Zgubili się w gęstej mgle i weszli prosto na separatystów. "Ośmiu naszych w niewoli"

TVN24

MON UkrainySytuacja na lotnisku jest niejasna

Gęsta mgła zalegająca nad Donieckiem przez ostatnie dwa poranki doprowadziła do niemałego zamieszania na linii frontu. Separatyści twierdzą, że odparli duży atak ukraińskiego wojska, niszcząc szereg czołgów i biorąc do niewoli dowódcę brygady. Ukraińcy o niczym takim nie mówią, ale przyznają, że grupa ich żołnierzy „zgubiła się w mgle” i weszła prosto na pozycje wroga.

Sytuacja na lotnisku w Doniecku pozostaje niejasna. Obie strony walk wydają sprzeczne z sobą komunikaty. Ukraińskie wojsko twierdzi, że kontroluje Nowy Terminal, który od miesięcy jest bastionem „cyborgów” i nadal udaje się do niego dostarczać zaopatrzenie. Separatyści utrzymują coś wręcz odwrotnego. Według nich cały teren lotniska jest oczyszczony z wojska i trwa powolna ofensywa na okoliczne miejscowości, z których Ukraińcy wspierali "cyborgów". „Desperackie” próby ataku w kierunku Nowego Terminala mają być odpierane.

Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżutvn24
wideo 2/35

Zagubieni we mgle

Jedyną pewną informacją dotyczącą ostatniej doby wydaje się być ta podana przez Jurija Biriukowa, doradcę prezydenta Petra Poroszenki odpowiedzialnego za zbieranie środków na wsparcie sił biorących udział w „operacji antyterrorystycznej” w Donbasie (ATO). Przez ostatnie dni donosił o sukcesach wojska, ale we wtorek wieczorem wyjątkowo poinformował o porażce, przez co informację można uznać za pewną. Według jego opisu, we wtorek wczesnym ranem grupa żołnierzy wojsk aeromobilnych (nazywanych też czasem komandosami, choć to określenie na wyrost; w krajach byłego ZSRR wszystkich żołnierzy jednostek powietrznodesantowych uznaje się za elitarnych) samowolnie udała się w kierunku donieckiego lotniska, chcąc pomóc jego obrońcom. Nad okolicą zalegała gęsta mgła, ograniczająca widoczność do 20-30 metrów. - Musieli iść prosto betonowym pasem. Nie mieli przewodnika. No i się zgubili, poszli trochę za bardzo w lewo i nie trafili o jakieś 800 metrów. Weszli prosto na zgrupowanie separatystów. Wywiązała się walka, byli zabici i ranni. Ośmiu naszych trafiło do niewoli. Pewnie nikt się oficjalnie nie przyzna, ale nie sposób teraz temu zaprzeczyć. Mają nazwiska i ich dokumenty - napisał na portalu społecznościowym Biriukow. Prezydencki doradca we wpisie dał też upust swojej złości, że w ogóle dochodzi do tego rodzaju sytuacji i dowódcy najwyraźniej nie panują nad swoimi ludźmi.

Inna wizja rzeczywistości

We wtorek wieczorem separatyści z Doniecka przedstawili trochę inną wizję wydarzeń poprzedniego dnia. Na konferencji prasowej ich dowódca Ołeksandr Zacharczenko wystąpił w towarzystwie trzech młodych mężczyzn, przedstawianych jako pojmani ukraińscy żołnierze. Oznajmił przy tym, że „desperacki” atak kolumny pancernej Ukraińców na lotnisko został odparty z dużymi stratami dla napastników. Separatyści twierdzą, że rozbili w puch 93. Brygadę Zmechanizowaną, która tworzyła zasadniczą część natarcia. Pojmany miał zostać między innymi jej dowódca Oleg Mikats, znany aktywista Prawego Sektora. Nie został on jednak pokazany na konferencji prasowej. Jest wątpliwe, aby w rzekomym ataku brała udział cała brygada, która nominalnie liczy około trzech tysięcy żołnierzy i ponad sto pojazdów opancerzonych. Ukraińskie wojsko od dawna nie jest w stanie zebrać takich sił do ataków w jednym miejscu i raczej naciera mniejszymi częściami brygad w miarę tego, kiedy staną się dostępne. Występujący na konferencji prasowej domniemani żołnierze mówili, że dotarli pod Donieck zaledwie w poniedziałek i po krótkim odpoczynku, bez żadnej znajomości terenu, zostali popchnięci do ataku w kierunku „jakiegoś mostu”. Ich kolumna składająca się z czołgów i wozów opancerzonych miała się szybko dostać pod ostrzał. Kilka pojazdów stanęło w ogniu, a kilka zostało uszkodzonych i unieruchomionych.

Rosyjska ingerencja?

Nie wiadomo ile prawdy jest w oświadczeniach separatystów i na ile autentyczne są wypowiedzi mężczyzn przedstawianych jako jeńcy. W wojnie w Donbasie propaganda jest jednym z najważniejszych narzędzi walki. Obie strony twardo twierdzą, że kontrolują lotnisko i odnoszą zwycięstwa nad wrogiem. Obie twierdzą, że muszą walczyć z „zagranicznymi” lub „rosyjskimi” najemnikami. We wtorek ukraińskie władze poinformowały na dodatek, że po raz pierwszy od przełomu sierpnia i września na froncie pojawiły się regularne oddziały rosyjskie. Miały nagle pojawić się na tyłach wojsk Ukrainy na północ od Ługańska, nacierając drogą z Lisiczańska. Andrij Łysenko, rzecznik ATO, oznajmił, że atak Rosjan został zatrzymany. - Działania armii rosyjskiej naruszają zapisy rozejmu, podpisanego 5 września 2014 roku w Mińsku - podkreślił podczas konferencji rzecznik operacji antyterrorystycznej. Wcześniej ukraińskie doniesienia mówiły o obecności żołnierzy Federacji Rosyjskiej na terenach Donbasu kontrolowanych przez rebeliantów, jednak w relacjach z konfliktu wspominano jedynie o walkach z separatystami, a nie z regularnymi oddziałami wojskowymi podlegającymi władzom w Moskwie.

Autor: mk/ja / Źródło: Hromadske.tv, tvn24.pl

Tagi:
Raporty: