Izba Reprezentantów przyjęła rezolucję wzywającą wiceprezydenta do odsunięcia Donalda Trumpa

TVN24 | Świat

Autor:
ft/adso,kab
Źródło:
CNN, PAP, NBC News, tvn24.pl

Izba Reprezentantów przyjęła rezolucję wzywającą wiceprezydenta Mike'a Pence'a oraz członków gabinetu do zastosowania 25. poprawki do konstytucji w celu odsunięcia od władzy prezydenta Donalda Trumpa. Apel ma wymiar symboliczny, a Pence poinformował, że do wezwania demokratów się nie przychyli. 

Kontrolowana przez demokratów niższa izba amerykańskiego Kongresu przyjęła rezolucję po wielogodzinnej debacie. Jej twórca, kongresmen Jamie Raskin z Marylandu, wzywa w niej wiceprezydenta Mike'a Pence'a, by ten "niezwłocznie użył swojej władzy wynikającej z 25. poprawki oraz zmobilizował większość członków gabinetu, by zadeklarowali to, co jest oczywiste dla przerażonego narodu: prezydent nie jest zdolny, by z powodzeniem wykonywać obowiązki wynikające ze sprawowanego urzędu".

Rezolucja została przyjęta stosunkiem głosów 223 do 205. Do demokratów dołączył jeden republikanin – Adam Kinzinger z Illinois. Niemal wszyscy kongresmeni GOP sprzeciwili się więc rezolucji. W dyskusji niektórzy z nich bronili działań Trumpa, uznając je za nieszkodliwe, inni potępiali zachowanie prezydenta, ale sprzeciwiali się usuwaniu go z urzędu tak blisko końca kadencji. Tom Cole z Oklahomy podkreślał, że decyzja o zastosowaniu 25. poprawki wykracza poza uprawnienia Kongresu.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE

25. poprawka do amerykańskiej konstytucji przewiduje możliwość odsunięcia od władzy głowy państwa, która zdaniem wiceprezydenta oraz większości gabinetu nie jest zdolna do dalszego sprawowania funkcji. W przypadku zastosowania poprawki władzę w kraju przejmuje wiceprezydent.

CZYTAJ WIĘCEJ. Czym jest 25. poprawka i jaki udział w odsunięciu głowy państwa od władzy może mieć wiceprezydent

Pence: nie ugnę się presji, by prowadzić polityczne gierki

Rezolucja niższej izby Kongresu USA ma znaczenie głównie symboliczne, gdyż Pence już wcześniej we wtorek odrzucił apele demokratów dotyczące 25. poprawki. "Nie wierzę, że taki sposób działania jest w najlepszym interesie naszego kraju czy zgodny z konstytucją" – napisał wiceprezydent w liście do szefowej Izby Reprezentantów Nancy Pelosi.

"W zeszłym tygodniu nie poddałem się presji, by wyjść poza moje konstytucyjne uprawnienia w celu zadecydowania o wyniku wyborów, a teraz nie ulegnę działaniom Izby Reprezentantów, by prowadzić polityczne gierki w tak poważnym okresie życia naszego kraju" – dodał.

Zdaniem wiceprezydenta zastosowanie 25. poprawki "stworzyłoby straszny precedens". Zapis ten - jak argumentował - powinien być stosowany tylko w przypadkach, gdy prezydent jest ubezwłasnowolniony lub fizycznie nie może sprawować urzędu. Pence w liście wezwał parlamentarzystów, by "unikali działań, które jeszcze bardziej dzieliłyby i rozpalały pasje".

Zgodnie z relacjami mediów wiceprezydent był wściekły na Trumpa, gdy setki zwolenników prezydenta włamały się w środę do Kapitolu, zakłócając zatwierdzanie głosów w Kolegium Elektorów i powodując, że on sam i parlamentarzyści zostali ewakuowani.

Przywódca USA uważał, że jego zastępca, który przewodniczył posiedzeniu w głównie ceremonialnej roli, jest władny odrzucić część głosów elektorskich. Pence nie uległ presji gospodarza Białego Domu. W trakcie szturmu Trump krytykował swojego zastępcę za "brak odwagi", a część tłumu wznosiła hasła wzywające do powieszenia konserwatysty z Indiany. Mimo zagrożenia Pence zadecydował nie opuszczać Kongresu.

Plan B demokratów

W związku z tym najprawdopodobniej w środę nad ranem czasu miejscowego Izba Reprezentantów przejdzie do planu B demokratów, czyli do głosowania nad zaprezentowanym w poniedziałek artykułem impeachmentu wobec Donalda Trumpa.

Kongresmeni Partii Demokratycznej oskarżają urzędującego prezydenta między innymi o "podżeganie do powstania", w efekcie czego doszło do szturmu jego zwolenników na Kapitol. Autorzy wniosku przypomnieli również ujawnioną w mediach telefoniczną rozmowę prezydenta z sekretarzem stanu Georgia Bradem Raffenspergerem, w której nakłaniał go do "znalezienia" takiej liczby głosów, by przechylić wynik w tym stanie na jego korzyść.

