Przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu w poniedziałek odbyła się rozprawa dotycząca skutków ewentualnych nieprawidłowości przy powołaniu niektórych sędziów polskiego Sądu Najwyższego.
Trybunał ma rozstrzygnąć, czy w składzie orzekającym i kierownictwie Sądu Najwyższego mogą zasiadać tak zwani neosędziowie. Sprawa została pierwotnie zainicjowana w 2018 roku przez ówczesnego sędziego Sądu Okręgowego w Krakowie, a obecnego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. TSUE już zresztą wydał orzeczenie w tej sprawie w 2021 roku, ale nie zostało ono wdrożone przez Sąd Najwyższy. Dlatego sprawa toczy się do dziś.
Najpierw opinia, później wyrok
Rozprawa przez TSUE rozpoczęła się o godzinie 14.30 i zakończyła przed godziną 17. Na sali obecni byli między innymi pełnomocnicy Waldemara Żurka, adwokaci Sylwia Gregorczyk-Abram i Michał Wawrykiewicz, a także: przedstawiciel Prokuratury Krajowej, Komisji Europejskiej i Rzecznika Praw Obywatelskich. - Było dużo pytań - powiedział tuż po rozprawie Wawrykiewicz.
16 lipca opinię w sprawie wyda rzecznik generalny TSUE. Kolejnym krokiem będzie wyrok.
Opinie rzeczników generalnych TSUE poprzedzają wyroki trybunału i są propozycją rozstrzygnięcia. Sędziowie zazwyczaj podtrzymują stanowisko przyjęte przez rzeczników, ale nie jest to wiążące.
Opracował Kuba Koprzywa /akw
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock