Zlokalizowali czarne skrzynki Superjeta-100

Aktualizacja:

Śledczym pracującym na miejscu katastrofy rosyjskiego samolotu pasażerskiego Suchoj Superjet 100 udało się zlokalizować czarne skrzynki. Urządzenia znajdują się na dnie głębokiej na kilkaset metrów rozpadliny. Do tej pory nie udało się do nich dostać. Równocześnie trwa wywożenie z miejsca wypadku ciał ofiar katastrofy. Szczątki są w takim stanie, iż ich identyfikacja jest bardzo trudna.

Samolot z 45 osobami na pokładzie rozbił się w środę w Indonezji podczas lotu pokazowego. Z niewyjaśnionych na razie przyczyn maszyna rozbiła się w trudno dostępnym rejonie wulkanicznego masywu górskiego Salak na zachodzie Jawy. Wśród 45 osób na pokładzie było ośmiu Rosjan, a także obywatele Indonezji, Francuz i Amerykanin.

Trudna operacja

Na miejscu katastrofy trwa poszukiwanie ciał ofiar wypadku i ich wywożenie z gór do stolicy Indonezji, Dżakarty. Ponieważ miejsce, w którym rozbił się Superjet, jest niezwykle trudno dostępne, praktycznie cała operacja odbywa się za pomocą helikopterów.

Do niedzieli do szpitala wojskowego w Dżakarcie dostarczono 22 kontenery ze szczątkami celem ich rozpoznania. Ciała są tak zmasakrowane, że trudno jest określić, ile ofiar już odnaleziono. W wielu wypadkach identyfikację trzeba będzie przeprowadzić na podstawie badania kodu DNA.

W niedzielę zlokalizowano czarne skrzynki Superjeta, które spadły w głęboką na 500 metrów przepaść. Do tej pory nie udało się do nich dotrzeć. Przedstawiciel ambasady Rosji w Indonezji Dmitrij Sołodow powiedział, że w poniedziałek rano zostanie podjęta próba wydobycia rejestratorów lotu, jeśli rzeczywiście są tam, gdzie się przypuszcza.

Na stromym zboczu znaleziono też dwa silniki maszyny i podwozie, które pozostały w jednym kawałku. Kadłub jest całkowicie roztrzaskany i jego większa część jest przykryta ziemią, która obsunęła się po zderzeniu samolotu z górą.

Zagadkowy wypadek

Suchoj Superjet-100 przybył do Indonezji w ramach podróży promocyjnej po Azji Południowo-Wschodniej. Wystartował z lotniska w Dżakarcie w środę o godz. 14 czasu lokalnego (9 czasu polskiego) do drugiego tego dnia lotu pokazowego. Kontrola naziemna straciła z nim kontakt w 21 minut później - bezpośrednio po tym, gdy załoga poprosiła o zezwolenie na obniżenie wysokości lotu z 3 tys. do 1,8 tys. metrów.

Według indonezyjskich władz nie jest jasne, dlaczego obaj rosyjscy piloci zażądali zgody na nagłe zejście w dół, i to w okolicy wysokiego na ponad 2 kilometry wulkanu. Do momentu utraty łączności załoga nie meldowała o problemach technicznych.

Dochodzenie w sprawie katastrofy prowadzą zarówno Rosjanie, jak i Indonezyjczycy.

Źródło: Ria Novosti, PAP