Pół miliona dolarów kaucji dla byłego policjanta oskarżonego o zabójstwo George'a Floyda

TVN24 | Świat

Autor:
tas,ft
Źródło:
BBC, PAP
TVN24Profesor Lewicki o zamieszkach w USA

Gwałtowne protesty w kolejnych amerykańskich miastach po śmierci George'a Floyda, który zmarł podczas policyjnej interwencji w Minneapolis. - W tej chwili mamy do czynienia nie z oburzeniem, ale z wykorzystywaniem tej sytuacji do zamieszek - uważa amerykanista, profesor Zbigniew Lewicki.

Zarzewiem protestów stała się sprawa 46-letniego, czarnoskórego George'a Floyda, który zmarł w trakcie zatrzymania przez policję w Minneapolis. W poniedziałek do internetu trafiło nagranie, na którym widać, jak jeden z policjantów brutalnie przyciska mężczyźnie kolanem szyję do ziemi, nie reagując na jego krzyki, że nie może oddychać. Wkrótce zatrzymany mężczyzna zmarł.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

Policjanci biorący udział w zatrzymaniu Floyda zostali zwolnieni ze służby, a FBI wszczęło w ich sprawie dochodzenie. W piątek jednego z nich aresztowano i postawiono zarzut morderstwa. Jak przekazał portal CNN, oskarżony o morderstwo Derek Chauvin obecnie znajduje się w więzieniu hrabstwa Ramsey w St. Paul w stanie Minnesota. Sąd ustalił kaucję na 500 tysięcy dolarów. 

"Wykorzystywanie tej sytuacji do zamieszek"

Sytuacje w Stanach Zjednoczonych komentował w TVN24 amerykanista, profesor Zbigniew Lewicki z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. - Poziom oburzenia jest zrozumiały. To, co zrobił ten policjant, jest niewybaczalne. Został wyrzucony ze służby, postawiono mu zarzut morderstwa - mówił. Jego zdaniem, "w tej chwili mamy jednak do czynienia nie z oburzeniem, ale z wykorzystywaniem tej sytuacji do zamieszek, co się wielokrotnie w USA zdarzało".

- Bardzo wiele osób, które protestują, to nie są ludzie oburzeni, tylko ludzie, którzy chcą wykorzystać sytuację, rabować sklepy, podpalać - zaznaczył. Dodał, że teraz "nie mówimy o oburzeniu, mówimy o rozruchach na tle rasowym, które zostały wywołane tym, co się stało".

Zdaniem profesora Lewickiego "to wydarzenie uruchomiło to, co jest obecne w Ameryce, czyli napięcia rasowe". - Z dużym podziwem patrzę, jak większość tego kraju uporała się z uprzedzeniami rasowymi. Pół wieku temu było nie do pomyślenia, żeby czarny Amerykanin wygrał jakiekolwiek wybory - zaznaczył i dodał, że zwycięstwo Baracka Obamy pokazuje, że "większość obywateli uporała się z uprzedzeniami rasowymi".

- Pozostała część, jest nadal - i to w obydwie strony - bardzo mocno uprzedzona rasowo. To co ten policjant, jak również jego wielu kolegów, wcześniej i obawiam się, że także i później, zrobili, to jest tylko wierzchołek góry lodowej. Wzajemna nienawiść jest oczywista - powiedział.

"Widzieliście, co stało się w Minneapolis. To przyjdzie do Waszyngtonu"

Śmierć Floyda wywołała falę protestów w Minneapolis. Mimo ogłoszonej godziny policyjnej czwartą noc z rzędu tłumy wyszły na ulice. By uspokoić demonstrujących, policja użyła gazu łzawiącego. Lokalne media donosiły, że splądrowano budynek poczty. Podczas poprzednich nocy obrabowano wiele sklepów.

Protesty przeniosły się także do innych amerykańskich miast. BBC poinformowała w sobotę po południu, że z powodu protestów wzmocniono ochronę Białego Domu w Waszyngtonie, gdzie dziesiątki ludzi zebrały się na pobliskim placu Lafayette. "Bez sprawiedliwości nie ma pokoju", "Nie zabijajcie nas" - wznoszono okrzyki. Stołeczni policjanci byli zniesławiani. Dochodziło do przepychanek. Niektórzy z czarnoskórych demonstrantów wznosili w górę zaciśniętą prawą pieść.

- Widzieliście, co stało się w Minneapolis. To przyjdzie do Waszyngtonu. Nas jest więcej niż was - zapowiadał jeden z demonstrujących. Na sobotę w stolicy USA zaplanowano kilka demonstracji.

W Atlancie w niektórych dzielnicach ogłoszono stan wyjątkowy w celu ochrony ludzi i mienia. Kilka budynków zostało uszkodzonych, uczestnicy protestu podpalili też samochód policyjny. Grupa manifestujących miała wtargnąć do siedziby amerykańskiej telewizji CNN. - Jeśli dbacie o nasze miasto, to pójdźcie do domu - apelowała do demonstrantów burmistrz miasta Keisha Lance Bottoms. - To nie jest protest, hańbicie miasto, hańbicie pamięć Floyda - wzywała Bottoms, cytowana przez BBC.

"Nie chcemy nigdy oglądać takiej nocy"

W nowojorskiej dzielnicy Brooklyn protestujący starli się z policją, podpalali budynki i radiowozy. Wielu funkcjonariuszy zostało rannych, wielu protestujących trafiło do aresztów. "Nie chcemy nigdy oglądać takiej nocy" - napisał na Twitterze burmistrz Bill de Blasio, podkreślając: "Przed nami długa noc na Brooklynie. Naszym jedynym celem jest usunięcie tej sytuacji i zapewnienie ludziom bezpieczeństwa".

Burmistrz Portland w stanie Oregon ogłosił stan wyjątkowy po grabieżach, pożarach i ataku na komisariat policji. Władze miasta wprowadziły godzinę policyjną. Do podobnych wystąpień, po których musiała interweniować policja, dochodziło także z Dallas w Teksasie, Phoenix w Arizonie, Indianapolis w Indianie czy Denver w Kolorado.

W Kalifornii demonstranci zablokowali drogi w Los Angeles oraz Oakland. W niektórych budynkach powybijano szyby, a na ścianach pojawiły się napisy nawołujące do agresji wobec policji.

Śmierć protestującego w Detroit

W Detroit, w trakcie antypolicyjnych demonstracji, związanych ze śmiercią George'a Floyda w Minneapolis, zginął 19-latek. Jak podała agencja Associated Press, z jednego z samochodów oddano strzały w kierunku manifestantów. Jedna z kul miała trafić 19-latka, który zmarł w szpitalu. Trwa dochodzenie w tej sprawie. Zatrzymano samochód, z którego, według policji, strzelano do ludzi.

Słowa Floyda hasłem protestów

Zabójstwo bulwersuje Amerykanów, a policja musi mierzyć się z zarzutami o rasizm i niewspółmierną przemoc. Słowa przyciskanego do ziemi Floyda "Nie mogę oddychać", stały się głównym hasłem protestów.

Niemal pewny nominacji demokratów w wyborach prezydenckich Joe Biden ocenił, że zabicie Floyda to nie odosobniony incydent, ale rezultat nierówności społecznych. Prezydent USA Donald Trump, zapewniając o swoim szacunku dla zmarłego, zastrzega, że nie toleruje podpaleń i rozbojów.

Autor:tas,ft

Źródło: BBC, PAP