W Bułgarii w niedzielę odbywają się ósme w ciągu ostatnich pięciu lat wybory parlamentarne. Ciężko to jednak wywnioskować patrząc na ulice bułgarskiej stolicy. Mieszkańcy Sofii podkreślają zmęczenie wyborczym cyklem, którego - jak gorzko zauważają - niedzielne głosowanie może być tylko etapem, a nie końcem.
W ostatnich dniach przed wyborami kawiarnie na Bulwarze Witosza - reprezentacyjnej alei przecinającej centrum Sofii - wypełniają mieszkańcy miasta oraz przybywający do niego turyści. - Jesteśmy naprawdę zmęczeni tym niekończącym się cyklem głosowań i rozczarowań - powiedziała dziennikarzowi Polskiej Agencji Prasowej grupa młodych Sofijczyków. - Obawiamy się, że to nie koniec tej sytuacji i za kilka miesięcy znów będzie trzeba iść do urn - dodają.
Głosowanie będzie trwało do godziny 20 czasu lokalnego (19 w Polsce) z możliwością przedłużenia o godzinę w lokalach, w których nie wszyscy wyborcy stojący w kolejce zdążą oddać głos. Wyniki powinny być znane w niedzielę w nocy lub w poniedziałek.
Jest jeden lider sondaży
W bułgarskiej stolicy swoją kampanię podsumował w czwartek - dzień przed jej oficjalnym zakończeniem - lider sondaży i były prezydent Rumen Radew. Przemawiając w hali widowiskowo-sportowej Arena 8888 w Sofii, wykluczył powyborczy sojusz z partią GERB byłego premiera Bojko Borisowa oraz prozachodnią koalicją Kontynuujemy Zmiany-Demokratyczna Bułgaria (PP-DB). Zajmują one kolejno drugie i trzecie miejsce w sondażach.
Radew zapowiedział wybory po tym, gdy kolejne ugrupowania parlamentarne odmawiały podjęcia się sformowania rządu. Kilka dni później - na rok przed końcem swojej drugiej i ostatniej kadencji - Radew zrezygnował z urzędu.
W Europie obawy budzi stosunek byłego prezydenta do Rosji i UE. Przez całą kampanię wyborczą Radew głosił prorosyjskie hasła, między innymi sprzeciwiał się zachodnim sankcjom na Rosję, a teraz deklaruje chęć przywrócenia importu rosyjskiej ropy naftowej. Zachodnie media, m.in. portal Politico, głośno wyrażają obawy, że Radew może stać się nowym Viktorem Orbanem w roli "głównego zakłócacza" funkcjonowania UE.
"Głosuję na Bułgarię w Unii Europejskiej"
Marszem przez Sofię swoją kampanię zakończyła również koalicja PP-DB.
Jej liderzy podkreślili, że "są jedynym podmiotem, który ma szansę znaleźć się w kolejnym parlamencie i który jest zdecydowanie zorientowany na Europę". W czwartek wieczorem w Parku Centralnym przed Narodowym Pałacem Kultury kilku kandydatów Demokratycznej Bułgarii - partii wchodzącej w skład koalicji PP-DB - spotkało się z wyborcami, by apelować o wzięcie udziału w wyborach i oddanie na nich swoich głosów.
Wydarzeniu towarzyszyła głośna muzyka, rozmowy polityków z wyborcami, a w zgromadzonym tłumie flagi bułgarskie mieszały się z unijnymi. - Głosując na to ugrupowanie, głosuję na Bułgarię w Unii Europejskiej - wyjaśniła jedna z obecnych na wiecu kobiet.
Osiem wyborów w pięć lat
Poza kilkoma kampanijnymi wydarzeniami, Sofia wydaje się obojętna na kolejną próbę przełamania impasu i niezdolności do utworzenia w Bułgarii stabilnego rządu. Małą liczbę plakatów w stolicy tłumaczą ścisłe regulacje. Określają one konkretne miejsca umieszczania materiałów wyborczych i nakazują usuwanie tych, które ustawiono z naruszeniem tych zasad.
Mieszkańcy bułgarskiej stolicy, komentując niedzielne wybory, przywołują najczęściej zmęczenie i frustrację. Mimo to potwierdzają chęć wzięcia udziału w głosowaniu. Agencja prasowa BTA, powołując się na sondaż Alpha Research, poinformowała w piątek, że do urn może się w niedzielę udać ponad 3,3 miliona wyborców, co oznaczałoby frekwencję na poziomie 60 procent.
Ostatni bułgarski parlament, który miał pełną kadencję, został wybrany w 2017 roku. Potem wybory odbywały się w kwietniu, w lipcu i w listopadzie 2021 roku, w październiku 2022 roku, w kwietniu 2023 roku, a także w czerwcu i w październiku 2024 roku. W tych dwóch ostatnich głosowaniach frekwencja wyniosła 34 i 39 procent.