- Organizacja Detained in Dubai poinformowała o 21 osobach oskarżonych w Zjednoczonych Emiratach Arabskich na podstawie przepisów o cyberprzestępczości w związku z udostępnianiem lub komentowaniem nagrań z niedawnych ataków rakietowych.
- Wśród zatrzymanych znajduje się 60-letni Brytyjczyk oraz student, którzy udostępnili nagrania na prywatnych czatach lub w mediach społecznościowych.
- Według przepisów ZEA, odpowiedzialność karną mogą ponosić nie tylko pierwotni autorzy treści, ale także osoby, które je komentują, przerabiają lub ponownie publikują.
- Kary za takie działania obejmują do dwóch lat więzienia, grzywny od 20 tys. do 200 tys. dirhamów oraz możliwość deportacji dla obcokrajowców.
Sprawę zarzutów organizacja Detained in Dubai, zapewniająca pomoc prawną osobom przebywającym w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, nagłośniła w tym tygodniu. Jak przekazała w czwartek, 21 osobom postawiono zarzuty na podstawie przepisów o cyberprzestępczości w związku z filmami i wpisami w mediach społecznościowych, które dotyczyły niedawnych ataków rakietowych.
Na czacie z rodziną udostępnił nagranie rakiety
Wśród oskarżonych jest 60-letni Brytyjczyk zatrzymany w Dubaju. Mężczyzna twierdzi, że natychmiast po otrzymaniu prośby usunął nagranie z telefonu i nie miał zamiaru zrobić nic złego, "a mimo to został objęty szerszą grupą zarzutów".
W piątek rano Detained in Dubai poinformowało o zatrzymaniu studenta uniwersytetu w Dubaju, który na prywatnym czacie z rodziną udostępnił nagranie rakiety. "Policja w Dubaju musi złagodzić swoją nadwrażliwość. Te zatrzymania są prawdopodobnie bardziej szkodliwe niż nagrania eksplozji, które próbujecie cenzurować" - napisała organizacja.
Zarzuty za skomentowanie filmiku?
Z oficjalnego streszczenia sprawy, które cytują brytyjskie media wynika, że oskarżeni rzekomo wykorzystali sieć informacyjną lub technologię informatyczną do nadawania, publikowania, podawania dalej lub rozpowszechniania fałszywych wiadomości, pogłosek lub prowokacyjnej propagandy, które mogą podburzać opinię publiczną lub zakłócać bezpieczeństwo publiczne.
Radha Stirling, prawniczka i szefowa Detained in Dubai twierdzi, że wymienione aktywności mogą sprowadzać się do udostępnienia filmiku w internecie. "Zarzuty wydają się niezwykle niejasne, ale na papierze brzmią poważnie. W rzeczywistości może chodzić o coś tak nieskomplikowanego, jak udostępnienie czy skomentowanie filmu, który już krąży w sieci" - przekazała w oświadczeniu opublikowanym na Facebooku.
"Zgodnie z przepisami dotyczącymi cyberprzestępczości, które obowiązują w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, osoba, która pierwotnie opublikowała treść, może zostać oskarżona, ale tak samo może być w przypadku każdego, kto ją przerabia, ponownie publikuje lub komentuje" - zauważyła Stirling.
Jak dodała, w internecie krąży niezliczona ilość zdjęć, filmów i wiadomości dotyczących konfliktu na Bliskim Wschodzie. "Ludzie słusznie zakładają, że jeśli coś jest już szeroko rozpowszechniane lub publikowane przez media, to komentowanie lub ponowne publikowanie tego musi być dopuszczalne. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich takie założenie może być niezwykle niebezpieczne" - czytamy.
200 tysięcy kary, więzienie lub deportacja
Jeden film może w krótkim czasie doprowadzić do postawienia zarzutów karnych dziesiątkom osób. Jak podaje "Guardian", kary w takich przypadkach mogą obejmować do dwóch lat więzienia, grzywny w wysokości od 20 tys. dirhamów (20 tys. zł) do 200 tys. dirhamów (200 tys. zł) lub obie wymienione kary. Obcokrajowcom grozi też deportacja.
ZEA nie są wyjątkiem w regionie, jeśli chodzi o restrykcje dotyczące nagrań. Szczególnie surowe ograniczenia wprowadzono w Iranie, a Izrael zakazał publikowania treści uznanych za bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa, np. transmisji na żywo ukazujących panoramę miasta podczas ataków rakietowych czy zdjęć identyfikujących miejsca uderzenia rakiet - wylicza "Guardian".
"Chociaż ograniczenia dotyczące filmowania ataków podczas konfliktów nie są niczym niezwykłym na całym świecie, sprawa ta przyciągnęła uwagę ze względu na reputację Zjednoczonych Emiratów Arabskich jako magnesu dla influencerów, których źródło utrzymania zależy od ciągłego filmowania i publikowania materiałów" - zauważył brytyjski dziennik, przypominając, że pomimo przepisów nagrania z ostatnich irańskich ataków zostały szeroko rozpowszechnione w mediach społecznościowych.
Opracował Maciej Wacławik / az
Źródło: The Guardian, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/STRINGER