|

Jak ogarniałem chaos i próbowałem wrócić do domu

Lotnisko w Bangkoku, 6 marca 2026 roku. Turyści w hali odlotów kilka dni po tym, jak USA zaatakowały Iran
Lotnisko w Bangkoku, 6 marca 2026 roku. Turyści w hali odlotów kilka dni po tym, jak USA zaatakowały Iran
Źródło: Giovanni Mereghetti/UCG/Universal Images Group via Getty Images
Budzą mnie słowa: "Trump zaatakował Iran". To ranek 28 lutego. Przecieram oczy, liczę... 4000 kilometrów. Wojna jest daleko, ale niemal dokładnie w połowie trasy między nami a domem. Trasy, którą mamy wracać z Azji już za tydzień. Jeszcze nie wiem, co nas czeka.Artykuł dostępny w subskrypcji

"Półwysep Arabski zamyka przestrzeń powietrzną. Nie wrócimy" - słyszę na tajlandzkich uliczkach w różnych językach, także po polsku.

Być może, ale tydzień to długo, za siedem dni może być po wszystkim. W Wenezueli wystarczyła jedna noc. Ale Ukraina... w tyle głowy mamy czwartą rocznicę rozpoczęcia "trzydniowej specjalnej operacji wojskowej". Zamiast gdybać, nakłaniam towarzyszy, by robić to, na co realnie mamy wpływ - szybki przegląd bezpieczeństwa.

Zanim rozdzwonią się telefony od bliskich, wykorzystujemy zapas sześciu godzin różnicy czasu między Tajlandią a Polską.

Spokój

Czytaj także: