Świat

Węgrzy wybierają parlament

Świat

EPA/Zsolt SzigetvaryPartia Orbana jest faworytem

Na Węgrzech rozpoczęły się wybory parlamentarne, w których spodziewane jest zdecydowane zwycięstwo rządzącej od 2010 roku koalicji konserwatywnego Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP). Opozycja jest rozbita na dwa obozy: bardzo podzieloną lewicę i skrajnie prawicowy niegdyś, ale od kilku lat starający się przemieścić bardziej w stronę centrum Jobbik.

Swój głos w wyborach w niedzielę wcześnie rano oddał sam Viktor Orban. - Starałem się przyjść wcześnie. Do zamknięcia urn jeszcze trwa kampania. Wezmę udział w mobilizowaniu wyborców - oświadczył węgierski premier. Orban powtórzył, że stawką wyborów jest przyszłość kraju. - Wybieramy nie tylko partie i rząd, ale też przyszłość dla siebie - oznajmił.

W kampanii koalicji rządzącej dominował wątek zagrożenia imigracyjnego, które władze wiążą z terroryzmem oraz ryzykiem utraty chrześcijańskiej tożsamości przez Węgry i Europę. Kandydaci opozycji w wyborach byli prezentowani jako "ludzie Sorosa", amerykańskiego finansisty węgierskiego pochodzenia, który według władz Węgier chce sprowadzić do Europy miliony imigrantów.

Premier Viktor Orban podkreślał też, że broni interesów narodowych Węgier przed Brukselą.

Ważna decyzja

W jednym z postów zamieszczonych na Facebooku Orban oświadczył, że w wyborach "musimy zdecydować, czy siłę gospodarczą i ciężko zarobione pieniądze wydamy na nasze wnuki, wsparcie dla rodzin, emerytów i starszych, czy też na imigrantów".

Według niego na koniec kampanii sprawy się uprościły i decyzja wyborcza dotyczy tego, czy Węgrzy wpuszczą do kraju imigrantów, czy też go obronią.

Minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto przekonywał zaś, że niedzielne wybory na długi czas przesądzą o losie kraju, bo zdecydują o tym, czy Węgry będą miały nadal rząd broniący interesów kraju, czy też taki, który ulegnie międzynarodowej presji.

- Wielu chce nas złamać. ONZ, unijni biurokraci, siatka [amerykańskiego finansisty, któremu władze Węgier zarzucają chęć sprowadzenia do Europy milionów imigrantów - przyp. red.] George’a Sorosa i partie opozycyjne chcą, byśmy masowo przyjmowali imigrantów. Chcą społeczeństwa otwartego, my zaś chcemy, by Węgry nadal były węgierskie - powiedział. Dodał, że ten, dla kogo się liczy bezpieczeństwo Węgier i przyszłość własnych dzieci, może liczyć tylko na partie rządzące.

Zarzuty opozycji

Opozycja natomiast zarzuca przedstawicielom władz niszczenie demokracji oraz korupcję i obiecuje, że w razie jej wygranej unijne środki będą trafiać do ludzi zamiast "fideszowskich elit", akcentuje też fatalny stan służby zdrowia i oświaty, obiecuje powstrzymanie emigracji młodych Węgrów oraz podniesienie wynagrodzeń i emerytur.

Szef opozycyjnej partii Jobbik Gabor Vona na forum ulicznym w Jaszbereny (100 kilometrów na wschód od Budapesztu) polemizował z twierdzeniem Fideszu, że stawką wyborów jest to, czy Węgry staną się krajem imigracyjnym. Według niego chodzi o to, by Węgry nie były krajem "emigracyjnym".

Musimy zdecydować, czy siłę gospodarczą i ciężko zarobione pieniądze wydamy na nasze wnuki, wsparcie dla rodzin, emerytów i starszych, czy też na imigrantów. Viktor Orban

Vona oświadczył, że w razie zwycięstwa jego partia nie zburzy ogrodzenia granicznego postawionego w 2015 roku. Obiecał natomiast zniesienie immunitetu i przedawnienia przestępstw korupcyjnych oraz stworzenie krajowej prokuratury antykorupcyjnej i przyłączenie się do unijnej prokuratury antykorupcyjnej, dzięki czemu nadzór nad unijnymi środkami byłby dużo skuteczniejszy.

