Nie żyje "najbardziej szkodliwy zdrajca" w historii CIA. Od Moskwy dostawał miliony

Aldrich H. Ames
Aldrich H. Ames
Źródło: Denis Paquin/AP via CNN Newsource
Nie żyje Aldrich H. Ames, były funkcjonariusz CIA, uznawany za "najbardziej szkodliwego zdrajcę" w historii agencji. Uważa się, że Ames poprzez swoją działalność szpiegowską mógł przyczynić się do śmierci co najmniej dziesięciu osób. Za swoją pracę otrzymał od Moskwy około dwóch i pół miliona dolarów.

Aldrich H. Ames zmarł w zakładzie karnym w Cumberland w stanie Maryland w poniedziałek w wieku 84 lat. Informację tę potwierdził rzecznik amerykańskiego Biura Więziennictwa.

Ames to były funkcjonariusz CIA. Pracę w amerykańskiej agencji rozpoczął w 1962 roku. Jak podaje CNN, cytując dokumenty z procesu, dwie dekady później, w 1985 roku, udał się do ambasady ZSRR w Waszyngtonie i zgłosił się na ochotnika do szpiegowania przeciwko Stanom Zjednoczonym. Od tego czasu, przez dziewięć lat, aż do momentu aresztowania przekazywał Moskwie nazwiska agentów, szczegóły operacji oraz "ogromną liczbę informacji o polityce zagranicznej, obronnej i dotyczących bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych".

Jakie informacje ujawniał Ames

"Washington Post" nazywa Amesa "najbardziej szkodliwym zdrajcą w historii CIA" i podkreśla, że jego szpiegostwo na rzecz ZSRR, a później Rosji doprowadziło do dekonspiracji wielu kluczowych agentów CIA i służb sojuszniczych działających w Związku Sowieckim oraz w krajach Układu Warszawskiego. BBC wylicza, że ujawnił on ponad sto tajnych operacji oraz tożsamość ponad 30 agentów szpiegujących w ZSRR dla państw zachodnich, co mogło przyczynić się do śmierci co najmniej dziesięciu agentów CIA i innych zachodnich służb.

Ames wielokrotnie przyznał, że do zdrady pchnęła go chęć zysku. - Problemy finansowe, nagłe i ciągłe - mówił podczas przesłuchań. Szacuje się, że w zamian za szpiegostwo Ames otrzymał od Moskwy około dwóch i pół miliona dolarów. Już przy pierwszym kontakcie z ambasadą sowiecką w stolicy USA zainkasował 50 tysięcy dolarów za ujawnienie tożsamości dwóch agentów.

Ale pieniądze nie były jedynym powodem, którym usprawiedliwiał swoje czyny przed samym sobą. Podczas rozmowy z dziennikarzami "WP", przeprowadzonej w więzieniu w mieście Aleksandria w stanie Wirginia dziewięć tygodni po aresztowaniu, przypisał swoją gotowość do takich działań swojej "specyficznej mentalności", ukształtowanej na długo przed rozpoczęciem współpracy z Sowietami.

Według "WP" Ames był wyraźnie dumny z wagi informacji, które oferował Moskwie. Jednocześnie do końca minimalizował znaczenie wyrządzonych szkód. - Te wojny szpiegów to poboczny spektakl, który nie miał realnego wpływu na nasze kluczowe interesy bezpieczeństwa - oceniał.

Wyrok więzienia

W lutym 1994 roku Ames został aresztowany, a następnie skazany na dożywocie bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe. Przyznał się do winy. Jego żona Maria del Rosario Casas usłyszała wyrok pięciu lat więzienia m.in. za utrudnianie śledztwa. Po czterech latach wyszła na wolność i została deportowana do Kolumbii.

Po sprawie Amesa, a także podobnej sprawie agenta FBI Roberta Hanssena, który został oskarżony o szpiegostwo, obie agencje wzmocniły wewnętrzne procedury dotyczące przeciwdziałania zagrożeniom, m.in. zwiększono kontrolę finansów i podróży pracowników mających dostęp do informacji niejawnych, na większą skalę zaczęto też wykorzystywać wykrywacz kłamstw do rutynowej oceny lojalności pracowników.

OGLĄDAJ: Szłapka: to zły prognostyk dla Polski i prezydenta
szłapka 16 0730 piasek

Szłapka: to zły prognostyk dla Polski i prezydenta

szłapka 16 0730 piasek
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: