Żelazną Kopułą chronią Izraelczyków

Świat

Aktualizacja:
TVN24Żelazna Kopuła chroni Izraelczyków

Zagrożeniem dla Izraelczyków przestały być zamachy samobójcze. Niemal codziennością, zwłaszcza na południu, są za to rakiety wystrzeliwane ze Strefy Gazy. Izraelczycy byli wobec nich bezbronni, aż do teraz. Właśnie zostaje wprowadzana nowa tarcza antyrakietowa chroniąca przed rakietami krótkiego i średniego zasięgu.

Sierżant Edo Gelbard pełni funkcję, którą na polski można przetłumaczyć jako "przechwytywacz". Jest jedną z osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie baterii należącej do tarczy antyrakietowej Iron Dome, czyli Żelaznej Kopuły. - Jako naród, jesteśmy dumni z tego systemu. Ja sam, osobiście, jestem z niego dumny. Zabiegałem o przydział do tej służby już na półtora roku przed tym, zanim praca tutaj była w ogóle możliwa - mówi Galberd.

Zespół stresu bojowego

Szacuje się, że w niektórych miastach przy południowej granicy kraju, z powodu zagrożenia palestyńskimi rakietami nawet 90 proc. młodzieży cierpi na zespół stresu bojowego. Jest to efekt np. bycia budzonym w nocy, żeby biec do schronu. Gdy rozlega się tzw. "czerwony alarm", jest na to 15 sekund. - Mamy populację, która w wyniku tego zagrożenia żyła w ciągłym strachu i paranoi. Dlatego taki system, który pozwala na ochronę ludności, jest dla nas niezbędny - wyjaśnia Gelbard.

Tarcza sama wie, co likwidować

Takim systemem jest właśnie Iron Dome - tarcza antyrakietowa przeznaczona do obrony przed rakietami krótkiego i średniego zasięgu. Likwiduje 85 proc. rakiet, które skierowane są w cele cywilne. W marcu, podczas ostatniej eskalacji ataków, ta skuteczność zadziwiła świat.

Jak mówi TVN24 wysoki rangą przedstawiciel producenta, który musi zachować anonimowość, zmiany wśród cywilów widać gołym okiem. - Wcześniej głównym zmartwieniem obywateli podczas ostrzału było jak najszybsze dotarcie do schronu. Teraz, gdy rozlega się alarm, wiele osób sięga po swoje kamery, spokojnie wychodzi przed dom i nagrywa, jak nasza tarcza przechwytuje rakiety - komentuje.

W przypadku wykrycia wrogich rakiet, radary przekazują informację do centrum dowodzenia, a z niej pada komenda zestrzelenia wrogich pocisków. System sam analizuje możliwy tor ich lotu - zestrzeliwuje tylko te, które mają szanse spaść na tereny zamieszkałe przez cywilów. System jest tak skuteczny, że włodarze miast na południu spierają się między sobą i z rządem, że to właśnie u nich powinny stać. Dopóki nie będzie ich więcej, ratunkiem jest fakt, że baterie są mobilne i można je ustawić tam, gdzie są potrzebne.

Klucz do bezpieczeństwa

Sama bateria jest obsługiwana z odległego centrum dowodzenia - na miejscu są głównie technicy, strażnicy i dowódca mobilnej jednostki. W większości młodzi ludzie, którzy nie rozstają się z bronią, a gdy pozwalają na to obowiązki, telefonem, w którym sprawdzają, co słychać na Facebooku. Dla nich służba tutaj to gigantyczny zaszczyt.

Sierżant Gelbard liczy na wdrożenie systemy obronnego. - Niech Bóg broni Izrael przed takimi atakami. Ale jeśli następują, to ja chcę być tym, który dzięki procedurom i odpowiednim działaniom, będzie miał udział w uratowaniu życia cywilów. Pytany o uczucie podczas zapobieżenia atakowi szczerze mówi, że może wtedy "krzyczeć, tańczyć i śpiewać z radości".

Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24