Na początku kwietnia Anna Vozna pojechała pociągiem z Warszawy do Kijowa, aby spędzić Wielkanoc u rodziny. W obwodzie kijowskim około godziny 10 rano skład zatrzymał się, kiedy zaczęły nad nim latać rosyjskie drony kamikaze. Pasażerowie zostali poinstruowani, aby wysiąść i rozproszyć się.
- Chcę zauważyć, że to nie była moja pierwsza podróż. Od 2022 roku po raz szósty już byłam w Kijowie, bo dokładnie do Kijowa jechałam. Ale po raz pierwszy razem z biletem dostałam instrukcję, jak mam przeżyć, jeśli Rosja zaatakuje w momencie, kiedy będę w pociągu - powiedziała Anna Vozna na antenie TVN24.
Pasażerowie usłyszeli, że muszą się oddalić od wagonów i nie zbijać w grupy. - Jak chciałam do kogoś podejść, no to od razu do mnie mówili, że nie grupujcie się, że nie stój obok mnie, no bo wiadomo, że drony celują tam, gdzie jest najwięcej osób - wspominała dziennikarka.
W miejscu, w którym stanął pociąg, nie było dworca. Anna Vozna ukryła się najpierw pod samochodem, a potem pod murem. Dronów nie widziała, ale je słyszała. Podobnie jak strzały oddawane przez grupy zwalczające bezzałogowce, a także wybuchy. Na końcu ataku były one silniejsze, gdyż po dronach spadały rakiety.
"Nie jestem gotowa po prostu, żeby wsiąść jeszcze raz do tego pociągu"
Dziennikarka jeszcze przed wyjazdem z Warszawy otrzymała powiadomienie na telefon, że Ukraina może zostać zaatakowana. - Wiedziałam, że może coś takiego się zdarzyć, natomiast nie wiedziałam, co będzie właśnie na tej trasie - powiedziała w TVN24.
Po ataku Anna Wozna i część pasażerów wsiadła z powrotem do wagonów. Inni postanowili dokończyć podróż na własną rękę. - Dostałam nowe powiadomienia na swój telefon, że alarm się skończył i już nie ma zagrożenia, więc wiedziałam, że już jest bezpiecznie i mogę kontynuować - relacjonowała.
Drony i rakiety ostatecznie nie uderzyły w pociąg, ale uszkodziły linie energetyczne, co spowodowało, że skład nie mógł ruszyć. Ich naprawienie zajęło kilka godzin. Po południu Anna Wozna dotarła do Kijowa. W drodze powrotnej do Warszawy reporterka zdecydowała się na podróż samochodem.
- Postanowiłam, że na razie nie jestem gotowa po prostu, żeby wsiąść jeszcze raz do tego pociągu. Chociaż wiadomo, że tą trasą jeżdżą politycy, wszyscy prezydenci. Natomiast uznałam, że po prostu nie da się już powtórzyć tego doświadczenia. Na razie nie jestem na to gotowa - przyznała w rozmowie na antenie TVN24.