bardzo zdolnego, inteligentnego oficera. Szybko awansował. W trakcie pierwszej wojny światowej został dowódcą okrętu podwodnego. We wrześniu 1918 roku, na dwa miesiące przed zakończeniem wojny, otrzymał Krzyż Żelazny I klasy. Gdy odrodziła się Polska, w marcu 1919 roku złożył dymisję i wrócił do Żnina. W maju zgłosił się do służby w tworzącym się Wojsku Polskim.

Został kapitanem Marynarki Wojennej kraju, który nie posiadał ani jednej jednostki morskiej. Nasi koalicjanci nie spieszyli się z podarowaniem statku Polsce, a Niemcy odmawiali sprzedaży okrętów polskiemu rządowi. Unrug pojechał więc do Hamburga i kupił tam, prawdopodobnie za własne pieniądze, wysłużony parowiec Woltan, po czym przekazał go Polsce. Statek wyremontowano i 1 maja 1920 roku wypłynął w morze jako ORP Pomorzanin.

Pod koniec września dotarła do nas wiadomość o opuszczeniu Polski przez rząd, potem o kapitulacji Warszawy. Pozostaliśmy już tylko wysepką, jedynym terytorium Polskim. Dalsza walka była beznadziejna, zwłaszcza że zapasy amunicji artyleryjskiej były na ukończeniu. Wtedy zdecydowałem się na kapitulację. 2 października Niemcy wkroczyli na Hel. dla Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa o obronie Wybrzeża polskiego w 1939.

Konflikt, dymisja, memorandum i dowództwo

Choć wielu oficerów podchodziło do niego z rezerwą, szczególnie ze względu na pochodzenie i niemiecki akcent, błyskawicznie awansował. W 1921 roku został komandorem.

Na skutek konfliktów w kierownictwie Marynarki Wojennej w 1923 roku odszedł ze służby czynnej. W tym czasie napisał memorandum o tym, jak powinno się rozwijać polską flotę, jednocześnie ostro krytykując wiceadmirała Kazimierza Porębskiego, z którym był skonfliktowany. "Nic dziwnego, że przy takim słabym i nieobliczalnym szefie, całe kierownictwo marynarki, a w pierwszym rzędzie służba materialnego zaopatrzenia okrętów i personelu, działało jak najgorzej" – pisał w memorandum.

Po dymisji kierownictwa, dowództwo floty powierzono Unrugowi. Był surowym dowódcą, stawiał na dyscyplinę, ale starał się być również sprawiedliwy. Jeden z jego podwładnych komandor porucznik Robert Kasperski wspominał: "Codzienną pracę ułożył sobie tak, że był w stanie załatwić w oznaczonych godzinach obowiązki dowódcy Floty, omówić zagadnienia bezpośrednio z podwładnymi, obejrzeć port wojenny oraz warsztaty, wskazać każde niedociągnięcie, dać wskazówki i wyciągnąć konsekwencje za najmniejsze niedbalstwo”.

Miał opinię świetnego fachowca, który sobie i innym wysoko stawiał poprzeczkę. Stawiał na praktykę na morzu, a nie edukację w szkolnych ławach. Podkreślano jego zawsze nienaganne maniery.

Kryzys dowódcy

Rok 1939 był szczególnie tragiczny dla Unruga. Najpierw z powodu nasilającej się łuszczycy, na którą chorował od lat, trafił do szpitala. Jednocześnie miał świadomość zbliżającej się wojny i - że w zderzeniu z niemiecką potęgą - Polska jest bez szans.

Początek wojny zupełnie rozbił Unruga, który dowodził obroną wybrzeża. Kapitan Bohdan Mańkowski wspominał: "...ze względu na głęboki kryzys psychiczny, wywołany wybuchem wojny oraz bardzo ostrym wówczas stadium trapiącej go choroby, dowódca Floty w ciągu pierwszych dni wojny nie był w stanie sprawować dowództwa".

Jesteśmy ostatnimi obrońcami ojczystej ziemi. Musimy do ostatniej chwili trwać na posterunku, aby zademonstrować światu, że żołnierz polski nawet w najcięższych warunkach nie odda bez walki ani piędzi ziemi. […] Żołnierze! Obrona Helu jest nie tylko symbolem, ale także zwykłym żołnierskim obowiązkiem, którego w tej chwili wymaga od nas Polska i który z poświęceniem wypełnić musimy. Odezwa Józefa Unruga do obrońców wybrzeża z 1939 roku

Wiele lat po wojnie w wywiadzie dla niemieckiej telewizji na temat września 1939 roku powiedział: "Przyznam, że to dla mnie tragiczny okres mojego życia, to tragedia narodu. [...] większość z wyższych dowódców zdawała sobie sprawę, że czeka nas klęska. Przewaga niemiecka była ogromna i położenie polskiej floty wręcz fatalne, ale obowiązek żołnierski nakazywał walkę. Była to obrona skazana na samotność".

Kapitulacja, ale "jeszcze Polska nie zginęła!"

Pozostawiony sam sobie przez naczelne dowództwo, otoczony przez wojska niemieckie, wystosował do podległych mu żołnierzy odezwę: "Jesteśmy ostatnimi obrońcami ojczystej ziemi. Musimy do ostatniej chwili trwać na posterunku, aby zademonstrować światu, że żołnierz polski nawet w najcięższych warunkach nie odda bez walki ani piędzi ziemi. […] Żołnierze! Obrona Helu jest nie tylko symbolem, ale także zwykłym żołnierskim obowiązkiem, którego w tej chwili wymaga od nas Polska i który z poświęceniem wypełnić musimy."