CZYTAJ WIĘCEJ. Demokraci wnoszą artykuł impeachmentu wobec Trumpa

W artykule stwierdzono między innymi, że republikański prezydent swoimi działaniami zagroził bezpieczeństwu USA i integralności systemu demokratycznego oraz zakłócił pokojowe przekazanie władzy. Przywołano również 14. poprawkę do konstytucji, która głosi, że osoba zaangażowana w "powstanie lub bunt" przeciwko Stanom Zjednoczonym nie może sprawować urzędu.

Jest właściwie pewne, że artykuł impeachmentu wobec Trumpa zostanie przegłosowany, a prezydent po raz drugi w trakcie kadencji zostanie postawiony przez niższą izbę parlamentu w stan oskarżenia.

Zdaniem części ekspertów cytowanych przez stację NBC News ewentualny proces w Senacie mógłby się rozpocząć nawet po zaprzysiężeniu Joe Bidena na prezydenta 20 stycznia, a więc w momencie, w którym Donald Trump nie będzie już prezydentem.

Czym jest proces impeachmentu?

Proces impeachmentu to skomplikowana i długotrwała procedura, która pozwala Kongresowi na odsunięcie głowy państwa przed upływem jego kadencji, jeżeli większość jego członków zdecyduje, że dopuścił się on zdrady, przekupstwa lub innej poważnej zbrodni oraz przestępstw.

Zgodnie z amerykańskim prawem po przesłaniu artykułów impeachmentu z Izby Reprezentantów do Senatu działa on jako sąd przysięgłych w procesie parlamentarnym prezydenta i decyduje, czy usunąć go z urzędu, czy uniewinnić. Do usunięcia prezydenta z urzędu potrzeba większości dwóch trzecich głosów senackich, czyli co najmniej 67 przy pełnej liczbie 100 głosujących. Obecnie republikanie mają 50 senatorów. 

W 2019 roku Donald Trump był już objęty procedurą impeachmentu. Kontrolowany wówczas przez republikanów Senat uniewinnił go jednak od oskarżeń przedstawionych przez Izbę Reprezentantów.

PAP/Adam Ziemienowicz, Maciej Zieliński

Dlaczego demokraci chcą odsunięcia Trumpa od władzy?

W ubiegłą środę 6 stycznia do Kongresu wdarli się zwolennicy Donalda Trumpa. Wewnątrz budynku, gdzie odbywała się sesja obydwu izb mających formalnie zatwierdzić wynik wyborów prezydenckich z 3 listopada, doszło do starć z policją. W trakcie zamieszek życie straciło pięć osób. Szef policji w Waszyngtonie Robert Contee potwierdził, że wśród zmarłych jest kobieta, która została postrzelona przez policję Kapitolu. Życie stracił również jeden z funkcjonariuszy pilnujących Kongresu.

Krytycy Trumpa oceniają, że to urzędujący prezydent podburzył swoich stronników do szturmu na Kapitol. Urzędujący prezydent nie zaakceptował wyników listopadowych wyborów, przekonując, że ma dowody na fałszerstwa, do jakich rzekomo dochodziło w czasie głosowania. Ani on, ani nikt z jego otoczenia jednak ich nie przedstawił. Nie znaleźli ich m.in. republikańscy gubernatorzy kilku stanów, w których wygrał demokrata Joe Biden.

Trump: to, co powiedziałem, było całkowicie właściwie

Sam Trump odrzuca oskarżenia demokratów o podżeganie swoich zwolenników. - Jeśli przeczytacie moją przemowę, to to, co powiedziałem, było całkowicie właściwie – powiedział we wtorek. Chodzi o przemówienie przed Białym Domem, które wygłosił na chwilę przed rozpoczęciem przez Kongres obrad 6 stycznia. Prezydent zachęcał w nim stronników do marszu pod Kapitol i powtarzał swoje twierdzenia, że w wyborach dochodziło do masowych oszustw.

Trump nazwał wysiłki demokratów, mające na celu usunięcie go ze stanowiska, "kontynuacją największego polowania na czarownice w historii polityki", oceniając, że jego przeciwnicy polityczni "robią naprawdę straszną rzecz".

Po ataku na Kapitol serwisy Twitter i Facebook zablokowały konta Trumpa. Odnosząc się do tego, prezydent oznajmił we wtorek, że wielkie firmy technologiczne popełniają błąd, a ich działania powodują złość.

Inauguracja Bidena bez Trumpa. Obecny będzie Pence

W piątek, jeszcze zanim konto prezydenta Trumpa zostało zablokowane na Twitterze, przekazał on tam, że nie weźmie udziału w inauguracji prezydenckiej Joe Bidena. Prezydent elekt przyjął tę decyzję z zadowoleniem. - To jedna z niewielu rzeczy, co do której jesteśmy zgodni. To dobrze, że go tam nie będzie - powiedział Biden.

W zaprzysiężeniu Bidena, do którego dojdzie 20 stycznia w Waszyngtonie, udział weźmie za to wiceprezydent Pence.

Przyszły prezydent dopytywany o udział Pence'a w inauguracji przyznał, że republikański polityk "jest mile widziany". - Byłbym zaszczycony, mogąc mieć go przy boku i pójść naprzód z procedurą przekazania władzy – zaznaczył Biden.

Trump będzie pierwszym prezydentem od czasów Richarda Nixona, który nie stawi się na inauguracji swego następcy.

Autor:ft/adso,kab

Źródło: CNN, PAP, NBC News, tvn24.pl