Tusk: Nasz ambasador nazywa się Prawda

Świat

Aktualizacja:
TVN24 / fot. sxc.hu/MSZPremier ocenia ambasadora

"Być może w Niemczech zbyt łatwo ukraść samochód?" - tak polski ambasador w Berlinie Marek Prawda odpowiedział na pytanie o plagę kradzieży aut u naszego zachodniego sąsiada. Słowa te oburzyły niemiecką policję i opinię publiczną. Sprawę skomentował też premier Donald Tusk. - Nasz ambasador nazywa się Prawda - podkreślił premier. I dodał: - Te słowa nie były fortunne, nawet jeśli prawdziwe, w mniemaniu ambasadora.

Kontrowersyjna wypowiedź Marka Prawdy padła w wywiadzie dla regionalnej gazety "Markischen Oderzeitung". Najpierw niemiecki dziennikarz zapytał, czy Polska dostrzega problem z rosnącą skalą kradzieży samochodów w niemieckich regionach leżących przy granicy. Dyplomata udzielił dyplomatycznej odpowiedzi, mówiąc o sukcesach polskiej policji w ograniczeniu skali kradzieży aut w swoim kraju.

Dziennikarz jednak naciskał i doprecyzował pytanie, czy ambasador zauważa, iż wiele samochodów w Niemczech jest kradzione przez Polaków. Prawda odparł, iż "wstępnie jest to problem dla policji kraju, w którym doszło do kradzieży. To oni muszą zająć się tym skuteczniej. Być może jest zbyt łatwo ukraść samochód w Niemczech?". Później kontynuował jeszcze wątek, mówiąc o dobrej współpracy polskiej i niemieckiej policji, ale to już nie wywołało zainteresowania niemieckich mediów.

"Dyplomatyczna arogancja"

Wypowiedź ambasadora wywołała burzę w internecie i mediach. Oficjalna administracja i przedstawiciele niemieckiej policji zachowali urzędową powściągliwość, przyznając iż istnieje problem z kradzieżami przy granicy z Polską i brakuje policjantów do jej zwalczania.

Zdecydowanie mniej powściągliwi i dyplomatyczni są sami policjanci. - To przykład wielkiej arogancji polityka. Większość złodziei jest Polakami - stwierdził Anderas Schuster, szef związku zawodowego policjantów w Brandenburgii na łamach "Berliner Zeitung". Dodał także, iż niemiecka policja sama nie da sobie rady ze złodziejami, ponieważ działają oni w międzynarodowych szajkach, które trzeba zwalczać wspólnie z innymi służbami.

To niedoinformowany, arogancki i populistyczny dyplomata, który w sposób oczywisty potrzebuje szkolenia w dziedzinie dyplomatycznej powściągliwości. Bodo Pfalzgraf, ogólnoniemiecki związek policjantów

"Nazywa się Prawda"

O opinię na temat słów polskiego dyplomaty dziennikarze spytali premiera Donalda Tuska. - Nasz ambasador nazywa się Prawda - zaczął szef rządu, podkreślając grę słów zawartą w nazwisku dyplomaty. - Te słowa nie były fortunne, nawet jeśli prawdziwe w mniemaniu ambasadora - stwierdził Tusk, z naciskiem na słowo "prawdziwe". - Też byłem zaskoczony, bo ja bym tak nie formułował swojej oceny - dodał. Premier obiecał, że porozmawia z ambasadorem i spyta go o tę wypowiedź.

W ocenie Tuska, Marek Prawda - to wybitny dyplomata, dojrzały, odpowiedzialny, w którego przypadku nigdy nie było problemów z żadną wypowiedzią. - To jeden z najlepszych ludzi w korpusie dyplomatycznym, absolutnie na topie i jeden z najbardziej doświadczonych ambasadorów na "bardzo trudnej placówce". Tam są jedne z największych wyzwań w polityce zagranicznej - stwierdził premier.

Zalew złodziei

Tymczasem w internetowych wydaniach niemieckich gazet informacja o wypowiedzi Prawdy utrzymywała się w czołówce najpopularniejszych tematów.

Większość mediów wypowiedź Prawdy przedstawia jako arogancką i niestosowną. Przytaczane są wypowiedzi ekspertów, którzy dowodzą, iż polska policja przymyka oko na polskich złodziei "pracujących" na obczyźnie i nie ma ochoty się nimi zajmować. Niektórzy podkreślają, iż Polacy są tylko elementem wielkiej układanki i krajem tranzytowym, ponieważ większość ukradzionych aut ma jechać do Rosji.

Portal thelocal.de przedstawia też dane, które wskazują na drastyczny skok kradzieży samochodów przy wschodniej granicy, po przyjęciu Polski do UE i zniesieniu kontroli granicznych w 2007 roku. W Brandenburgii w ciągu czterech ostatnich lat wzrost miał wynieść 250 procent. W Frankfurcie nad Odrą od 2007 roku liczba kradzionych samochodów wzrosła natomiast o 500 procent.

Polacy zapewniają, że działają

Polska policja nie zgadza się z zarzutami niemieckich mediów, sugerujących bezczynność polskich służb w walce z kradzieżami samochodów. W rozmowie z tvn24.pl nadkomisarz Ireneusz Ambroziak, naczelnik Wydziału do Walki z Przestępczością Samochodową Komendy Stołecznej Policji, twierdzi, że tylko na terenie za który odpowiadają policjanci z Warszawy, w 2011 roku odzyskano niemal 30 samochodów skradzionych w Niemczech. Jeszcze więcej niemieckich pojazdów ma być zatrzymywanych na terenie całej Polski.

Policjanci z KSP przechwytują złodziei jadących skradzionymi samochodami z Niemiec, rozbijają „dziuple” w okolicach stolicy i zatrzymują paserów. Na przykład w 2011 roku funkcjonariusze odkryli warsztat w okolicach Piaseczna, w którym znajdował się skradziony w Niemczech Aston Martin, dwa BMW X6 i dwa BMW X5.

Źródło: tvn24.pl, Die Welt, Berliner Zeitung, Märkischen Oderzeitung

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 / fot. sxc.hu/MSZ