TVN24 | Świat

"To jest premier, który podczas pandemii wymykał się ze spotkań, aby wybrać tapetę za 840 funtów za rolkę"

TVN24 | Świat

Aktualizacja:
Autor:
momo//now,
mtom
Źródło:
Reuters, PAP

Brytyjska Komisja Wyborcza wszczęła dochodzenie w sprawie kosztownego remontu rezydencji mieszkalnej premiera na Downing Street. W uzasadnieniu podkreślono, że istnieją podstawy, by podejrzewać, że popełniono przestępstwo. Kontrowersje wzbudza kwestia sfinansowania renowacji, która miała kosztować 200 tysięcy funtów.

Po wprowadzeniu się na Downing Street latem 2019 roku Boris Johnson i jego narzeczona Carrie Symonds przeprowadzili gruntowną renowację mieszkalnej części rezydencji, która miała kosztować 200 tysięcy funtów. Jednak brytyjski premier na pokrycie wydatków mieszkaniowych dostaje jedynie 30 tysięcy funtów rocznie. Pojawiło się zatem pytanie, kto sfinansował remont.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

Komisja Wyborcza już w marcu zwróciła się do Partii Konserwatywnej w celu uzyskania wyjaśnień na temat prac remontowych przeprowadzonych w mieszkaniu zajmowanym przez Johnsona, ale w środę ogłosiła, że przyjrzy się, czy jakiekolwiek transakcje związane z nimi zostały prawidłowo zgłoszone.

"Istnieją uzasadnione podstawy, by podejrzewać, że mogło dojść do przestępstwa lub przestępstw" – poinformowała Komisja Wyborcza. "Będziemy zatem prowadzić formalne dochodzenie, by ustalić, czy rzeczywiście tak się stało" – dodano. Jak zwraca uwagę Agencja Reutera, jeśli Komisja ustali, że popełniono przestępstwo i będą na to wystarczające dowody, będzie mogła nałożyć grzywnę lub skierować sprawę na policję.

Rzeczniczka prasowa Borisa Johnsona oświadczyła, że śledztwo Komisji w sprawie finansowania remontu rezydencji na Downing Street to sprawa rządzącej Partii Konserwatywnej, a nie premiera. - Uważam, że to sprawa Partii Konserwatywnej, jako partii politycznej. Premier nie został poproszony o żadne informacje, ale oczywiście zarówno on, jak i rząd z przyjemnością będą współpracować, jeśli zostaną o to poproszeni – powiedziała dziennikarzom na środowej konferencji prasowej. Jak dodała, według Partii Konserwatywnej, "wszystkie darowizny podlegające zgłoszeniu zostały w przejrzysty i prawidłowy sposób zadeklarowane i opublikowane przez Komisję Wyborczą".

Johnson od kilku dni jest pod coraz większą presją, by wyjaśnił w jasny sposób, w jaki sposób prace remontowe zostały sfinansowane. W piątek główny doradca Johnsona Dominic Cummings zarzucił mu, że chciał, aby to darczyńcy Partii Konserwatywnej potajemnie sfinansowali remont. Z kolei dziennik "Daily Mail" ujawnił, że konserwatywny członek Izby Lordów lord Brownlow miał w 2020 roku przekazać 58 tysięcy funtów na rzecz partii na pokrycie wydatków związanych z renowacją.

Choć otrzymywanie darowizn nie jest niezgodne z prawem, politycy muszą je zadeklarować, aby opinia publiczna mogła widzieć, kto dał im pieniądze i czy miało to jakikolwiek wpływ na ich decyzje.

Johnson: sam pokryłem koszty

Kwestia remontu była też głównym wątkiem podczas cotygodniowej środowej sesji poselskich pytań do szefa rządu. Lider opozycyjnej Partii Pracy Keir Starmer kilka razy zapytał o to Johnsona, przypominając mu, że od członka rządu, który wprowadza w błąd parlament, oczekuje się złożenia rezygnacji.

Starmer naciskając na wyjaśnienie tej kwestii zapytał premiera, czy koszty remontu na początku zostały pokryte przez podatnika, Partię Konserwatywną, prywatnego darczyńcę czy samego Johnsona. - Odpowiedź brzmi: sam pokryłem koszty. W pełni zastosowałem się do kodeksu postępowania, a urzędnicy doradzali mi w tej całej sprawie - odparł Johnson, nie wyjaśniając jednak, czy od razu sam za wszystko zapłacił, czy też na początku remont został sfinansowany z dotacji lub pożyczki, a później zwrócił te pieniądze.