1 października, kilka dni po zdobyciu przez Niemców Warszawy, Unrug podjął jednak decyzję o kapitulacji. Napisał do swoich podwładnych: "Panowie oficerowie! Wszakżeż nie zezwalam na dalszy rozlew marynarskiej i żołnierskiej krwi! Niemcy i tak tę wojnę przegrają. Jeszcze Polska nie zginęła!"

Jeniec wojenny Unrug rozmawiał z Niemcami przez tłumacza. Przerzucano go z obozu do obozu, gdzie zachował nie tylko dumną i nieugiętą postawę, ale też poczucie wojskowego drygu. Niższych rangą żołnierzy upominał nawet, by byli schludnie ubrani i zachowywali się z godnością. Upominał ich także, by nie podawali Niemcom ręki. Sam traktował ich z góry i wymagał, by respektowali jego stopień wojskowy.

Dorabiał jako kierowca

Po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów udał się do Londynu, gdzie mianowano go zastępcą szefa Marynarki Wojennej Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. We wrześniu 1947 otrzymał stopień wiceadmiralski. Nie godząc się na oddanie Polski pod strefę wpływów Związku Radzieckiego złożył dymisję, odmawiając również brytyjskiej emerytury wojskowej, którą mu zaproponowano.

W wieku 63 lat wraz z żoną Zofią, która była jego daleką kuzynką, musiał rozpocząć życie od nowa. Do 1955 roku pracował w firmie znajomego w Maroku. Potem przeniósł się do Francji, która oferowała mu obywatelstwo. Odmówił.

Zamieszkali wraz z żoną w Domu Spokojnej Starości Polskiego Funduszu Humanitarnego w Lailly an Val, który został stworzony głównie dla weteranów II wojny światowej. Dorabiał tu jako kierowca rozwożący pieczywo. Zmarł w wieku 88 lat, 1 marca 1973 roku.

Zostawił testament, w którym zastrzegł, że będzie mógł zostać pochowany na polskiej ziemi tylko pod warunkiem, że jego najbliżsi współpracownicy z polskiej Marynarki Wojennej, którzy tuż po wojnie zostali oskarżeni przez reżim komunistyczny o antypaństwowy spisek i w sfingowanym procesie skazani na śmierć, zostaną godnie pochowani. Chodziło o kadm. Stanisława Mieszkowskiego, kmdr. Zbigniewa Przybyszewskiego i kmdr. Jerzego Staniewicza. Udało się to dopiero w ubiegłym roku, dzięki identyfikacjom prowadzonym przez Instytut Pamięci Narodowej na tzw. Łączce i w innych miejscach, gdzie potajemnie były grzebane ofiary stalinowskiego terroru.

We wtorek pogrzeb państwowy

Przed dwoma laty Biuro Bezpieczeństwa Narodowego podjęło starania o sprowadzenie do Polski prochów Unruga i jego żony. W ostatnim czasie szczątki admirała i jego żony zostały ekshumowane z cmentarza w Montresor i przewiezione do francuskiego portu wojennego w Breście. 25 września trumny ze szczątkami wniesiono na pokład fregaty ORP Kościuszko, która wyruszyła w drogę do Gdyni. Tego samego dnia poinformowano, że - decyzją prezydenta Andrzeja Dudy, na wniosek szefa MON Mariusza Błaszczaka - wiceadmirał Józef Unrug został mianowany admirałem floty.

Fregata ORP Kościuszko ze szczątkami admirała i jego żony na pokładzie powinna wpłynąć do portu w Gdyni w niedzielę po południu. Tutaj trumny mają zostać przeniesione na mniejszą jednostkę i przetransportowane do Helu, gdzie na poniedziałek zaplanowano pierwszą część uroczystości pogrzebowych.W Helu, jeszcze w niedzielę wieczorem, trumny mają zostać wystawienie w kościele pw. Bożego Ciała.

W poniedziałek rano w świątyni odbędzie się msza święta, a po niej uroczystości przy Pomniku Obrońców Helu. Trumny ze szczątkami admirała i jego żony zostaną tego samego dnia wczesnym popołudniem przetransportowane na pokładzie jednego z okrętów Marynarki Wojennej do Gdyni i przeniesione w uroczystym kondukcie pogrzebowym do Kościoła Garnizonowego MW pw. Matki Boskiej Częstochowskiej, gdzie zostaną wystawione w oczekiwaniu na zaplanowany państwowy pogrzeb.

We wtorek w Kwaterze Pamięci na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni pochowany zostanie adm. Józef Unrug i jego żona Zofia. Uroczysty pochówek zaplanowano na wtorkowe wczesne popołudnie. Poprzedzi go msza św. w kościele Marynarki Wojennej RP pw. Matki Boskiej Częstochowskiej w Gdyni Oksywiu. Po zakończeniu nabożeństwa trumny, w uroczystym kondukcie, zostaną przewiezione na Cmentarz Marynarki Wojennej, gdzie spoczną w Kwaterze Pamięci. W państwowym pogrzebie swój udział zapowiedział m.in. prezydent Andrzej Duda.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: Łukasz Krajewski/ao/PAP / Źródło: TVN24 Pomorze