Apelował też o pójście do urn, gdyż "do zmiany rządu dojdzie, jeśli frekwencja będzie wysoka".

Od kilku lat Jobbik podejmuje wysiłki, by przesłonić w oczach opinii publicznej swą skrajnie prawicową, ksenofobiczną przeszłość bardziej umiarkowanym wizerunkiem. Eksperci są zdania, że partia chce w ten sposób zwiększyć swe szanse u antyrządowych wyborców, którzy nie mają wyraźnych sympatii ideologicznych i chcą głosować na opcję mającą największe szanse w rywalizacji z Fideszem.

W maju 2016 roku na zjeździe partii usunięto ze stanowisk wiceprzewodniczących Jobbiku trzech polityków reprezentujących skrajne skrzydło partii. Pod koniec tego samego roku Jobbik skierował zaś do Żydów życzenia z okazji święta Chanuka, a gdy zostały one przyjęte nieprzychylnie przez adresatów, Vona zapewnił, że "przeistaczający się w partię ludową" Jobbik wyrósł z "wieku szczenięcego". Vona zaapelował o przezwyciężenie urazy oraz wspólne budowanie nowych możliwości.

Podzielona lewica

Kandydat na premiera Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSZP) i partii Dialog Gergely Karacsony przedstawił zaś na konferencji prasowej w Budapeszcie 100-dniowy program najpilniejszych zadań, którego "punktem zerowym" byłoby przywrócenie instytucji dialogu społecznego, zgodnie z zasadą "nic o nas bez nas".

Wśród punktów programu było zwiększenie środków na ochronę zdrowia oraz dodatku rodzinnego, natychmiastowe wypowiedzenie umowy o rozbudowie elektrowni atomowej w Paksu i rozpoczęcie dialogu społecznego o polityce energetycznej, przywrócenie swobody doboru podręczników w oświacie oraz zawieszenie wypłaty środków unijnych w ramach przetargów, gdyż rząd według niego rozdysponował je w nieodpowiedni sposób.

Także Karacsony zapowiedział przyłączenie Węgier do unijnej prokuratury antykorupcyjnej.

Węgierska lewica idzie do wyborów w stanie rozsypki, trwającej od czasu klęski w wyborach z 2010 roku. Są nawet głosy, że mogą to być ostatnie wybory, w których MSZP odegra istotną rolę.

Kandydatka na premiera partii Polityka Może Być Inna Bernadett Szel apelowała na konferencji prasowej w Budapeszcie o wspólny wysiłek w celu przywrócenia państwa prawa, bo jak tłumaczyła, Węgry nie mogą być "w stanie nieliberalnym, autokratycznym i półdyktatorskim".

W Budapeszcie odbył się też zorganizowany przez działaczy młodzieżowych marsz, podczas którego kilkuset uczestników pisało na jezdni hasła zachęcające do udziału w wyborach. Niesiono plakaty z napisami między innymi "Delete Orban", "Stop kradzieży" czy "Stop nienawiści".

Przed wyborami partie opozycyjne podejmowały próby porozumienia się, by w jednomandatowych okręgach wyborczych wystawić jednego kandydata opozycyjnego przeciw kandydatowi Fideszu, jednak przyniosły one niewielkie skutki.

O trudnościach w porozumieniu się co do rezygnacji na rzecz tych kandydatów opozycji, którzy mają większą szansę, mówił w sobotę na forum ulicznym w Budapeszcie były socjalistyczny premier, a obecnie szef lewicowej Koalicji Demokratycznej (DK) Ferenc Gyurcsany. Zapewnił jednak, że będzie prowadzić kampanię do końca, czyli do momentu zamknięcia lokali wyborczych.

Narodowa Komisja Wyborcza (NVB) powiadomiła, że w sobotę - w ostatnim dniu, kiedy było to możliwe - zrezygnowało z kandydowania 8 osób. W sumie z rywalizacji wycofało się 195 kandydatów i ich liczba zmniejszyła się do 1547.

