Awantura na wielkiej republikańskiej konwencji. Zwolennicy Trumpa stłumili bunt

TVN24

tvn24Donald Trump dzieli własną partię (materiał magazynu "Polska i świat")

Dominujący na konwencji Partii Republikańskiej (GOP) zwolennicy Donalda Trumpa stłumili w poniedziałek bunt jego przeciwników, którzy chcieli zablokować jego partyjną nominację do Białego Domu.

Hala Quicken Loans Arena w Cleveland, gdzie odbywają się obrady zjazdu, stała się widownią niespotykanego od dziesięcioleci chaosu na konwencji, która była dotąd skrupulatnie wyreżyserowanym przez kierownictwo partii widowiskiem bez żadnych niespodzianek.

Trump dzieli własną partię

W poniedziałek po południu czasu lokalnego grupa oponentów Trumpa zgłosiła wniosek o głosowanie mające rozstrzygnąć, czy delegaci przypisani do kandydata w wyniku prawyborów mogą zmienić zdanie i odmówić mu poparcia w czasie późniejszego głosowania nad formalną nominacją.

Przeciwnicy Trumpa twierdzą, że wielu tych delegatów prywatnie go nie popiera i powinni być w związku z tym zwolnieni z obowiązku głosowania na niego. Na konwencje przynieśli listy z podpisami większości delegatów z dziewięciu stanów, którzy – jak utrzymywali – chcą poprzeć innego kandydata.

Spór o głosowanie

Prowadzący w tym momencie obrady kongresmen Steve Womack zarządził jednak, żeby sala nie głosowała przez podniesienie rąk, co pozwala liczyć głosy (tzw. roll call vote), tylko przez tzw. voice vote, czyli wyrażenie życzenia głosem – za lub przeciwko wnioskowi.

Wywołało to chóralne protesty oburzenia przeciwników Trumpa. "Chcemy roll-call vote!" - krzyczeli. Ich chór próbowali zagłuszyć sympatycy Trumpa, skandując: "U-S-A, U-S-A!" i "Trump-Trump-Trump!".

Womack ponownie zarządził voice vote, czyli pytanie do delegatów, czy popierają wniosek o zwolnienie tych, co nie chcą Trumpa, z obowiązku głosowania na niego. Na pytanie, "kto jest za wnioskiem", odpowiedział chór krzyczących "Aye" ("tak" w parlamentarnym języku w USA). Potem na pytanie, kto jest przeciw, chór głosów odpowiedział "No". Womack orzekł, że chór na "nie" był głośniejszy, czyli więcej głosów opowiedziało się przeciw wnioskowi.

Partia jednoczy się?

Przeciwnicy Trumpa znowu protestowali. W rozmowach z dziennikarzami mówili, że to pogwałcenie demokracji. Jeden z delegatów z Wirginii, były prokurator generalny w tym stanie Ken Cuccinelli, demonstracyjnie rzucił na ziemię swoją akredytację i wyszedł z sali.

Zdominowane przez stronników Trumpa kierownictwo GOP przekonuje media, że partia stopniowo się jednoczy wokół nowojorskiego miliardera.

Konwencję jednak demonstracyjnie zbojkotowali w proteście przeciw Trumpowi prominentni politycy republikańscy: byli prezydenci George H.W.Bush i jego syn, George W.Bush), byli kandydaci do Białego Domu: John McCain i Mitt Romney oraz kilku senatorów i gubernatorów GOP.

"Boją się o swoje dzieci i o siebie"

Na konwencji wystąpił były burmistrz Nowego Jorku, Rudy Giuliani, który odmalował ponury obraz Ameryki jako kraju pogrążonego w chaosie i anarchii, której położy kres dopiero prezydent Trump. Przypomniał swoje zasługi w walce z przestępczością w Nowym Jorku i powiedział, że podobnie jak on, Trump przywróci w kraju porządek.

- Ogromna większość Amerykanów nie czuje się dziś bezpiecznie. Boją się o swoje dzieci i o siebie. Boją się o naszych policjantów, którzy są celem ataków - powiedział.

Były burmistrz mówił o nastrojach po zabójstwach Afroamerykanów przez policjantów i zastrzeleniu ośmiu policjantów przez czarnych snajperów w Dallas w Teksasie i Baton Rouge w Luizjanie. W wywiadach przed konwencją oskarżył ruch Black Life Matters (Życie czarnych ma znaczenie) o podsycanie nienawiści do białych i zarzucił Obamie, że na to nie reaguje.

- Czas uczynić Amerykę znowu bezpieczną. Czas uczynić ją znowu jedną. Nie białą, nie czarną, tylko po prostu Ameryką - powiedział.

Trump "zapewni bezpieczeństwo" Ameryce

Przemówienie, wygłaszane z niezwykłą energią i ekspresją, zebrani wielokrotnie przerywali burzliwymi oklaskami.

Podobnie jak żona Trumpa, Giuliani podkreślał, że kandydat GOP jest "człowiekiem o wielkim sercu", i zawsze "pomagał ludziom i robił to anonimowo".

Przede wszystkim jednak mówił, że Trump "zapewni bezpieczeństwo" Ameryce. Przypomniał, że inaczej niż obecna demokratyczna administracja, troszcząca się o polityczną poprawność, Trump nie obawia się nazywać po imieniu wrogów kraju, czyli "islamskiego ekstremizmu i terroryzmu".

Melanie Trump przemówiła podczas konwencji Partii Republikańskiej
tvn24

"Hillary zasługuje na więzienie!"

W poniedziałkowy wieczór na konwencji przemawiali poza tym: matka amerykańskiego dyplomaty Seana Smitha poległego w wyniku ataku islamistów na konsulat USA w Benghazi w 2012 roku, i kobieta, której syn zginął zamordowany przez nielegalnego imigranta.

Pat Smith powiedziała, że jej syn zginął w Benghazi wskutek zaniedbań ochrony tej placówki przez Departament Stanu, którym kierowała wtedy Hillary Clinton.

- Obwiniam ją osobiście za śmierć mojego syna. Potem mnie okłamała. Jak mogła mi coś takiego zrobić!? (…) Hillary zasługuje na więzienie! - mówiła.

Administracja Obamy fałszywie przedstawiała początkowo przyczyny ataku na konsulat, twierdząc, że był on rezultatem spontanicznych protestów muzułmanów w reakcji na film wideo obrażający Mahometa. W rzeczywistości atak został starannie przygotowany przez oddział Al-Kaidy w Libii.

- Donald Trump jest wszystkim, czym Hillary Clinton nie jest. Jest bezpośredni i silny. Nie będzie się wahał zabijać terrorystów, którzy zagrażają życiu Amerykanów. Uczyni Amerykę silną! - oświadczyła matka poległego dyplomaty.

"Nasi wrogowie spiskują przeciwko nam"

Jedno z najostrzejszych przemówień w podobnym duchu wygłosił kongresman Mike McCaul, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa Kraju Izby Reprezentantów.

- Nasi wrogowie spiskują przeciwko nam. To owoc polityki Obamy i jego sekretarz stanu, Hillary Clinton. Hillary chce przyjąć jeszcze więcej uchodźców z Syrii. To niebezpieczny liberalny program - powiedział, dodając, że wśród uchodźców kryją się terroryści.

McCaul zaapelował, by ukrócić praktyki chronienia nielegalnych imigrantów przed deportacją w niektórych miastach – tzw. sanctuary cities – i "zabezpieczyć nasze granice raz na zawsze".

Autor: mm,pk/kk / Źródło: PAP