Przeleciał ponad 500 km i trafił w cel. Amerykanie przetestowali pocisk

Świat


Pentagon poinformował, że Stany Zjednoczone przeprowadziły test wystrzelonego z lądu, konwencjonalnego pocisku manewrującego, który trafił w cel po pokonaniu odległości ponad 500 kilometrów. To pierwsza taka próba, odkąd USA oficjalnie wystąpiły z układu INF. Pekin skrytykował amerykański test, zaznaczając, że "doprowadzi do eskalacji sporów militarnych".

W wydanym komunikacie Pentagon przekazał, że test odbył się w niedzielę na San Nicolas Island w odległości około 120 kilometrów od wybrzeża Kalifornii.

Gdyby USA nadal były stroną INF - układu o likwidacji pocisków rakietowych pośredniego i średniego zasięgu - taka próba byłaby zakazana.

Porozumienie zakazywało produkowania, przechowywania i stosowania pocisków rakietowych o zasięgu od 500 do 5500 kilometrów.

"Ten krok USA wywoła kolejną rundę wyścigu zbrojeń"

Według rzecznika chińskiej dyplomacji Geng Shuanga próba "w pełni pokazała, że prawdziwą przyczyną wystąpienia USA z traktatu była chęć uwolnienia się spod ograniczeń i rozwoju nowoczesnych rakiet w dążeniu do jednostronnej dominacji wojskowej".

- Ten krok USA wywoła kolejną rundę wyścigu zbrojeń, doprowadzi do eskalacji sporów militarnych i wywrze poważny negatywny wpływ na bezpieczeństwo międzynarodowe i regionalne - ocenił Geng na briefingu w Pekinie.

- Radzimy stronie amerykańskiej, aby porzuciła zimnowojenne myślenie i przestarzałą koncepcję gry o sumie zerowej oraz okazała wstrzemięźliwość w zbrojeniach - dodał rzecznik chińskiego MSZ.

Waszyngton ostrzegał Moskwę

Pentagon zapowiadał już w marcu, że przeprowadzi tę próbę rakietową, jeśli Rosja nie zacznie stosować się do zapisów INF. Dziennik "Washington Post" pisał wówczas, że na listopad planowany jest dodatkowo test pocisku o zasięgu około 2900-4000 kilometrów.

Na początku sierpnia minął półroczny okres, jaki Stany Zjednoczone dały Rosji na powrót do przestrzegania INF. W konsekwencji USA oficjalnie wycofały się z traktatu. Moskwa odrzuca oskarżenia, że ponosi odpowiedzialność za jego zerwanie, i również wycofała się z układu.

Stany Zjednoczone zarzucają Rosji, że wbrew zapisom INF rozmieściła nowe pociski manewrujące SSC-8 (w rosyjskiej nomenklaturze wojskowej - 9M729), które są lądową wersją bazujących na okrętach podwodnych pocisków SSN-21 Sampson, mogą być uzbrojone w głowicę atomową i mają zasięg ponad 2000 kilometrów.

Cytowany w niedzielę przez agencję Reutera rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu powiedział, że jego kraj nie rozmieści nowych pocisków tak długo, jak Stany Zjednoczone będą wykazywać się podobną powściągliwością w Europie i Azji.

Putin ostrzega

Na początku sierpnia prezydent Rosji Władimir Putin ostrzegał, że Moskwa będzie zmuszona rozpocząć opracowywanie nowych pocisków nuklearnych średniego i pośredniego zasięgu, jeśli USA zaczną to robić po wycofaniu się z INF.

Obwinił on USA o "upadek" traktatu, ale zaznaczył, że Moskwa i Waszyngton muszą wznowić rozmowy o kontroli zbrojeń, aby zapobiec wybuchowi "nieograniczonego" wyścigu zbrojeń.

Traktat INF został podpisany w 1987 roku w Waszyngtonie przez przywódców USA i ZSRR: Ronalda Reagana i Michaiła Gorbaczowa. Do czerwca 1991 roku obie strony wywiązały się z postanowień umowy: ZSRR zniszczył 1846 pocisków objętych umową, a USA - 846.

Autor: akw,ft/adso / Źródło: PAP