Wdowa po żołnierzu komentuje słowa Trumpa. "To cios w serce dla nas, dla naszych rodzin"

2601N072X KNAPIK 01
Wdowa po żołnierzu oburzona słowami Trumpa
Źródło wideo: "Fakty" TVN
Źródło zdj. gł.: arch. prywatne
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Po głośnych słowach Donalda Trumpa, w których zakwestionował wkład sojuszników z NATO i sugerował, że w Afganistanie "trzymali się z tyłu" rodziny poległych żołnierzy mówią o "ciosie w samo serce" i domagają się stanowczego upomnienia się o honor polskich wojskowych. W tle pojawia się pytanie, czy prezydent Karol Nawrocki zareaguje równie stanowczo jak Keir Starmer, który w Wielkiej Brytanii wprost skrytykował słowa Trumpa.

Starszy kapral Sławomir Wiśniewski był saperem. Dwa razy był w Afganistanie, raz w Iraku. Po trzeciej misji popełnił samobójstwo. Psychikę zniszczyło mu nieustające napięcie, ciągły kontakt z wrogiem i zastawianymi śmiertelnymi pułapkami, tak zwanymi IED - improwizowanymi ładunkami wybuchowymi.

Zespół stresu pourazowego czy stresu pola walki nie dotyka tych, którzy trzymają się z dala od pola walki. A tak według prezydenta USA Donalda Trumpa w Afganistanie mieli postępować żołnierze NATO, w tym polscy. - Trzymali się trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu - mówił Trump w czwartkowym wywiadzie dla Fox News.

"Nasze dzieci to słuchają"

Jego słowa oburzają rodziny polskich żołnierzy. - To co powiedział Trump jest niegodne. To jest cios w serce dla nas, dla naszych rodzin. Nasze dzieci to słuchają - podkreślała Katarzyna Mańkowska, wdowa po polskim żołnierzu działająca w Stowarzyszeniu Rodzin Poległych Żołnierzy "Pamięć i Przyszłość".

Czytaj więcej: Tak walczyliśmy u boku Amerykanów w Afganistanie

Stowarzyszenie w petycji domaga się od Ministerstwa Spraw Zagranicznych interwencji, a od Karola Nawrockiego zajęcia jednoznacznego negatywnego stanowiska wobec krzywdzącej wypowiedzi Trumpa.

Karol Nawrocki tak odpowiedział na to w niedzielę: - Jestem przekonany, że prezydent Trump nie myślał wtedy o Polsce, bo nie po to 48 godzin wcześniej mówił o polskich żołnierzach great warriors (świetni wojownicy), wielokrotnie to powtarzając.

Brytyjczycy i Niemcy reagują

Tymczasem to, co mówi wdowa po polskim żołnierzu, niemal słowo w słowo powtórzył premier Wielkiej Brytanii. - Uważam, że wypowiedź prezydenta Trumpa jest obraźliwa i szczerze mówiąc odrażająca. Nie dziwi mnie, że tak bardzo dotknęła rodziny żołnierzy, którzy zginęli lub zostali ranni - stwierdził Keir Starmer.

Donald Trump błyskawicznie zareagował na te słowa, chwaląc postawę Brytyjczyków. "Wspaniali, odważni żołnierze, kochamy was" - napisał.

Także minister obrony Niemiec Boris Pistorius skrytykował wypowiedź prezydenta USA. Słowa Trumpa uznał za "nieprzyzwoite i pozbawione szacunku" dla poległych. - Mam wielki szacunek dla osiągnięć amerykańskiego narodu i naszego sojusznika USA w minionych 70 latach. Szacunek wymaga jednak wzajemności. Mówienie w ten sposób o poległych sojusznikach jest nieprzyzwoite, pozbawione szacunku - powiedział Pistorius w niedzielę wieczorem w niemieckiej telewizji publicznej ARD.

Szef niemieckiego resortu obrony przypomniał, że po ataku terrorystycznym na USA 11 września 2001 roku "wszyscy stanęli po stronie USA". - Twierdzenie, że było inaczej, jest po prostu nieprawdziwe - podkreślił. Przeprosiny ze strony Trumpa byłyby jego zdaniem "wyrazem przyzwoitości, szacunku i zrozumienia, ale wszyscy wiemy, jak funkcjonuje amerykański prezydent".

Ambasador chwali polskich żołnierzy

Burzę po słowach Trumpa stara się jedynie załagodzić Thomas Rose, ambasador USA w Polsce. W dwóch komentarzach na portalu X napisał, że dorobek polskich żołnierzy jest szanowany i podziwiany przez wszystkich Amerykanów i wszyscy cenią też wspaniałych polskich przywódców Karola Nawrockiego i Donalda Tuska. "Nasza wspólna siła nadal opiera się na wzajemnym szacunku, który czyni sojusz wspaniałym i wyjątkowym" - dodał.

W kolejnym poście podkreślił, że "lojalność, solidarność i wspólne przekonania, które zademonstrowała Polska i jej naród", to coś, czego naród amerykański nigdy nie zapomni. "Nie był to gest symboliczny – był to znaczący, operacyjny i decydujący element naszego sukcesu" - podkreślił, nazywając Polską rodziną Stanów Zjednoczonych.

33 tysiące żołnierzy i pracowników, 45 ofiar

Po zamachach na World Trade Center 11 września 2001 roku Sojusz Północnoatlantycki po raz pierwszy - i dotychczas jedyny - powołał się na artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego, stanowiący o wspólnej obronie w razie ataku na jednego z sojuszników. Wówczas do Afganistanu, obok sił Stanów Zjednoczonych, wkroczyły wojska wielu państw NATO, w tym Polski.

Polska poparła rozpoczętą w 2001 roku przez USA operację Enduring Freedom, a w 2002 roku wydzieliła do niej kontyngent złożony z żołnierzy jednostki specjalnej GROM, saperów i logistyków. W następnych latach sukcesywnie powiększała kontyngent. W misji w Afganistanie udział wzięło ponad 33 tysiące polskich żołnierzy i pracowników wojska.

W latach 2002-2021 zginęło tam 44 polskich żołnierzy oraz jeden pracownik wojska.

Źródło: "Fakty" TVN, tvn24.pl, PAP
Autorka/Autor: FC/akw
Czytaj także: