Świat

"Zwiększymy nacisk na reżim Asada"

Świat


Baszar el-Asad nic nie robi sobie z kolejnych gróźb wysuwanych pod jego adresem przez Zachód a nawet Ligę Arabską. Syryjski przywódca nie zamierza ugiąć się pod siłą deklaracji, za którymi nie idą żadne konkretne kroki. Najnowsze słowa oburzenia Damaszek usłyszał z ust szefa brytyjskiego MSZ.

- Zachowanie tego reżimu jest szokujące i nie do zaakceptowania i oczywiście zrobimy co możemy, by wesprzeć w przyszłości demokrację w Syrii - powiedział William Hague w wywiadzie dla BBC Radio. Hague dodał, że międzynarodowa społeczność "zwiększy nacisk na reżim Asada".

Na razie Asad nic nie robi sobie z podobnych gróźb i nacisków. Zlekceważył nawet Ligę Arabską. W sobotę upłynął termin ultimatum, jakie Liga Arabska postawiła syryjskim władzom. Liga, która już wcześniej zawiesiła Syrię w prawach członkowskich, domagała się tym razem zgody Damaszku na przyjęcie misji obserwacyjnej. Gdyby obserwatorzy Ligi nie otrzymali zezwolenia na wjazd, miała ona wprowadzić sankcje gospodarcze wobec Syrii.

Mimo że Asad nie podporządkował się decyzji Ligi, ta nie zareagowała automatycznie. Dopiero w czwartek przedstawiciele państw tworzących Ligę spotkają się, by kolejny raz porozmawiać na temat brutalnego łamania opozycji w Syrii, w czasie którego zginęło już ponad 3,5 tys. ludzi.

Atutem Asada jest też słabość struktur opozycyjnych. Przyznał to też William Hague, który zapowiadając intensyfikację kontaktów z opozycjonistami, głównie tymi na emigracji, powiedział, że nie ma zamiaru uznawać żadnego ośrodka formalnie i to głównie z racji ich mnogości. - Nie ma jednej rady narodowej jak w Libii - powiedział Hague.

Zaatakowany autobus

W gronie państw naciskających na Syrię najgłośniej brzmi jak do tej pory głos Ankary. W piątek szef tureckiej dyplomacji Ahmed Davutoglu na pytanie, czy Turcja poprze utworzenie strefy zakazu lotów nad Syrią, odpowiedział, że jeśli reżim tego kraju będzie w dalszym ciągu brutalnie tłumił antyrządowe demonstracje, dalsze kroki przeciwko niemu powinny zostać podjęte.

Ankarę do działania mogą sprowokować ostatnie wydarzenia. Tureckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało bowiem w poniedziałek, że niedaleko miasta Hims na zachodzie Syrii został zaatakowany autobus wiozący obywateli Turcji. Według stambulskiego dziennika "Vatan" autobusem podróżowali pielgrzymi. Agencja informacyjna IHA podała, że kierowca autobusu został ranny w ataku, lecz udało mu się dojechać do granicy z Turcją.

Turecka telewizja NTV podała, że do ataku doszło późno w nocy w niedzielę na punkcie kontrolnym po syryjskiej stronie granicy. Jak poinformowali pasażerowie, na których powołuje się Reuters, około ośmiu umundurowanych syryjskich żołnierzy kazało wysiąść podróżnym z autokaru na punkcie kontrolnym. Według jednego z pasażerów, żołnierze zaczęli nagle strzelać w stronę pielgrzymów.

Według CNN-Turk, na którą powołuje się w AFP, autobus pomylił drogę i zjechał niedaleko Hims, po czym został zatrzymany przez syryjskich żołnierzy i ostrzelany.

Źródło: reuters, pap

Pozostałe wiadomości