Zdecydowany faworyt

Przed wyborami sondaże wskazują ogromną przewagę koalicji rządzącej nad rywalami, choć wynika z nich, że Fidesz-KDNP nie zdobędzie konstytucyjnej większości 2/3 miejsc w parlamencie. W opublikowanym w czwartek sondażu Instytutu Publicus gotowość do głosowania na Fidesz-KDNP zadeklarowało 25 procent wszystkich zapytanych (oznacza to spadek o 2 punkty procentowe w ciągu ostatnich dwóch tygodni), Jobbik uzyskał 14 procent (wzrost o 2 punkty procentowe), a MSZP-Dialog 13 procent (wzrost o 1 punkt procentowy).

Do udziału w wyborach jest uprawnionych ponad 8,2 miliona osób. Węgrzy mogą głosować w kraju w ponad 10 tysiącach lokali wyborczych, które zostały otwarte o godzinie 6, a zamknięte zostaną o godzinie 19. Za granicą mają do dyspozycji 118 przedstawicielstw dyplomatycznych. Warunkiem jest zarejestrowanie się w takim przedstawicielstwie, co dotąd uczyniło ponad 58 tysięcy osób.

W wyborach w jednej turze zostanie wyłonionych 199 posłów. Na Węgrzech obowiązuje mieszany system wyborczy. 106 posłów jest wybieranych w jednomandatowych okręgach wyborczych, a pozostałych 93 trafia do parlamentu z list partyjnych - zgodnie z ordynacją wyborczą zmienioną przez koalicję Fidesz-KDNP w 2011 roku.

Do list tych partii, które osiągną 5-procentowy próg wyborczy (10 procent w przypadku koalicji dwóch partii), są też doliczane głosy z jednomandatowych okręgów wyborczych ich kandydatów, którzy nie zdobyli mandatu. Dolicza się także "nadprogramowe" głosy zwycięzcy z jednomandatowego okręgu, czyli różnicę między liczbą jego głosów a tych oddanych na drugiego w kolejności kandydata; od tej liczby odejmuje się jednak jeden głos.

Możliwość uzyskania mandatu na preferencyjnych zasadach mają kandydaci zarejestrowanych na Węgrzech narodowości, których przedstawiciele mogą głosować na listy narodowościowe zamiast partyjnych. Próg wyborczy ustalany jest następująco: liczbę głosów na listy partyjne dzieli się na 93 (a więc na liczbę mandatów dostępnych z list partyjnych), a następnie na cztery. W poprzednich wyborach były to około 22 tysiące głosów i nie uzyskał ich żaden przedstawiciel narodowości. Tym razem szansę ma kandydat narodowości niemieckiej, gdyż do udziału w wyborach zarejestrowało się ponad 30 tysięcy jej przedstawicieli.

Narodowości, które nie osiągną progu wyborczego, a których samorządy wystawiły listy wyborcze, będą mieć w parlamencie rzecznika niedysponującego prawem głosu. Listy wystawiło 13 narodowości, w tym polska.

Oprócz Węgrów zameldowanych w kraju w wyborach mogą też uczestniczyć obywatele węgierscy z państw ościennych, którzy zarejestrowali się w Narodowym Biurze Wyborczym. Mogą oni głosować listownie na listy partyjne. W ostatnich wyborach uczestniczyło ich 123 tysiące, z czego 95,5 procent głosowało na Fidesz. Tym razem jest zarejestrowanych ponad 378 tysięcy.

W jednomandatowych okręgach wyborczych startuje 1614 kandydatów. W okręgu zwycięża ten, który uzyska najwięcej głosów.

Listy partyjne stworzyły 23 partie. Warunkiem było wystawienie kandydatów co najmniej w 27 jednomandatowych okręgach wyborczych w przynajmniej 9 komitatach (województwach) i w stolicy.

Autor: ToL//now / Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: EPA/Zsolt Szigetvary

Raporty:
Pozostałe wiadomości