W poniedziałek wyspę Mindanao na południu Filipin nawiedziło trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,8. W najnowszym komunikacie lokalne władze poinformowały o wzroście liczby ofiar z 32 do 37 osób. Część z nich zginęła w osuwisku ziemi w prowincji Sarangani, które było konsekwencją silnych wstrząsów. Służby prowadzą akcję-poszukiwawczo ratowniczą. Los co najmniej czterech osób jest nieznany. Blisko 500 osób jest rannych.
Epicentrum znajdowało się u wybrzeży wyspy Mindanao. Wstrząsy wystąpiły o godzinie 7.37 czasu lokalnego [godzina 1.37 w Polsce - red.]. Hipocentrum znajdowało się na głębokości 33 kilometrów - podała filipińska agencja sejsmologiczna Phivolcs. Instytucja ta szacowała w pierwszym biuletynie moc wstrząsów na 7,0. Z kolei niemiecki instytut GFZ początkowo oceniał siłę kataklizmu nawet na 8,2.
Dziesiątki tysięcy ewakuowanych
W wyniku trzęsienia ziemi ewakuowanych zostało ponad 20 tysięcy osób. Silne wstrząsy uszkodziły około dwóch tysięcy domów i 117 budynków rządowych. Ze względów bezpieczeństwa zamknięto również przeszło 6,2 tys. szkół.
- Uszkodzone drogi i mosty utrudniają dotarcie do odciętych od świata miejscowości. Wiele osób jest w głębokim szoku - powiedział minister zdrowia Ted Herbosa w wywiadzie dla radia DZMM. Do wsparcia straumatyzowanych mieszkańców wysłano psychologów.
Wiele z blisko 500 rannych osób to uczniowie, ponieważ poniedziałek był dniem powrotu do nauki po wakacyjnej przerwie na Filipinach. W chwili wystąpienia trzęsienia ziemi w szkołach odbywały się poranne apele.
Międzynarodowa pomoc
Z powodu rozległych szkód władze lotnictwa cywilnego tymczasowo zamknęły międzynarodowe lotnisko w General Santos dla połączeń komercyjnych - ma ono obsługiwać tylko loty humanitarne, rządowe i wojskowe. Prezydent Filipin Ferdinand Marcos Jr. skierował na miejsce katastrofy urzędników wysokiej rangi. Mają oni nadzorować akcję poszukiwawczo-ratowniczą oraz dystrybucję paczek z żywnością i potrzebnych od odbudowy materiałów budowlanych. Gotowość udzielenia pomocy zadeklarowały m.in. Stany Zjednoczone, Japonia oraz Francja.
Jeden ze szpitali w General Santos został ewakuowany z powodu obaw o pęknięcia na wyższych piętrach. Jeden z budynków miejskiego uniwersytetu Notre Dame w Dadiangas zawalił się, ale w środku nikogo nie było.
- Schowałem się pod stół. To było bardzo długie, silne trzęsienie ziemi - powiedział w rozmowie z filipińską telewizją DZMM rektor uniwersytetu Manuel de Leon.
Filipińska agencja sejsmologiczna Phivolcs informowała o zaobserwowaniu fal tsunami różnej wysokości w sześciu stacjach monitorujących - podał Reuters. Najwyższa z nich miała 1,4 metra wysokości. Mieszkańcy terenów przybrzeżnych w dziewięciu prowincjach otrzymali nakaz przemieszczenia się na wyżej położone tereny.
- Uciekajcie na wyżej położone tereny teraz. Nie czekajcie - przekazał w mediach społecznościowych prezydent Filipin Ferdinand Marcos. - Wasze życie jest ważniejsze niż wszystko, co pozostawicie - dodał.
"Najsilniejsze trzęsienie ziemi, jakiego doświadczyliśmy"
Centrum Ostrzegania przed Tsunami na Pacyfiku (PTWC) podało, że wskutek wstrząsów możliwe były fale sięgające nawet trzech metrów. Również japońskie, indonezyjskie i malezyjskie służby ogłosiły ostrzeżenia przed tsunami, jednak po kilku godzinach zostały one odwołane.
- To najsilniejsze trzęsienie ziemi, jakiego doświadczyliśmy - relacjonował mediom Benjie Ancheta, szef lokalnej policji z pobliskiego miasta Alabel. Budynek tamtejszego komisariatu popękał.
Filipiny i Indonezja znajdują się w tak zwanym pacyficznym pierścieniu ognia, czyli strefie częstych trzęsień ziemi i erupcji wulkanicznych. W strefie tej znajduje się duża liczba rowów oceanicznych i aktywnych wulkanów. Występuje tam około 90 procent wszystkich trzęsień ziemi na świecie.
Poniedziałkowy kataklizm był najsilniejszym trzęsieniem ziemi w tym państwie od 1976 roku. Wówczas wstrząs o magnitudzie 8,1 oraz wysokie na wiele metrów fale tsunami zabiły około 8 tys. osób na południu kraju.