Świat

THC we krwi Martina, rany na głowie Zimmermana

Świat


Trayvon Martin, nastolatek zastrzelony przez strażnika sąsiedzkiego na Florydzie, w chwili śmierci miał śladowe ilości THC we krwi - wynika z ujawnionych dokumentów sprawy, cytowanych przez agencję Reutera. Ujawniono też zrobione tuż po jego zatrzymaniu zdjęcia George Zimmermana, który twierdzi, że strzelił do czarnoskórego nastolatka w samoobronie, choć zabity chłopak nie miał przy sobie broni.

Raport medyczny po sekcji zwłok wykazał śladowe ilości THC, składnika marihuany we krwi nastolatka. Także test na obecność kannabinoidów w moczu dał pozytywny wynik.

Wśród ujawnionych w czwartek dokumentów są także wykonane telefonem komórkowym zdjęcie Zimmermana zrobione tuż po zatrzymaniu i na chwilę przed udzieleniem mu pomocy medycznej. - Wyglądało na to, że Zimmerman ma złamany nos, który krwawił i puchł - to opinia policjantów po zatrzymaniu Zimmermana, która może przychylić się do wersji obrony, że mężczyzna mógł bać się o swoje życie i walczył z nastolatkiem.

Medyczna analiza wykazała jednak, że nastoletni Martin doznał otarcia palca serdecznego lewej ręki. Nie znaleziono natomiast żadnych innych ran oprócz rany postrzałowej. Sam Zimmerman nie chciał udać się po zatrzymaniu do szpitala w celi opatrzenia ran.

Nie przeprowadzono też badań toksykologicznych Zimmermana tuż po jego zatrzymaniu, co podnoszą prawnicy rodziny Martina, dodając, że nie wiadomo, czy nie działał on w chwili tragedii pod wpływem leków. Telewizja ABC poinformowała bowiem, że Zimmerman brał lek na ADHD.

Prawnicy rodziny Martina dodają też, że informacje o śladach THC są niestotne. Nastolatek w chwili śmierci był zawieszony w prawach ucznia swojej szkoły, po tym jak znaleziono przy nim ślady marihuany w jego rzeczach, choć nie odnaleziono samego narkotyku.

Wypuszczony za kaucją

28-letni Zimmerman zastrzelił czarnoskórego 17-latka w lutym w Sanford na Florydzie. Dość długo pozostawał na wolności, a nawet założył swoją stronę internetową, by za jej pośrednictwem zbierać fundusze na opłacenie prawników. Dopiero 12 kwietnia Zimmerman oddał się w ręce władz i został osadzony w areszcie.

Prokurator postawił mu zarzut zabójstwa bez premedytacji. Grozi mu kara dożywotniego więzienia. Pod koniec kwietnia Zimmerman wyszedł z aresztu za kaucją. Tłumaczy, że zabił 17-latka z zimną krwią, ale działał w obronie koniecznej.

pk\mtom\k

Źródło: reuters, pap

Raporty: