W piątek amerykański myśliwiec F-15 został zestrzelony nad terytorium Iranu. Dwuosobowa załoga katapultowała się. Siły amerykańskie uratowały od razu uratowały pilota, natomiast drugi członek załogi został odnaleziony dopiero w sobotę. Pod koniec marca w irańskim ataku na amerykańską bazę Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej zniszczono najcenniejszy samolot wsparcia Sił Powietrznych USA Boeinga E-3 Sentry. Media wyceniają wartość maszyny na blisko 500 milionów dolarów.
W sobotnim programie "Wstajesz i Weekend" politolożka Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu była pytana o zdolności irańskich sił w kontekście zniszczeń ponoszonych przez amerykańskie wojsko.
Bryc stwierdziła, że "Trump robi sobie szkodę". - Przedstawia sytuację w kategoriach kompletnie propagandowych, mało mających wspólnego z rzeczywistością - oceniła. - Widać, że coś tu nie gra, ale w zasadzie od samego początku ci, którzy obserwują politykę międzynarodową także Donalda Trumpa, mówią: patrzmy na fakty, a nie na słowa prezydenta - dodała.
Oceniła, że całościowo koszty tej wojny zaczynają obciążać administrację Donalda Trumpa nie tylko pod kątem strat bojowych, ale też gospodarczo.
W tym miejscu wspomniała o wzrastających kosztach nawozu, które uderzają też w amerykańskich rolników. Zastanawiała się, czy USA oceniły koszty ataku na Iran. - Zakładam, że tak, tyle tylko, że decyzja była podejmowana pewnie przez Donalda Trumpa z kompletnym zignorowaniem potencjalnych konsekwencji - stwierdziła.
Bryc: państwa Zatoki Perskiej dostają za to, że są amerykańskimi sojusznikami
- Stany Zjednoczone, które kreowały się i ciągle się kreują na absolutne mocarstwo, które jest w stanie utrzymać globalną hegemonię, interwencję w Wenezueli są w stanie przeprowadzić, ale już z państwem, które ma znacznie większy kapitał polityczny, kulturowy i większy potencjał, sobie nie radzą - wyjaśniła.
- Pytanie w zasadzie sprowadza się do tego, czy państwa takie jak Rosja czy Chiny odczytają ten brak umiejętności rzucenia Iranu na kolana jako okno możliwości dla swoich własnych, egoistycznych agresji - zastanawiała się Bryc.
Bryc komentowała też sytuację arabskich sojuszników USA w Zatoce Perskiej. - Czują rozczarowanie tym, że bazy amerykańskie były instalowane w zamyśle podobnym, jaki ma Polska, czyli że lepiej mieć bazę amerykańską niż jej nie mieć, bo zawsze ta baza będzie pewnym assetem obronnym - stwierdziła.
Wyjaśniła, że tak się jednak nie stało. - Te państwa dostają i niszczony jest ich potencjał gospodarczy i infrastruktura krytyczna, za to, że są sojusznikami amerykańskimi - wytłumaczyła politolożka.
- Państwa Zatoki Perskiej zainwestowały w przyjaźń Donalda Trumpa miliardy dolarów i okazuje się, że te miliardy dolarów mogą być przepalone, bo jak przychodzi co do czego, Donald Trump uległ namowom strony izraelskiej, a był absolutnie odporny na argumenty ze strony państw Zatoki Perskiej i krajów arabskich, żeby tej wojny nie rozpoczynać - oceniła.
Dodała, że państwa w regionie mają świadomość, że są "uzależnione od pomocy amerykańskiej", a "ich amerykański sojusznik nie jest wobec nich lojalny".
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/ALEX BRANDON / POOL