To jest premier, który podczas pandemii wymykał się ze spotkań, aby wybrać tapetę w cenie 840 funtów za rolkę. Dlaczego premier po prostu nie powie, kto zapłacił za remont?

- Ale sądzę, że ludzie uznają to za absolutnie dziwaczne, że skupia się on [Starmer – red.] na tej kwestii, podczas gdy ludzie chcą wiedzieć, jakie plany rząd może mieć na poprawę ich życia w tym kraju – dodał brytyjski premier.

Starmer oskarżył rząd, że jest "pogrążony w korupcji, kumoterstwie i skandalach". - To jest premier, który podczas pandemii wymykał się ze spotkań, aby wybrać tapetę w cenie 840 funtów za rolkę (około 4,5 tysiąca złotych). Dlaczego premier po prostu nie powie, kto zapłacił za remont? – pytał szef opozycji.

"Naprawdę musimy wiedzieć, kto dał pieniądze"

Opozycyjna Partia Pracy we wtorek wprost zarzuciła Johnsonowi, że skłamał w sprawie renowacji rezydencji. - Naprawdę musimy wiedzieć, kto udzielił pożyczki, kto dał pieniądze, ponieważ musimy wiedzieć, wobec kogo premier jest lojalny. Mówiąc szczerze, on wczoraj skłamał. To nie było wystarczająco dobre (wyjaśnienie – red.) – powiedział BBC Jonathan Ashworth, który w laburzystowskim gabinecie cieni jest odpowiednikiem ministra zdrowia. W podobnym tonie wypowiedziała się zastępczyni lidera partii Andrea Rayner.

Sądzę, że ludzie uznają to za absolutnie dziwaczne, że skupia się on na tej kwestii, podczas gdy ludzie chcą wiedzieć, jakie plany rząd może mieć na poprawę ich życia w tym kraj

Tymczasem kolejna w ostatnich tygodniach niejasność w sprawach finansowych w rządzie coraz bardziej przekłada się na jego postrzeganie przez wyborców.

Jak wynika z sondażu opublikowanego we wtorek przez dziennik "The i", nieco ponad tydzień przed lokalnymi wyborami w Anglii, Walii oraz Szkocji, 50 procent ankietowanych zgadza się ze stwierdzeniem, że w rządzie istnieje kultura korupcji, podczas gdy przeciwnego zdania jest tylko 11 procent. Nawet wśród wyborców Partii Konserwatywnej więcej badanych zgodziło się z tym stwierdzeniem, niż nie zgodziło.

Zła prasa

Kosztowny remont to niejedyna kontrowersja, z jaką musi mierzyć się w ostatnim czasie Boris Johnson. Premier Wielkiej Brytanii nie ma w ostatnim czasie zbyt dobrej prasy. Brytyjskie media przytaczają jego słowa, z których wynika, że był on niechętny wprowadzaniu lockdownu w kraju, nawet kosztem wzrostu liczby ofiar pandemii.

Koronawirus w Wielkiej BrytaniiShutterstock

Dziennik "Daily Mail" napisał w poniedziałek, że w październiku 2020 roku podczas narady na Downing Street Boris Johnson miał powiedzieć: "Nigdy więcej pieprzonych blokad – niech ciała piętrzą się w tysiącach", choć wkrótce później ostatecznie wprowadził drugi lockdown, a na początku stycznia bieżącego roku – trzeci. Johnson zaprzeczył, by wypowiedział te słowa.

Tymczasem we wtorek kolejne dowody na spory w rządzie wokół lockdownu przyniósł "The Times". Według tej gazety, Johnson przekonywał we wrześniu ubiegłego roku, iż nie ma dowodu, by blokady działały i raczej "pozwoli [koronawirusowi – red.] działać z pełną siłą" niż wprowadzać lockdown, który wyrządzi szkody ludziom i firmom. Tych słów rzecznik Johnsona nie zdementował w jasny sposób. - Widziałem różne doniesienia i spekulacje, które zniekształcają działania premiera. Przez cały czas koncentrował się on na ratowaniu życia i środków do życia – oświadczył.

Autor:momo//now, mtom

Źródło: Reuters, PAP