Pod koniec maja czterolatek z Austin wrócił do domu z otrzymaną w przedszkolu torebką słodyczy. Podobne symboliczne upominki dostało 20 dzieci na zakończenie przyjęcia urodzinowego jednego z przedszkolaków.
Chłopiec poczęstował się lizakiem, a gdy go skończył, wystąpiły u niego alarmujące objawy. Zachowywał się niespokojnie, miał przyspieszone bicie serca i halucynacje. Jego matka Savannah Mallach powiedziała stacji CBS, że pomyślała: "Zachowujesz się jakbyś był na haju". Szybko odnalazła papierek po lizaku i potwierdziły się jej obawy - zawierał THC (tetrahydrokannabinol), psychoaktywny składnik marihuany odpowiadający za jej relaksujące działanie. Kobieta szybko zawiozła syna do szpitala.
- Jego tętno było naprawdę wysokie. Widziałam, że cała jego klatka piersiowa pulsuje. To było straszne! - mówiła. Chłopiec otrzymał odpowiednie leczenie, które miało wspomóc usunięcie toksyny z organizmu. Kobieta tymczasem powiadomiła dyrekcję szkoły o sprawie.
Szkoła nie spieszyła się z ostrzeżeniem
Amerykańskie media, które piszą o sprawie, zwracają uwagę, że szkoła nie zareagowała odpowiednio na zgłoszenie. Jak relacjonowała stacja CBS, zwlekano z powiadomieniem innych rodziców o tym, że wśród słodyczy, które otrzymały dzieci, może znajdować się produkt ze środkiem psychoaktywnym. Savannah Mallach twierdzi, że dopiero po dwóch dniach od jej telefonu dyrekcja rozesłała "niejasną wiadomość" przez aplikację. Poinformowano, że zjedzenie lizaka "spowodowało konieczność przeprowadzenia badań lekarskich i leczenia u dziecka".
Nie wspomniano jednak o THC. - To mogło dotyczyć wszystkich dzieci, a placówka zwlekała. Nie wiadomo dlaczego - komentuje kobieta w rozmowie z magazynem "People". Ona, podobnie jak kilkoro rodziców, po tym zdarzeniu wypisała dziecko z placówki. Zaznaczyła, że inni są oburzeni faktem braku szybkiej informacji o potencjalnym zagrożeniu.
Policja o "przypadkowym" działaniu
Według Departamentu Policji w Austin okoliczności zdarzenia "wskazują raczej na przypadkowe umieszczenie przedmiotu w torbie z upominkami, niż na celowe działanie przestępcze". Dalej w oświadczeniu stwierdzono: "Ponieważ śledztwo nie dostarczyło wystarczających dowodów, które spełniałyby znamiona przestępstwa zgodnie z obowiązującym prawem stanu Teksas, sprawa została zamknięta administracyjnie i nie było dalszego dochodzenia prowadzonego przez Wydział ds. Przemocy wobec Dzieci".