W czwartek amerykański komik i gospodarz talk-show Jimmy Kimmel wygłosił przed brytyjską publicznością "alternatywne orędzie świąteczne", mówiąc, że w Stanach Zjednoczonych "tyrania kwitnie" i krytykując prezydenta Trumpa.
Nagranie z przemówienia zostało wyemitowane na kanale Channel 4 zgodnie z tradycją świąteczną sięgającą 1993 r. Polega ona na wygłoszeniu orędzia bożonarodzeniowego w stylu monarchy przez współczesną, często kontrowersyjną postać. W poprzednich latach Channel 4 zapraszał m.in. sygnalistę Edwarda Snowdena, brytyjskiego aktora i komika Stephena Frya, który mówił o narastaniu antysemityzmu, czy komika Chrisa McCauslanda, pierwszego niewidomego zwycięzcę programu "Strictly Come Dancing", który poświęcił swoje orędzie kwestii dyskryminacji osób z niepełnosprawnością.
Orędzie Jimmy'ego Kimmela
Kimmel rozpoczął swoje wystąpienie od stwierdzenia, że niewiele wie o tym, co dzieje się w Wielkiej Brytanii, ale "wiem, co się dzieje u nas (w USA - red.) i mogę powiedzieć, że z perspektywy faszyzmu ten rok był naprawdę wspaniały. Tyrania kwitnie tutaj".
- Możecie przeczytać w kolorowych gazetach, że prezydent mojego kraju chciałby mnie uciszyć, bo nie wielbię go tak, jak on lubi być wielbiony. Rząd amerykański groził mi i firmie, dla której pracuję, i nagle zniknęliśmy z anteny. Ale wiecie, co się stało? Stał się cud Bożego Narodzenia - mówił Kimmel, precyzując, że "cud" w rzeczywistości wydarzył się we wrześniu.
We wrześniu ABC na krótko zdjęło Kimmela z anteny z powodu komentarzy prezentera na temat zabójstwa konserwatywnego aktywisty Charliego Kirka. Kimmel zasugerował, że wielu zwolenników Trumpa próbowało wykorzystać tę śmierć. Trump ostro zaatakował Kimmela za te uwagi, a przewodniczący Federalnej Komisji Łączności (FCC) Brendan Carr argumentował, że stacja powinna podjąć przeciwko niemu kroki prawne.
Incydent ten, będący jednym z wielu sporów i batalii prawnych Trumpa z mediami, wywołał powszechne obawy dotyczące wolności słowa i wolności prasy. Setki czołowych gwiazd Hollywood i innych osób z branży rozrywkowej wzywało Amerykanów do "walki o obronę i zachowanie naszych praw chronionych konstytucyjnie". Program powrócił na antenę niecały tydzień później.
W czwartek Kimmel pochwalił tych, którzy go bronili i demonstrowali, by "poprzeć prawo do swobodnego wyrażania opinii". - Wygraliśmy, prezydent przegrał, a ja znowu jestem na wizji i każdego wieczoru daję najpotężniejszemu politykowi na świecie należne i w pełni zasłużone lanie - kontynuował Kimmel.
Kimmel o "facecie, który uważa się za naszego króla"
W czwartkowym przemówieniu Kimmel mówił m.in.: - Wiecie, to zabawne. My, Amerykanie, jesteśmy bardzo dumni z tego, że nie mamy króla (...) Na początku tego roku dziesiątki milionów z nas maszerowało na protestach pod hasłem "No Kings" (Żadnych królów - red.). Było kilka takich protestów. Ale tak na marginesie, nie mamy nic przeciwko waszemu królowi - zażartował.
- My po prostu, no cóż, niektórzy z nas mają problem z facetem, który uważa się za naszego króla. Tutaj, w Stanach Zjednoczonych, właśnie teraz, dosłownie i w przenośni, burzymy struktury naszej demokracji, od wolnej prasy, przez naukę, medycynę, niezależność sądownictwa, aż po sam Biały Dom - wymieniał prezenter. - Jesteśmy w totalnej rozsypce. I wiemy, że to dotyka również was. Chciałem tylko powiedzieć: przepraszam - kontynuował. - I chcemy, żebyście wiedzieli, a przynajmniej ja chcę, żebyście wiedzieli, że nie wszyscy jesteśmy tacy jak on - mówił o Donaldzie Trumpie.
Orędzie Kimmela było obszernie cytowane w amerykańskich mediach. "Jimmy Kimmel w 'alternatywnym' przesłaniu świątecznym dla Wielkiej Brytanii stwierdza, że w USA 'tyrania kwitnie'" - zatytułował swój test portal The Hill. Variety kładzie nacisk na słowa Kimmela: "My wygraliśmy, prezydent przegrał". Portal NPR pisze, że gospodarz talk-show "ostrzegał w czwartek przed narastaniem faszyzmu".
Autorka/Autor: az
Źródło: The Hill, NPR, Variety
Źródło zdjęcia głównego: ABC/JIMMY KIMMEL LIVE