Zatopione dokumenty i amunicja. Dziennikarze wertują tajemnice Janukowycza

Świat


Opuszczający w pośpiechu Kijów Wiktor Janukowycz i jego otoczenie nie mieli dość czasu, aby po sobie "posprzątać". Na terenie posiadłości prezydenta znaleziono znaczne ilości dokumentów, które wrzucono do pobliskiej rzeki. Po wydobyciu przez nurków są one suszone i pieczołowicie sortowane przez dziennikarzy. Znaleziono też ślady dużych ognisk, w których spalono zapewne ważniejsze dokumenty. Okoliczni mieszkańcy opowiadają o pośpiesznej ewakuacji.

Janukowycz i jego współpracownicy opuścili Kijów w nocy z piątku na sobotę. Słusznie przewidzieli, że opozycja w rewolucyjnym zapale opanuje parlament i zacznie przejmować władzę. Zawczasu ewakuowali się na wschód kraju, gdzie mają poparcie znacznej części ludności i lokalnych działaczy. Oznaczało to jednak konieczność porzucenia szeregu istotnych budynków państwowych, oraz wielkiej rezydencji prezydenta Meżyhiria pod Kijowem.

W sobotę nad ranem dotarli do niej opozycjoniści, których przywitała jedynie skromna ochrona obiektu. Bez oporu bramy posiadłości zostały szeroko otwarte, pomimo tego, że przez lata był to jeden z najpilniej strzeżonych obiektów na Ukrainie.

Tajemnice prezydenta

To co szybko przykuło wzrok i zainteresowanie licznych zwiedzających, to bogactwo w jakim żył prezydent. Sieć zalały zdjęcia terenu posiadłości i jej wnętrza. Aktywiści i dziennikarze jednak szybko odkryli, że uciekające otoczenie prezydenta nie zdołało zabrać wszystkich dokumentów. Jak opowiedzieli okoliczni mieszkańcy, przez całą noc z terenu posiadłości wyjeżdżały liczne ciężarówki. Jednak najwyraźniej nawet to nie wystarczyło.

W pobliskim zbiorniku wodnym odkryto pływające po powierzchni segregatory. Na miejsce szybko ściągnięto nurków, którzy wydobyli z głębokości kilku metrów całe stosy przemoczonych dokumentów i kilka skrzynek amunicji.

Znalezisko przeniesiono do pobliskiego hangaru, przeznaczonego pierwotnie na kolekcję prezydenckich łodzi. Tam, na rozłożonych żaglach, dziennikarze zaczęli układać i suszyć stosy przemoczonych dokumentów. Rozpoczęto też metodyczne segregowanie i przeglądanie.

Znaleziono rachunki związane z wykończeniem i utrzymaniem rezydencji prezydenta. Dzięki temu wiadomo, że na wykończenie i rozbudowę prywatnej posiadłości Janukowycza szły miliony euro, podczas gdy on sam oficjalnie zarabiał maksymalnie sto tysięcy euro rocznie.

Niektóre dokumenty były pokwitowaniami przekazania gotówki. Jedno opiewa na 12 milionów dolarów.

Odkryto też spisy najbardziej aktywnych opozycjonistów, rachunki za "monitorowanie mediów" czy kartki ksero ze zdjęciami skatowanej dziennikarki Tetiany Czornowoł i numerem rejestracyjnym jej samochodu.

Na terenie posiadłości znaleziono też ślady po dużym ognisku, w którym spalono znaczne ilości papieru. Z popiołów wydobyto jedynie nieliczne nadpalone dokumenty.

Dziennikarze nieustannie przekopują się przez dokumenty. Należy się spodziewać, że znajdą tam wiele ciekawych informacji. Jednak prawdopodobnie te najważniejsze materiały albo wywieziono, albo zniszczono skuteczniej, niż poprzez wrzucenie do wody.

Autor: mk//kdj / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty: