"Frankfurter Allgemeine Zeitung" analizuje, że decyzja Pentagonu o ograniczeniu liczby żołnierzy USA w Niemczech w ciągu maksymalnie roku "oznacza cofnięcie wzmocnienia, do którego doszło za prezydentury [poprzedniego prezydenta USA] Joego Bidena" po rozpoczęciu przez Rosję szerokiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Dziennik odnotowuje, że równocześnie "prawdopodobnie anulowana zostanie planowana instalacja amerykańskich rakiet średniego zasięgu w Niemczech", co uzgodnili w 2024 roku Biden i ówczesny kanclerz Niemiec Olaf Scholz. Plany dotyczyły między innymi pocisków Tomahawk.
"FAZ" przypomina, że liczba amerykańskich żołnierzy w RFN "regularnie się zmienia ze względu na rotacje i ćwiczenia", a Niemcy są drugim po Japonii krajem pod względem liczebności sił amerykańskich stacjonujących poza USA.
"Jedną z najważniejszych baz jest lotnicza w Ramstein, będąca kluczowym węzłem logistycznym dla Europy i Bliskiego Wschodu. W Landstuhl znajduje się największy amerykański szpital wojskowy poza USA. W Grafenwoehr mieści się największy poligon wojskowy USA poza krajem. W Stuttgarcie znajdują się [amerykańskie] dowództwa EUCOM i AFRICOM, a w Wiesbaden - dowództwo wojsk lądowych USA w Europie" - wylicza dziennik z Frankfurtu nad Menem.
W relacjach Trumpa z Merzem "zakończył się etap przyjaźni"
Decyzja o wycofaniu części wojsk oznacza "pogorszenie relacji niemiecko-amerykańskich i może mieć odczuwalne skutki dla regionów, których to dotyczy" - ocenia "FAZ". Przypomina, że relacje między Trumpem a Merzem "w ciągu kilku dni gwałtownie się pogorszyły w związku z wojną w Iranie".
Monachijski dziennik "Sueddeutsche Zeitung" pisze, że do tej pory Trump i Merz "sprawiali wrażenie, że darzą się wzajemnym szacunkiem jako (...) osoby mówiące wprost i szczerze". "Tymczasem wydaje się, że odkąd zaczęli bez ogródek komentować nawzajem swoje działania dotyczące Iranu, w ich relacjach zakończył się etap przyjaźni" - ocenia "SZ".
Według gazety żaden z nich "nie zachowuje się odpowiedzialnie". "Merz postawił sobie dwa cele: występować zdecydowanie wobec prezydenta USA i zarazem utrzymać go, nawet kosztem nadmiernych uprzejmości, jako niezbędnego sojusznika Niemiec i NATO. (...) [Wygłoszona przez Merza - red.] krytyka Stanów Zjednoczonych, nawet jeśli trafna pod względem merytorycznym, służy co najwyżej jednemu z tych celów" - przekonuje "SZ".
Dziennik zauważa, że Scholz, poprzednik Merza, "zawsze starannie dobierał słowa i zapewne powstrzymałby się od takiej wypowiedzi". W relacjach z "narcystycznym" prezydentem USA "bezpośredniość Merza jest nierozsądna".
"Nie ma pewności", czy NATO "poradzi sobie z obecnymi wstrząsami"
"Sueddeutsche Zeitung" pisze, że NATO "pozostaje bezsprzecznie użyteczne i skuteczne, ale nie ma pewności, czy poradzi sobie z obecnymi wstrząsami".
"Za pogłębiające się oddalenie odpowiada przede wszystkim Trump, który traktuje sojuszników jak wasali i wciąż szuka dowodów na potwierdzenie swojej tezy, że kraje europejskie są bezużytecznymi darmozjadami. Jednocześnie widać, że wojna z Iranem znacząco osłabiła gotowość Europejczyków do powściągliwości w wypowiedziach" - stwierdza.
Zdaniem dziennika Trump "najwyraźniej bardzo osobiście odebrał" krytykę Merza pod adresem USA, także dlatego, że w słowach kanclerza "zapewne było więcej niż ziarnko prawdy". "Ponieważ obecny prezydent USA kieruje się w dużej mierze osobistymi sympatiami i antypatiami, a te potrafią zmieniać się z minuty na minutę, Merz ma teraz problem, a wraz z nim Niemcy i Europa" - dodaje.
"Nie można jednak wykluczyć, że istotną rolę odegrała także rozmowa telefoniczna, którą Donald Trump odbył w tygodniu z [przywódcą Rosji] Władimirem Putinem. Trump określił ją jako 'długą' i 'dobrą', dodając, że zaproponował Putinowi zawieszenie broni (...) Niewykluczone, że w zamian za taki krok Putin zażądał czegoś, co Trump i tak już rozważał: redukcji liczebności amerykańskich żołnierzy w Europie" - spekuluje "SZ". Podkreśla przy tym, że Trump mówił ostatnio także o możliwości wycofania wojsk USA z Włoch i Hiszpanii.