Świat

Jej historia wstrząsnęła Irlandią. Kim była Savita?

Świat

Irlandczycy podzieleni ws. aborcji. Referendum przyniesie historyczną zmianę?
Fakty TVNW Irlandii odbyło się referendum w sprawie aborcji (materiał "Faktów" TVN z 25 maja)

Śmierć 31-letniej Savity Halappanavar wywołała w Irlandii debatę na temat aborcji. W piątek Irlandczycy mieli szansę odpowiedzieć na pytanie, czy chcą usunięcia z ustawy zasadniczej tak zwanej ósmej poprawki - zapisu zrównującego prawo do życia kobiet w ciąży i nienarodzonych dzieci.

"Nie wybieraj śmierci. Zagłosuj na tak - brzmi napis obok jednego z irlandzkich murali, przedstawiającego wizerunek kobiety. To właśnie Salvita Halappanavar, której historia wstrząsnęła Zieloną Wyspą.

"Koniec świata"

Urodzona w Indiach dentystka w 2008 roku wyjechała do Irlandii, gdzie osiedliła się w mieście Galway wraz z mężem. W 2012 roku dowiedziała się, że zostanie mamą.

21 października w 17. tygodniu ciąży trafiła do szpitala uniwersyteckiego w Galway. Skarżyła się na silny ból pleców. Okazało się, że jej ciąża jest zagrożona.

Poronienie trwało kilka dni, jednak - mimo próśb - szpital odmówił kobiecie aborcji, powołując się na surowe w tej kwestii irlandzkie prawo, w wyniku którego lekarze mieli związane ręce. Nie było możliwości, aby skrócić cierpienie Savity i przyspieszyć zakończenie ciąży. Zaledwie tydzień później 31-latka zmarła. Jako przyczynę śmierci podano obecność bakterii e.coli i ciężką sepsę.

- To był koniec świata. Ona chciała żyć, mieć dzieci. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nie ma jej z nami. Po prostu nie możemy uwierzyć, że w XXI wieku coś takiego mogło się wydarzyć - mówił później mąż kobiety Praveen Halappanavar. Jak wspominał w rozmowie z mediami, on i jego żona wielokrotnie prosili lekarzy o przerwanie ciąży, ale usłyszeli jedynie, że Irlandia "to kraj katolicki”.

Jej wstrząsająca historia odbiła się szerokim echem wśród opinii publicznej, wzbudzając powszechne oburzenie i fale protestów w Irlandii. Zaczęto domagać się zmian w irlandzkiej konstytucji. Doprowadziło to do referendum w sprawie liberalizacji przepisów w tym zakresie, które odbyło się w piątek.

"Spłacicie wielki dług wobec jej duszy"

- Mam nadzieję, że Irlandczycy pamiętają moją córkę - mówił przed głosowaniem w rozmowie z brytyjskim dziennikiem "Guardian” mieszkający w Indiach ojciec zmarłej, Andanappa Yalagi. Wyraził także nadzieję, że "to co przytrafiło się jej, nie przydarzy się już żadnej innej rodzinie”.

Jak stwierdził, śmierć Savity zniszczyła rodzinę. - Nawet po ponad pięciu latach to wciąż wywołuje we mnie wiele emocji. Myślę o niej każdego dnia. Nie otrzymała pomocy medycznej, której potrzebowała, z powodu "ósmej poprawki". Oni muszą zmienić prawo - apelował mężczyzna. W weekend w sieci opublikowano nagranie, w którym Yalagi wraz z matką Savity zwracają się do "drogich braci i sióstr w Irlandii”, wzywając ich do zagłosowaniem za liberalizacją prawa aborcyjnego.

- W ten sposób spłacicie wielki dług wobec jej duszy. Bardzo wam dziękujemy - mówił ojciec kobiety.

"Demokracja w działaniu"

W piątek Irlandczycy mieli szansę odpowiedzieć na pytanie, czy chcą usunięcia z ustawy zasadniczej tzw. ósmej poprawki - zapisu zrównującego prawo do życia kobiet w ciąży i nienarodzonych dzieci.

Według wstępnych sondaży exit poll, przeprowadzonych dla "Irish Times" i telewizji publicznej RTE, za liberalnymi zmianami opowiedziało się ponad dwie trzecie uczestników referendum. Uprawnionych do udziału w nim było 3,2 miliona Irlandczyków.

Premier Irlandii Leo Varadkar opublikował w piątek późnym wieczorem wpis na Twitterze, w którym podziękował wyborcom za udział w referendum. "Demokracja w działaniu. Wygląda na to, że jutro zmienimy kurs historii" - dodał.

"Będę spał dzisiaj w nadziei, że obudzę się w kraju, który jest bardziej empatyczny, pełen troski i szacunku. Było zaszczytem wziąć z wami udział w tej podróży i pracować #razemdlatak. Do zobaczenia jutro!" - napisał na Twitterze irlandzki minister zdrowia Simon Harris, który był jednym z liderów kampanii za zmianami.

Autor: momo//kg / Źródło: Guardian, cbc, Sunday Morning Herald, PAP