TVN24 | Świat

Ciało 19-latki wisiało na sośnie głową w dół. Po 32 latach rodzice dowiedzieli się, że to ich zaginiona córka

TVN24 | Świat

Autor:
ww/adso
Źródło:
"La Repubblica", altoadige.it, ilpost.it, Rai News
Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób Evi dostała się do Portbou. Tam znaleziono jej ciało
Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób Evi dostała się do Portbou. Tam znaleziono jej ciałoGoogle Earth
wideo 2/7
Portbou

19-letina Evi Rauter zaginęła 3 września 1990 roku we Florencji. Ostatnia wiadomość, jaką zostawiła siostrze, to krótki liścik: "jadę do Sieny, wrócę później". Nie wróciła. Następnego dnia, 1000 kilometrów dalej, w hiszpańskim Portbou znaleziono ciało dziewczyny. Policjanci nie byli w stanie ustalić, kim jest. Po 32 latach, pod koniec kwietnia, mieszkankę północnych Włoch zaintrygował program telewizyjny o "nieznajomej dziewczynie z Portbou". Na zdjęciach zmarłej rozpoznała Evi. - Teraz przynajmniej wiemy, że nasza córka nie żyje. Bo przez te wszystkie lata nie wiedzieliśmy kompletnie nic - mówi ojciec Evi w wywiadzie dla "Rai News". Ale w jej samobójstwo nie wierzy. Podobnie jak hiszpańscy śledczy.

"Wzrost: 170 cm, włosy: kasztanowe, oczy: niebieskie, znaki szczególne: brak" - plakaty z opisem sylwetki Evi Rauter wisiały w wielu toskańskich miejscowościach przez całą jesień 1990 roku. Evi przyjechała tam na krótkie wakacje do swojej siostry, która studiowała wtedy we Florencji, i zaginęła z dnia na dzień.

Chciała pozwiedzać Toskanię

"Rauter była świeżo upieczoną absolwentką szkoły zawodowej w Merano (region Trydent-Górna Adyga - red.). Zdecydowała, że będzie pracować w pobliskim Bolzano, 11 września miała stawić się w zakładzie. Wcześniej jednak chciała spotkać się z siostrą i pozwiedzać Toskanię. Ślad po niej urywa się właśnie w tym regionie: między Florencją a Sieną" - opisuje portal altoadige.it.

3 września zjadły wspólne śniadanie. - Evi była spokojna, nie było w jej zachowaniu nic nadzwyczajnego. Wiedziałam, że chce pojechać do Sieny, ja szłam na uczelnię. Zostawiła liścik: "jadę do Sieny, wrócę później". Po południu nie martwiłam się więc, że jeszcze jej nie ma [w domu - red.]. Zaczęłam się bać wieczorem, a następnego dnia rano byłam już mocno przestraszona - mówiła Christine Rauter w rozmowie z portalem.

Zadzwoniła do rodziców, którzy przyjechali z ich rodzinnej miejscowości Lana (w regionie Trydent-Górna Adyga). Wspólnie zgłosili policji zaginięcie 19-letniej Evi. Przekazali funkcjonariuszom, że była ubrana w dżinsowe ogrodniczki, zieloną koszulkę i czarne sandały, a na ręku miała zapięty zegarek firmy Casio.

Dzień później - ciało nieznajomej na Costa Brava

Następnego dnia na wschodnim wybrzeżu Hiszpanii mieszkanka niewielkiej miejscowości Portbou wybrała się na poranny spacer. Przed godziną ósmą, na wysokiej sośnie rosnącej obok miejscowego cmentarza zauważyła ciało młodej dziewczyny. Zgłosiła to policji.

"Z raportu funkcjonariuszy dowiadujemy się, że denatka nie miała przy sobie dokumentów ani pieniędzy. Policjanci oszacowali jej wiek na około 25 lat, pobrali odciski palców i zrobili zdjęcia. Nie pobrali natomiast próbek DNA, bo w owym czasie w Hiszpanii nie było to jeszcze rutynową czynnością w śledztwach" - pisze portal ilpost.it.

Ciało dziewczyny znaleziono na tym wzgórzu, wisiało na jednej z sosen, niedaleko cmentarza w Portbou

Przez kolejne lata hiszpańskim służbom nie udało się ustalić tożsamości zmarłej dziewczyny. Ciało znalezione na wybrzeżu pochowano w anonimowym grobie, a po kilku miesiącach policja z Costa Brava zamknęła sprawę, uznając, że nieznajoma popełniła samobójstwo - brakowało dowodów na jakąkolwiek inną wersję wydarzeń.

W międzyczasie we Włoszech trwały poszukiwania Evi. Każdy trop prowadził jednak w ślepą uliczkę. W maju 2011 roku rodzice dziewczyny, wyczerpani poszukiwaniami córki, złożyli w sądzie w Bolzano wniosek o oficjalne uznanie jej za zmarłą. Sędzia przychylił się do wniosku.

Hiszpański materiał pokazała austriacka telewizja. Zobaczyła go Włoszka. I rozpoznała Evi

W kwietniu tego roku hiszpański dziennikarz Carlo Porta postanowił przyjrzeć się historii "dziewczyny z Portbou" (z biegiem czasu zaczęto w ten sposób określać tę nierozwiązaną sprawę z lat 90.). Stworzył krótki materiał o nieznajomej i wyemitował go w swoim programie "Crims". Postanowił, że wyśle go też do redakcji austriackiej telewizji ATV. Dlaczego? Bo przeglądając stare akta sprawy, natknął się na policyjną notatkę, według której w dzień odnalezienia zwłok, nieopodal sosny, grupa sześciu turystów z Austrii miała rozbity namiot. W 1990 roku wszyscy jednogłośnie zaprzeczyli jakoby mieli cokolwiek wspólnego ze sprawą śmierci Evi.

Mimo tego hiszpański dziennikarz doszedł do wniosku, że emisja jego materiału może mieć sens, tym bardziej, że rodzinna miejscowość dziewczyny, Lana, leży w północnej części regionu Trydent-Górna Adyga. To zaledwie kilkanaście kilometrów od granicy z Austrią, język niemiecki jest tam językiem ojczystym dla ponad 90 procent mieszkańców, włoski - zaledwie dla ośmiu procent.

Pomysł Carlo Porty okazał się doskonały. 25 kwietnia materiał pokazał austriacki program "Ungelöst". Szczęśliwym trafem obejrzała go mieszkanka Lany, która była w tym czasie na krótkich wakacjach w Wiedniu. Rozpoznała dziewczynę z sąsiedztwa i skontaktowała się z redakcją austriackiej ATV, która z kolei powiadomiła o wszystkim państwa Rauter.

Ogrodniczki, sandały i zegarek widniały w raportach obu krajów. Zabrakło komunikacji

W ubiegłym tygodniu krewni Evi potwierdzili, że rzeczy znalezione przy ciele w Hiszpanii to rzeczy ich córki. "Rozpoznali ciuchy, buty i zegarek" - poinformował we wtorek włoski dziennik "La Repubblica".

Zielone ogrodniczki, czarne sandały i zegarek casio. Przecież informowali włoską policję, że Evi miała je na sobie, kiedy wyszła od siostry. Hiszpańskie służby też miały je na zdjęciach i we wszystkich raportach sporządzonych po odnalezieniu zwłok nieznajomej dziewczyny.

- Zabrakło komunikacji, współpracy międzynarodowej pomiędzy służbami. Zaginięcie było zgłoszone we Włoszech, odnalezienie zwłok zostało zarejestrowane w Hiszpanii. To ewidentny przypadek zaniedbania - podsumowuje hiszpański dziennikarz Carlo Porta. I dodaje, że obie sprawy widniały również jako zgłoszone do rejestru Interpolu.

Czyste stopy dziewczyny, brak śladów wspinaczki

Mimo że wiadomo już, jaki tragiczny koniec spotkał 19-latkę, okoliczności jej śmierci nadal pozostają niejasne. - Teraz przynajmniej wiemy, że nasza córka nie żyje. Bo przez te wszystkie lata nie wiedzieliśmy kompletnie nic - mówi Hermann Rauter, ojciec Evi we wtorkowym wywiadzie dla "Rai News".

Rodzina zastrzega jednak, że nie wierzy w wersję, w której Evi miałaby popełnić samobójstwo. Podobnie zresztą uważali śledczy (mimo że sprawę ostatecznie zamknięto w 1990 roku jako śmierć bez udziału osób trzecich, ze względu na brak dowodów).

"Ustalenia policjantów, którzy pracowali na miejscu, jak również wyniki badań lekarza medycyny sądowej, nie wskazywały jednoznacznie na samobójstwo: na ciele, w tym na stopach dziewczyny nie widniały ślady sugerujące, żeby chodziła wcześniej wokół terenu drzewa lub po samym drzewie, wisiała głową w dół, a węzeł, jakim zamocowano linę, wydawał się być wykonany przez 'profesjonalistę'" - relacjonuje portal ilpost.it.

Ekshumacja zwłok i ponowne oględziny ciała zmarłej są już niemożliwe. Przez ostatnie lata znajdowały się w anonimowym, a później masowym grobie na hiszpańskim cmentarzu i uległy znacznemu rozkładowi.

Na hiszpańskie śledztwo jest już za późno

Jak Evi dotarła do Portbou? Czy dojechała tam sama? Hiszpańscy śledczy raczej nie będą już szukali odpowiedzi na te pytania. Od śmierci Rauter minęło ponad 30 lat. Według hiszpańskiego prawa sprawy zabójstw ulegają przedawnieniu po 30 latach od zdarzenia, więc na wznowienie śledztwa nie ma szans. Jest to natomiast możliwe we Włoszech. Na razie rodzina nie zdecydowała jeszcze, czy zdecyduje się na taki krok.

Hiszpańska Straż Obywatelska (Guardia Civil) rozpoczęła proces oficjalnej identyfikacji zwłok dziewczyny. - My wiemy, że to Evi, ale nie mamy jeszcze żadnych policyjnych dokumentów, które by to potwierdziły - podsumowała we wtorek jej siostra w rozmowie z włoską agencją informacyjną AGI.

Austriacka telewizja ATV namierzyła trzy z sześciu osób, które biwakowały w 1990 roku na Costa Brava, ale wszystkie twierdzą, podobnie jak 32 lata temu, że nie mają nic wspólnego ze śmiercią dziewczyny.

Portbou - panorama miejscowości

Autor:ww/adso

Źródło: "La Repubblica", altoadige.it, ilpost.it, Rai News

Źródło zdjęcia głównego: Google Maps

Pozostałe wiadomości