Świat

Zamach w Tunisie minuta po minucie

Świat


Najpierw nieudany atak na parlament i dopiero potem powrót przed gmach muzeum - tak wyglądał środowy atak terrorystyczny w Tunisie, w którym zginęło kilkunastu obcokrajowców, w tym Polacy. Jak atakowali terroryści? Jak wyglądała akcja policji? Poniżej opisujemy przebieg wydarzeń środowego popołudnia.

Dzień po zamachu na Muzeum Bardo w stolicy Tunezji wciąż nie jest do końca pewne, jak przebiegał atak i co rzeczywiście działo się na terenie, na którym znajduje się zarówno jego budynek jak i budynki tunezyjskiego parlamentu. Z relacji świadków, informacji przekazanych przez miejscowych dziennikarzy i w końcu samych polityków można jednak opisać prawdopodobny przebieg zdarzeń.

Reporter TVN24 na terenie Muzeum Bardo
Reporter TVN24 na terenie Muzeum Bardotvn24

Próba ataku na parlament

Około godz. 12 przez strzeżoną tylko w niewielkim stopniu bramę wjazdową od strony muzeum wchodzi lub wjeżdża na jego teren dwóch napastników. Według relacji szefa tunezyjskiego MSW, "mają oni na sobie żołnierskie mundury", a przy sobie karabiny kałasznikowa.

Zapewne dzięki temu przebraniu przechodzą jedną z alei, kierując się na wschód, w stronę parlamentu znajdującego się w odległości około 150 metrów od głównego wejścia do Muzeum Bardo. Co najmniej jeden z napastników próbuje wejść do parlamentu przez główne wejście, od południa.

Kilka chwil po godz. 12 z wnętrza parlamentu daje się słyszeć serię strzałów. Padają na zewnątrz budynku. Tunezyjski dziennikarz Samah Samah al-Kalsi obserwujący wtedy posiedzenie parlamentu słyszy to i w łączeniu telefonicznym z jedną z telewizji kilkanaście minut później opisuje to, co usłyszał od oficerów chroniących budynek.

- Jeden uzbrojony mężczyzn próbował wedrzeć się do budynku. Trwało to chwilę. Ochrona zareagowała i wszystkie drzwi zostały zamknięte. Nakazano nam odejście od okien i drzwi, i zebranie się w głównym holu, tak by nikt nie został ranny - relacjonuje.

Sugeruje to, że ochrona parlamentu zareagowała szybko i zapewne napastnikom nie udało się przedrzeć na tyły parlamentu. Zdjęcia satelitarne obiektu wskazują bowiem na to, że wejście do budynku od strony północnej (strony parku, przez który można dojść m.in. na tyły Muzeum Bardo) jest możliwe jedynie przez okrążenie budynku muzeum od zachodu lub przez bezpośrednie wejście do parlamentu.

Strzelanina na parkingu

Napastnicy najprawdopodobniej więc decydują się wtedy na powrót tą samą drogą, którą przyszli. W ten sposób ok. godz. 12.20 znów pojawiają się przed głównym wejściem do muzeum. Naprzeciwko niego, za rzędem palm, znajduje się duży parking.

Na parkingu stoi co najmniej kilkanaście autokarów, w tym jeden z wycieczką z Polski. Jest w nim 36 osób. Polski autokar stoi blisko alei oddzielającej parking od muzeum. Terroryści, widząc turystów wychodzących z różnych autokarów, otwierają ogień.

Nie wiadomo, jak długo strzelają. Świadkowie mówią, że robią to "na oślep", by zabić jak najwięcej osób.

Premier Tunezji Habib Essid potwierdza tę wersję zdarzeń dodając, że "część turystów, widząc napastników, próbowała wbiec do muzeum, by się schronić, ci jednak zagrodzili im drogę i znów zaczęli strzelać".

W tym czasie na miejsce przybywają oddziały specjalne policji. Pojawiają się w pierwszej kolejności wokół budynku parlamentu i zabezpieczają teren. Jeden z oddziałów pojawia się też przy bramie, którą weszli lub wjechali na teren muzeum terroryści.

Terroryści w budynku muzeum

Napastnicy po strzelaninie wbiegają do muzeum. W tym czasie w budynku znajduje się według różnych informacji od 100 do 200 turystów. Jeden z nich - obywatel Francji cytowany przez agencję Reutera - opowiadał:

- Byłem na pierwszy piętrze. Usłyszałem hałas, początkowo myślałem, że upadła jakaś statua, potem jednak dotarło do mnie i do innych, że padły strzały. Była nas czwórka. Po chwili znaleźliśmy jeszcze parę z dzieckiem. Nie wiedzieliśmy co robić. Schowaliśmy się za eksponatami. Potem do jednej z sal wpuścił nas przewodnik, który tam był. Strzały ustały.

W tym czasie zaczęło się zacieśnianie kręgu wokół terrorystów. Policjanci wchodzili do kolejnych sal muzeum, wiedząc, że terroryści zamknęli się w jednej z nich z około 30 turystami. Ewakuowali ludzi.

- Siedzieliśmy na podłodze godzinę. Wtedy pojawiła się policja. Powiedzieli nam: "musicie biec, musicie biec, uciekajcie stąd" - relacjonował dalej francuski turysta.

Nagrania udostępnione przez tunezyjską telewizję pokazały w środowe popołudnie dziesiątki turystów opuszczających w popłochu budynek muzeum. Uciekali oni głównie w kierunku parlamentu, po drodze mijając oficerów obstawiających już całą okolicę.

Mniej więcej dwie godziny po strzelaninie na parkingu i ewakuacji wszystkich turystów oraz pracowników muzeum, do których udało się dotrzeć, zapada decyzja o szturmie.

Oddział specjalny wchodzi do jednej z sal. Likwiduje dwóch terrorystów. Według doniesień agencyjnych i informacji przekazywanych przez państwowych urzędników, w trakcie tej strzelaniny ran nie odnosi żaden z zakładników. Terroryści najwyraźniej stawiają jednak opór, bo ginie jeden z policjantów.

Po godz. 15 i zabezpieczeniu terenu całego Muzeum Bardo akcja zostaje zakończona.

Ponad 20 ofiar

Według najnowszych, potwierdzonych przez szefa MSZ Grzegorza Schetynę danych, w zamachu w Tunisie zginęło dwóch Polaków, dwie osoby są zaginione, a dziewięcioro naszych obywateli zostało rannych.

Dane dotyczące zabitych w zamachu nie są precyzyjne, ale tunezyjskie władze potwierdziły, że ofiarami terrorystów jest co najmniej 17 zagranicznych turystów, a w sumie co najmniej 22 osoby. Prawdopodobnie kilkadziesiąt osób zostało rannych.

W czwartkowy poranek w Tunisie wciąż trwała identyfikacja ciał zmarłych.

Do zamachu doszło na wspólnym terenie dzielonym przez Muzeum Bardo i parlamentzdęcie satelitarne CNES/Astrium, Digital Globe

Autor: adso\mtom / Źródło: Reuters, PAP, Al Dżazira, TVN24

Źródło zdjęcia głównego: zdęcie satelitarne CNES/Astrium, Digital Globe

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości