Trump zszedł do schronu pod Białym Domem. "Byłem tam przez krótką chwilę, to była bardziej inspekcja"

TVN24 | Świat

Autor:
ft/dap
Źródło:
CBS News, CNN, BBC, PAP

To była bardziej inspekcja - powiedział Donald Trump, dopytywany o medialne doniesienia, jakoby w trakcie protestów w Waszyngtonie schował się w podziemnym schronie pod Białym Domem. Prezydent USA dodał, że był tam "przez krótką chwilę", a rozpowszechniane przez amerykańskie media informacje określił jako "fałszywe". 

George Floyd, 46-letni Afroamerykanin, zmarł 25 maja w Minneapolis, gdy w czasie zatrzymania za domniemaną próbę zapłacenia fałszywym 20-dolarowym banknotem policjant przygniótł go do ziemi i przez prawie dziewięć minut klęczał na jego szyi. Floyd nie był uzbrojony. Na wideo słychać, jak skarżył się, że nie może oddychać. Pojawienie się w sieci tego nagrania wywołało demonstracje i zamieszki, które ogarnęły całą Amerykę. Protesty organizowane są też w innych krajach.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

Donald Trump: to była bardziej inspekcja

Amerykańskie media na początku tygodnia doniosły, że podczas demonstracji przed Białym Domem prezydent Donald Trump został zaprowadzony przez służby bezpieczeństwa do podziemnego schronu. Tak podała w poniedziałek agencja AP, powołując się na źródła w administracji. Wcześniej napisał o tym "New York Times".

Według Associated Press Trump był w schronie przez około godzinę. Źródła AP utrzymywały, że prezydent był wstrząśnięty i poważnie obawiał się o swoje bezpieczeństwo.

Opisywaną przez media w USA sytuację sam Trump w środowym wywiadzie dla Fox News nazywał "fałszywymi doniesieniami". - Zszedłem na dół w ciągu dnia i byłem tam przez krótką chwilę, to była bardziej inspekcja - oświadczył. Pytany, czy poprosiły go o to służby bezpieczeństwa, zaprzeczył.

W sobotę Trump na Twitterze chwalił postawę Secret Service oraz groził, że na tych, którzy przełamią kordon przed Białym Domem, czekają "najwścieklejsze psy i najbardziej złowieszcza broń", jaką kiedykolwiek widział.

Rzecznika Białego Domu: gest prezydenta jak wizyta Churchilla po bombardowaniu Londynu

W poniedziałek Trump przeszedł z Białego Domu pod episkopalny kościół św. Jana, w którym w nocy z niedzieli na poniedziałek podpalono piwnicę. Media informowały później, że aby utorować drogę prezydenckiej świcie, policja siłą rozpędziła demonstrantów. W środę Trump zaprzeczył, jakoby służby "użyły gazu łzawiącego". Policja również temu zaprzeczyła. Przyznała jednak, że użyła "kulek z gazem pieprzowym".

W środę rzecznika Białego Domu Kayleigh McEnany porównała wizytę Donalda Trumpa w podpalonym kościele, do inspekcji dokonanej przez Winstona Churchilla na gruzach zbombardowanego Londynu podczas II wojny światowej. - Wielokrotnie w historii świata widzieliśmy przywódców, którzy dokonywali symbolicznych, ważnych dla narodu gestów, które miały nieść przesłanie determinacji i wytrzymałości - mówiła McEnany.

Rzecznika jako takie przykłady przywołała inspekcje, jakiej po bombardowaniu Londynu w czasie II wojny światowej dokonał premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill oraz rzut piłką baseballową inaugurujący pierwszy mecz amerykańskiej ligi po zamachach na World Trade Center dokonany przez ówczesnego prezydenta USA George'a W. Busha.

- Również dla tego prezydenta ważne było, by wysłać przekaż, że buntownicy, szabrownicy i anarchiści nie zwyciężą. A palące się kościoły nie są tym, czym jest Ameryka - dodała.

Protesty w Waszyngtonie

W ostatnich dniach pod Białym Domem dochodziło do demonstracji przeciw Donaldowi Trumpowi. Wznoszone są hasła krytykujące prezydenta USA. W weekend pokojowe początkowo manifestacje przeradzały się po zmroku w rozruchy, podczas których dochodziło do plądrowania sklepów i niszczenia mienia. Zdecydowana większość demonstrantów w Waszyngtonie odcina się jednak od tych aktów wandalizmu.

Na ulicach amerykańskiej stolicy rozlokowano oddziały Gwardii Narodowej, ściągnięto je m.in. z Ohio i Utah. Część służb bezpieczeństwa, strzegących porządku w Waszyngtonie, na mundurach nie ma żadnych widocznych znaków rozpoznawczych.

W środę dostępu do Białego Domu od północy blokują m.in. oddziały z flagami Teksasu na mundurach. Funkcjonariusze ci nie odpowiadają na pytania mediów, do jakich służb przynależą i kto jest ich dowódcą.

Nowe zarzuty po śmierci George'a Floyda

W środę wieczorem biuro prokuratora generalnego Minnesoty, które prowadzi dochodzenie, postawiło zarzuty trzem kolejnym, byłym funkcjonariuszom biorącym udział w zatrzymaniu George’a Floyda. Thomas Lane, Tou Thao oraz Alexander Kueng zostali oskarżeni o współudział oraz podżeganie do popełnienia morderstwa drugiego stopnia.

Prokuratura stanowa zmieniła także kwalifikację czynu głównego oskarżonego Dereka Chauvina, który uciskał na szyję zatrzymanego, co w konsekwencji miało doprowadzić do jego śmierci. Został on oskarżony o morderstwo drugiego, co oznacza morderstwo, wobec którego istnieją dowody, że zostało dokonane ze świadomością konsekwencji czynu, ale nie było planowane. Za jego popełnienie grozi do 40 lat pozbawienia wolności, czyli o 15 lat więcej niż za morderstwo trzeciego stopnia, o które był początkowo oskarżany.

CZYTAJ WIĘCEJ: NOWE ZARZUTY PO ŚMIERCI GEORGE'A FLOYDA >>>

Zamieszki nie ustają

Śmierć George'a Floyda stała się zapalnikiem, który doprowadził do wybuchu masowych protestów przeciw brutalności policji i nierównościom społecznym w Stanach Zjednoczonych. Tysiące demonstrantów od ośmiu dni zbierają się w wielu miastach Ameryki.

CZYTAJ WIĘCEJ: EMRERYTOWANY POLICJANT ZGINĄŁ, GDY BRONIŁ LOMBARDU PRZYJACIELA >>>

Często pokojowe protesty przeradzają się jednak w zamieszki i starcia z funkcjonariuszami. Pojawiły się grupy, które plądrowały sklepy i podpalały radiowozy. Prowadząca relacje na żywo brytyjska telewizja BBC podała, że w czasie protestów w Saint Louis w stanie Missouri czterech policjantów zostało ostrzelanych. Jeden funkcjonariusz policji został postrzelony podczas wymiany ognia w centrum Las Vegas w Nevadzie - informuje tamtejsza policja.

Protesty nie ustają mimo apeli władz o spokój. Zaapelowała o to także rodzina Floyda.  

Autor:ft/dap

Źródło: CBS News, CNN, BBC, PAP