Zamieszki w Belfaście. Apel dyplomatów do Polaków przebywających w mieście

Belfast - zamieszki
Zamieszki w Belfaście. Na ulicach miasta płonęły samochody
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: Reuters
Policja w Belfaście spodziewa się kolejnego niespokojnego wieczoru po tym, jak minionej nocy na ulicach miasta płonęły pojazdy w trakcie zamieszek. - Nikt nie wychodził, wszyscy się bali - relacjonował w rozmowie z BBC świadek zdarzeń. Resort dyplomacji przekazał informacje o Polakach przebywających na miejscu.

Zamieszki wybuchły po poniedziałkowym ataku nożownika na północy miasta. Ofiarą był Stephen Ogilvy, pracownik ochrony zdrowia, który według policji po ataku stracił lewe oko, doznał urazu prawego oka, a także obrażeń szyi i pleców. Służby zatrzymały już podejrzanego. 30-letni Hadi Alodid usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. 

We wtorek uczestnicy demonstracji przy Newtownards Road na wschodzie miasta podpalili autobus. Północnoirlandzka policja spodziewa się, że tego wieczoru niepokoje mogą się powtórzyć i zapowiedziała, że wzmocni środki bezpieczeństwa.

Konsulat w Belfaście zaapelował do Polaków o "zachowanie szczególnej ostrożności i unikanie miejsc, w których może dojść do starć". - Nasz konsul generalny w Belfaście nie odnotował informacji, aby wśród poszkodowanych byli polscy obywatele - przekazał z kolei rzecznik MSZ Maciej Wewiór.

Relacje świadków. "Wszystko płonęło"

- Wczoraj na ulicy widziałem ogromne kłęby dymu, a z mojego mieszkania miałem widok na podpalony autobus - relacjonował w środę w rozmowie z redakcją Kontaktu24 pan Jakub, który od kilkunastu lat mieszka w Irlandii, a od półtora roku w Belfaście.

Mężczyzna opowiedział, jak ta sytuacja wpływa na codzienne życie mieszkańców. - Wszystkie firmy wcześniej się zamykają, anulowano przejazdy transportem publicznym. Szefowa powiedziała, żebym pracował zdalnie, bo potem mogę utknąć w drodze. Moje siostry wracają z Włoch i miały jechać autobusem z Dublina do Belfastu i dostały SMS, że ich przejazd został odwołany - mówił.

- Belfast jest zupełnie opustoszały, sklepy są pozamykane, szkoły wysłały wcześniej dzieci do domu. Właściwie nie można się z Belfastu wydostać czy to pociągiem, czy to autobusem - opowiadała Aleksandra Łojek, socjolożka mieszkająca w Belfaście, autorka książki "Belfast. 99 ścian pokoju".

Przedsiębiorstwo komunikacyjne Translink poinformowało, że późnym popołudniem zawiesi funkcjonowanie wszystkich linii kolejowych i autobusowych.

Jeden ze świadków nocnych zamieszek powiedział BBC, że po 25-latach zdecydował się opuścić Irlandię Północną. Jak relacjonował, "nie spał całą noc". - To był okropne. Jak w trakcie wojny. Wszystko płonęło - mówił. - Nikt nie wychodził, wszyscy się bali - dodał. Opisywał też, że "słyszał dźwięk tłuczonego szkła" na zewnątrz. 

Na zdjęciach z Belfastu widać spalone samochody wzdłuż Lendrick Street. 

Ofcom, brytyjski regulator medialny, wezwał operatorów platform online do usuwania postów nawołujących do przemocy i siejących nienawiść. Organizacja przekazała, że treści te były po części źródłem niepokojów.

Takie wrażenie odniosła także Aleksandra Łojek. Zauważyła, że od wtorku wiele wpisów podejmuje temat migrantów. Pojawiają się wezwania do ich deportacji. - Wiele osób, z którymi pracuję, to ludzie starający się o azyl. Byli autentycznie przerażeni. Nagle okazało się, że są podejrzani o wszystko i mogą stracić życie albo dom - podkreśliła.

Brytyjskie MSW potwierdziło, że podejrzany o atak to obywatel Sudanu, wjechał do Zjednoczonego Królestwa w 2023 roku z Republiki Irlandii. Otrzymał status uchodźcy i pozwolenie na pobyt do 2028 roku.

Źródło: PAP, BBC, Kontakt24
Czytaj także: